Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nowy Lewandowski w reprezentacji Polski. Autorski pomysł Paulo Sousy

Przed meczem z Anglią jest więcej obaw niż nadziei. Po Węgrzech boimy się o obronę, po starciu z Andorą - o jednowymiarowy atak. Rozwiązaniem ma być autorski pomysł Paulo Sousy na Roberta Lewandowskiego. Nietypowe zadania Polaka nie spodobały się jednak wszystkim ekspertom.

56 - tyle dośrodkowań wykonała reprezentacja Polski w meczu z Andorą (3:0). W pewnym momencie styl gry Polaków mógł irytować, bo przez większość spotkania biało-czerwoni mieli problemy ze sforsowaniem obrony dużo słabszych rywali. Jedynym rozwiązaniem było zagranie do boku i wrzutka w pole karne. To prawda, Andora grała niezwykle bezpiecznie, a ośmiu zawodników praktycznie nie opuszczało własnej połowy. Niezwykle trudno było więc grać przez środek, ale w takim spotkaniu można było liczyć, że Polacy choć spróbują zagrać kilka szybkich akcji na jeden kontakt. Pokażą wymienność pozycji, skoro od kilku dni mówi się o tym, że Sousa jest tu po to, by nasza drużyna się rozwijała. A takich akcji w ataku pozycyjnym, gdzie piłka faktycznie była podawana na jeden-dwa kontakty, zagraliśmy tylko dwie. 

Zobacz wideo Tak oceniliśmy Polaków za mecz z Andorą

W dwóch meczach Polska pokazała jeden skuteczny sposób atakowania

- Mamy teraz trzech napastników i dlatego były te dośrodkowania. Kiedy centralny korytarz jest zamknięty, musimy szukać naszych skrzydeł - mówił Paulo Sousa na konferencji prasowej. Przyznał też, że gra była zbyt wolna, dlatego nie potrafiliśmy częściej oszukiwać rywali.  - Jeżeli chodzi o decyzję i grę z trzema napastnikami, uważam, że była słuszna. Chcemy, aby mieli jeszcze większą dynamikę - mówił. 

Po dwóch meczach Paulo Sousy można stwierdzić, że w naszej kadrze najlepiej funkcjonuje prawe skrzydło. W niedzielnym meczu z Andorą właściwie większość akcji została przeprowadzona prawą stroną, a prym wiódł Kamil Jóźwiak, który właściwie jako jedyny potrafił wygrywać pojedynki. Ale najwięcej zagrożenia robił dośrodkowaniami. W sumie w meczu z Andorą zaliczył ich aż 15, z czego cztery były celne. Bohater meczu z Węgrami (bramka i asysta) w niedzielę stworzył aż cztery sytuacje bramkowe i był zdecydowanie najlepszym piłkarzem biało-czerwonych, nie licząc Roberta Lewandowskiego.  

Kamil Jóźwiak i asysta w meczu z AndorąKamil Jóźwiak i asysta w meczu z Andorą screen YT TVP Sport

Na pozór wydaje się, że celność dośrodkowaniach Polaków była daleka od idealnej, choć to właśnie po wrzutkach ze skrzydeł padły wszystkie trzy gole. Zresztą trzeba pamiętać, że już celność dośrodkowań na poziomie 20 proc. można uznać za przyzwoity wynik. Jeśli zaś popatrzymy na wszystkie sześć trafień za kadencji Paulo Sousy, to we wszystkich maczali palce piłkarze grający na skrzydle, a pięć goli padło po dośrodkowaniach z bocznych stref boiska. 

Jak padały bramki za kadencji Paulo Sousy?

  • 1. gol z Węgrami - dośrodkowanie Jóźwiaka z prawej strony i gol Piątka
  • 2. gol z Węgrami - prostopadłe podanie Zielińskiego i gol skrzydłowego Jóźwiaka
  • 3. gol z Węgrami - dośrodkowanie Bereszyńskiego z prawej strony i gol Lewandowskiego
  • 1. gol z Andorą - dośrodkowanie Rybusa z rzutu wolnego z prawej strony boiska i gol Lewandowskiego
  • 2. gol z Andorą - dośrodkowanie Jóźwiaka z prawej strony i gol Lewandowskiego
  • 3. gol z Andorą - prostopadłe podanie Piątkowskiego, rozrzucenie Kozłowskiego do Grosickiego, dośrodkowanie z lewej strony i gol Karola Świderskiego.

Kamil Grosicki i asysta w meczu z AndorąKamil Grosicki i asysta w meczu z Andorą screen YT TVP Sport

Polska może być zbyt przewidywalna dla Anglików. Potrzebujemy różnorodności

Przeciwko Andorze, która broniła się właściwie całą drużyną na połowie, dośrodkowania nie są najgorszym pomysłem na próbę rozrywania obrony. Szczególnie że stoperzy też nie prezentują najwyższej jakości. Ale już w meczach przeciwko mocniejszym rywalom musimy dołożyć coś zdecydowanie lepszego i bardziej urozmaicić grę.  Przeciwko przykładowej Anglii stawianie tylko na wrzutki może okazać się zgubne, bo tam zagrają zdecydowanie lepsi stoperzy, którzy mogą sprawić, że celność dośrodkowań wyniesie nie 30 proc., jak przeciwko Andorze, a może być też tak, że żadna piłka między nimi nie przejdzie. A po takich dwóch meczach reprezentacji Polski na pewno zostanie też położony nacisk na wsparcie skrzydeł, gdy Polacy akurat znajdą się w ataku pozycyjnym.

Kamil Jóźwiak i jedna z wielu wrzutek z bocznych rejonów boiskaKamil Jóźwiak i jedna z wielu wrzutek z bocznych rejonów boiska screen TVP Sport

Nowe zadanie Lewandowskiego. Nie wszystkim spodobał się ten pomysł

Niestety, niedzielny mecz mógł po prostu zmęczyć kibiców. Polacy grali w sposób do bólu przewidywalny. I choć Paulo Sousa wystawił trzech napastników, to chętny do gry był właściwie tylko Lewandowski. Jeśli ktoś zadałby pytanie, gdzie w niedzielę zagrał Lewandowski, to śmiało można odpowiedzieć, że wszędzie. Strzelił dwa gole, do tego znakomicie rozgrywał piłkę, próbował wrzutek w pole karne, jak choćby ta do Krzysztofa Piątka, która powinna się skończyć bramką. A w drugiej połowie przeprowadził nawet rajd lewą stroną boiska.

Robert Lewandowski i jego świetne podanie otwierające drogę do bramkiRobert Lewandowski i jego świetne podanie otwierające drogę do bramki screen YT TVP Sport

I o ile gra bliżej lewego skrzydła zdarza się Lewandowskiemu czasem również w Bayernie, gdzie schodzi ze środka i próbuje skupić na siebie uwagę obrońców, to długa gra na pozycji numer 10 przydarzyła mu się ostatni raz chyba w Borussii, gdy był jeszcze zmiennikiem Lucasa Barriosa. Gdybyśmy spojrzeli na heatmapę naszego piłkarza, to można zauważyć, że Lewandowski przez 65 minut grał właściwie bliżej najbliżej pozycji numer "8".

Eksperci w studiu TVP dość nie do końca zgadzali się z tym pomysłem Paulo Sousy. Twierdzili, że miejsce Lewandowskiego jest w polu karnym i tam jest najbardziej potrzebny w drużynie. To niewątpliwie prawda, choć można było też odnieść wrażenie, że piłkarska jakość Lewandowskiego dużo może nam dawać też w drugiej linii. I trudno byłoby sobie wyobrazić, by to Krzysztof Piątek zagrał niezwykle wypieszczone podanie do Lewandowskiego, a odwrotnie tak się stało. I to mogło skończyć się golem. Nasz najlepszy piłkarz miał realny wpływ na kreowanie gry, a przecież swoje i tak zrobił, bo schodził z dwoma trafieniami na koncie.

Co ciekawe, podobna dyskusja przeszła w niedzielę przez Anglię, bo Harry Kane również zagrał zdecydowanie głębiej. Z kolei eksperci ITV Roy Keane i Ian Wright jasno stwierdzili, że miejsce Kane'a jest w polu karnym rywali i nie powinien tak grać. Sam piłkarz przyznał zaś, że dobrze odnajduje się w tej roli, a wówczas jego miejsce mogą zająć szybcy skrzydłowi. Sam Gareth Southgate też przyznał na konferencji prasowej, że lubi taką grę i odpowiada mu, gdy Kane cofa się do linii pomocy, by poprawić "głębię ataku", a dzięki temu można uzyskać przewagę w drugiej linii i pozwala na stworzyć szanse dla innych piłkarzy. Kto więc wie, czy środowy pojedynek najlepszych napastników świata nie zmieni się czasem w pojedynek najlepszych napastników świata walczących w drugiej linii.  

Trzech napastników w pierwszym składzie? Pierwszy był Michniewicz

To bardzo ciekawa alternatywa dla Roberta Lewandowskiego, który przecież często i tak brał na siebie ciężar rozgrywania akcji. Jeśli jednak graliśmy tylko jednym napastnikiem, to wtedy Polaka brakowało w polu karnym rywali i trudno było uzupełnić tę lukę. Teraz zaś mieliśmy w polu karnym Milika albo Piątka, którzy też potrafią być bardzo groźni. Oczywiście, ich wspólna gra wymaga większego zrozumienia i dotarcia, ale Paulo Sousa już zapowiedział, że nie wyklucza występu całej trójki przeciwko... Anglii. Byłoby to bardzo odważne posunięcie, ale nie pozbawione też sensu, bo mając takich trzech piłkarzy w ofensywie Anglicy też musieliby grać nieco bezpieczniej i nie angażować wszystkich sił w ataki. Dokładnie na tej zasadzie Czesław Michniewicz ustawiał zespół w czasach pracy w Pogoni. Przy defensywnych stałych fragmentach gry decydował się na zostawienie trzech piłkarzy z przodu, by ci byli gotowi do kontrataku. Dzięki temu zespół atakujący nie mógł posłać wszystkich piłkarzy w pole karne, a też musiał zabezpieczyć się przed ewentualną kontrą. Trochę w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak.

Niestety, nie zawsze wystawienie większej liczby napastników spowoduje bardziej ofensywną grę, bo przecież ktoś im piłkę musi dostarczyć. A o ile na takie ustawienie można pozwolić sobie przeciwko drużynom, które nawet nie starają się wyprowadzać kontrataków, to już z mocniejszymi rywalami byłoby to duże ryzyko. Z drugiej strony pośrednim rozwiązaniem mogłoby być ustawienie Lewandowskiego z Piątkiem, w którym napastnik Bayernu byłby cofniętym napastnikiem, bardziej odpowiedzialnym za rozegranie akcji. 

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ