Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibice wrzucali zdjęcia uśmiechniętego Brzęczka. Paulo Sousa: Nie tak prędko

Trudno wyciągać wnioski po jednym meczu, zwłaszcza tak nieudanym jak Polaków z Węgrami w Budapeszcie. Gdy jednak spojrzymy w statystyki z tego spotkania, to wnioski mogą być - mimo wyniku 3:3 - optymistyczne.

Choć w czasie czwartkowego meczu przewodnim motywem w mediach społecznościowych była uśmiechnięta twarz Jerzego Brzęczka z podpisem w stylu: "jakże mi niezmiernie przykro", to jednak nie byłbym tak prędki w przywracaniu racji poprzedniemu selekcjonerowi. Choć Polacy tracili w Budapeszcie bramki po głupich i prostych błędach, to jednak wyszarpali remis dzięki trafnym zmianom Paulo Sousy i jego pomysłowi na grę reprezentacji. 

Zobacz wideo

Statystyki Polaków zupełnie inne niż za kadencji Brzęczka

A że to był pomysł zupełnie inne niż za Brzęczka, to widać było na boisku i po statystykach.  

Zbigniew Boniek i Paulo SousaMocny wpis Zbigniewa Bońka po debiucie Paulo Sousy w reprezentacji Polski

Pierwsze co rzuca się w oczy to przede wszystkim bardzo wysoki procent posiadania piłki - 65 procent. Za kadencji Brzęczka podobne liczby w meczach eliminacji Euro 2020 - te wydają najbardziej miarodajne przy porównaniu, bo rywale byli w większości zbliżeni poziomem do Węgrów - kadra "wykręciła" jedynie w meczach z najsłabszą w grupie Łotwą. Oba mecze z drużyną, która zajęła ostatnie miejsce, Polacy wygrali – u siebie 2:0, a na wyjeździe 3:0.  

65 procent posiadania piłki Polacy mieli też w wyjazdowym meczu ze Słowenią, który przegrali 0:2. To był podobny mecz jak ten w Budapeszcie. Polacy, którzy zaczynali mecz w roli faworyta, stracili gola w pierwszej połowie, a potem bili głową w mur bez pomysłu, jak rozmontować szczelną obronę rywali. Warto tu jeszcze dodać, że teoretyczni Słowenia była wtedy słabszym rywalem niż Węgrzy, którzy zajmują 40. miejsce w rankingu FIFA. Wtedy Słoweńcy byli na pozycji 63. 

Paulo Sousa przyznał się do błędu! Szczęsny co kilka minut krzyczał do kolegów to samoPaulo Sousa przyznał się do błędu! Szczęsny co kilka minut krzyczał do kolegów to samo

Paulo Sousa dał Polsce szanse na odwrócenie losów meczu

Podstawowa różnica między spotkaniami w Lublanie a tym w Budapeszcie polegała na tym, że Sousa dał drużynie szansę na odrobienie strat trafnymi zmianami i innym stylem gry. W czwartek Polacy - choć przez całą pierwszą połowę nie radzili sobie z pressingiem rywali - oddali więcej strzałów niż w Lublanie (10:7), więcej strzałów celnych (3:1), a przede wszystkim wymienili między sobą o prawie 20 procent więcej podań (603:510), przy lepszej ich celności (84 proc. do 82). 

Takie oceny dostali reprezentanci Polski! Tylko jedna piątka. Takie oceny dostali reprezentanci Polski! Tylko jedna piątka. "Bohater meczu"

Te dwie ostatnie statystki dają najwięcej powodów do optymizmu. Bo większa liczba podań i lepsza ich skuteczność oznacza, lepszą jakość gry. Polacy grali mniej statycznie niż za poprzednika. Za kadencji Brzęczka lepsze liczby Polacy mieli tylko w jednym spotkaniu ze słabiutką Łotwą (643 i 88 procent). W spotkaniach ze najsilniejszą w grupie Austrią - zakończonych szczęśliwie wyjazdowym zwycięstwem 1:0 i domowym remisem 0:0 – te wartości były bardzo niskie – 339 i 68 procent w Wiedniu oraz 359 i 75 procent w Warszawie. W pierwszym meczu bardzo wysokie oceny za swój występ zebrał Wojciech Szczęsny, a w drugim w zgodnej opinii najlepszy na boisku był Łukasz Fabiański. I właśnie jednej skutecznej interwencji bramkarza zabrakło, by debiut kadry pod wodzą Paulo Sousy był oceniany o niebo lepiej.  

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ