Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Co w tej sytuacji zrobił Wojciech Szczęsny?! Ekspert wyjaśnia. Nawet Włosi piszą o Polaku

Wojciech Szczęsny będzie chciał szybko zapomnieć o meczu z Węgrami. O ile w Juventusie to on często ratuje drużynę i wprowadza spokój w chaotycznie grającą obronę, o tyle z Węgrami sam popełnił kilka błędów i wprowadzał nerwową atmosferę. Dokładnie przeanalizowaliśmy grę polskiego bramkarza, by sprawdzić, z czego wynikały niecodzienne błędy. Nie tylko piłkarza Juventusu, ale całej defensywy.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Wojciech Szczęsny to jeden z najlepszych obecnie bramkarzy na świecie. Niestety, swoich wielkich umiejętności nie potrafi do końca przenieść na mecze reprezentacji Polski, a sytuacje, w którym bramkarz 'wybroniłby" jakieś mecze to dość odległa przeszłość. Paulo Sousa nie miał jednak wątpliwości i już na początku swojej przygody z reprezentacją postawił na Wojciecha Szczęsnego.

Zobacz wideo Szczęsny był bez szans przy golu Correi [ELEVEN SPORTS]

Pięć błędów przy pierwszej bramce, ale co zrobił Szczęsny?

Jest jednym z najlepszych piłkarzy Juventusu w tym sezonie i nawet mimo problemów drużyny Andrei Pirlo, to właśnie Polak wiele razy potrafił uspokajać swoją defensywę i wprowadzał dużo spokój w szeregi drużyny. Niestety, można odnieść wrażenie, że w meczu z Węgrami było zupełnie inaczej. Ba, to Szczęsny kilka razy wprowadził chaos w i tak niepewny zespół. Polak maczał palce zarówno przy pierwszej, jak i trzeciej bramce. Dodatkowo zaliczył kilka niepewnych interwencji. Choć nie można oczywiście powiedzieć, że obciążają one tylko jego konto. Szczęsny po prostu też popełniał błędy, czasem jeden z wielu w danej akcji.    

Wojciech SzczęsnyWojciech Szczęsny screen TVP Sport

Zaczęło się już na samym początku spotkania, gdy Węgry wyszły z szybką kontrą, która zakończyła się bramką na 1:0. Oczywiście w tej akcji zostały popełnione co najmniej pięć błędów, dlaczego?

  • 1. Reca wyrzucił piłkę z autu na wysokości klatki piersiowej Modera
  • 2. Moder stracił piłkę, gdy drużyna przesunęła siły na połowę rywala
  • 3. Zieliński odpuścił rywala licząc, że jest jeszcze daleko do bramki i nie trzeba faulować
  • 4. Bednarek był źle ustawiony i przegrał pozycję z napastnikiem
  • 5. Szczęsny wracał do bramki i stracił orientację

Szczęsny swoim ruchem utrudnił sobie bronienie

Trenerzy zwykle podkreślają, że jeśli bramkarz wpuści piłkę po bliższym słupku, to w większości przypadków można mówić o błędzie broniącego. I wydaje się, że tak było też w tym przypadku, a Szczęsny miał trochę czasu, by spróbować dobrze się w bramce ustawić. Nie było go wiele, ale już od momentu straty piłki przez Modera powinien antycypować możliwość zagrożenia. Mógł zrobić w tej sytuacji zdecydowanie więcej i krokiem dostawnym nieco zbliżyć się do swojego lewego słupka. Wówczas zmusiłby rywala do próby trudniejszego strzału po dalszym rogu bramki, a to mogłoby mu mocno utrudnić zadanie, bo naciskał go już Jan Bednarek - tak przynajmniej zachowałoby się wielu bramkarzy. Niestety, bramkarz nie zrobił wiele, by naprawić błędy kolegów. Ba, właściwie ułatwił strzelcowi zadanie. 

Szczęsny przy pierwszej bramceSzczęsny przy pierwszej bramce screen TVP Sport

O analizę sytuacji zapytaliśmy Andrzeja Dawidziuka, trenera bramkarzy, który wychował m.in Łukasza Fabiańskiego. - Trudno powiedzieć, z czego to wynikało to ustawienie. Możemy się tylko domyślać, że bramkarz jest zobligowany do gry wysoko, bo nasza linia obrony była ustawiona adekwatnie do piłki, a mieliśmy wrzut z autu pod polem karnym rywala. Wracając do bramki bramkarz musi kontrolować wzrokiem piłkę i trudniej jest wtedy kontrolować światło bramki. I tutaj drobne niedociągnięcia się zdarzają, bo trzeba w krótkim czasie odbudować swoją pozycję w bramce i przyjąć pozycję do interwencji - tłumaczy Andrzej Dawidziuk, koordynator ds. szkolenia bramkarzy w PZPN.

To dziwi o tyle, że tuż przed interwencją polski bramkarz zdecydował się na skontrolowanie swojej pozycji względem osi boiska. Niestety, wiele wskazuje na to, że zrobił to po prostu źle, bo z każdym kolejnym krokiem oddalał się od swojego lewego słupka i w rezultacie zostawił rywalowi otwartą drogę do bramki, a sam uniemożliwił sobie interwencję, bo w czasie oddawania strzału został złapany na wykroku.

Szczęsny kontroluje gdzie jestSzczęsny kontroluje gdzie jest screen YT TVP Sport

- Jak pada gol to patrzymy co można zrobić lepiej i przy każdej bramce teoretycznie można się zachować lepiej, ale to, co wynika z analizy nie zawsze jest możliwe do zastosowania. Dla mnie bramkarz powinien szukać optymalnej pozycji i mieć możliwość interwencji przy bliższym i dalszym słupku, bo każdy gol kosztuje tyle samo. Rzeczywiście jest ruch głowy i moim zdaniem Wojtek szukał bramki. Możliwe też, że patrzył, czy nie ma spalonego i co w tej sytuacji zrobi sędzia boczny. Bramkarz ma tzw. punkty referencyjne, którymi się kieruje, by znaleźć optymalną pozycję. Są to np. linie pola bramkowego, punkt rzutu karnego czy linie pola karnego i te miejsca bramkarze często biorą pod uwagę, by odnaleźć swoją pozycję na boisku. Gdyby Szczęsny miał więcej czasu, to prawdopodobnie zająłby optymalną pozycję, ale akcja była bardzo dynamiczna i akcja powrotu bramkarza też była bardzo szybka. Dlatego łatwo jest zgubić światło bramki - zauważa Andrzej Dawidziuk. 

Jerzy Brzęczek i Paulo SousaKibice wrzucali zdjęcia uśmiechniętego Brzęczka. Paulo Sousa: Nie tak prędko

Błąd tuż przed trzecią bramką i pech przy drugiej 

W przypadku drugiego gola trudno dopatrywać się wielkiego błędu Szczęsnego, który po prostu został złapany na wykroku przy dość sytuacyjnym strzale. Bramkarz "został w blokach" i nie pomógł drużynie. - Tutaj było zdecydowanie mniej szans, by cokolwiek zrobić. Wiadomo, przy w tych bramkach trudno bezpośrednio winić bramkarza, bo do utraty bramek prowadziło więcej błędów. Oczywiście robiąc analizę możemy się dopatrzeć jakichś błędów, w których można się było zachować lepiej w bramce czy bardziej precyzyjnie, ale z jakiegoś powodu bramkarz podejmuje określone decyzje i dopiero na analizie możemy to ocenić - dodaje były współpracownik Leo Beenhakkera.

Ale już akcja, która zakończyła się trzecim golem, to też splot fatalnych zdarzeń, które spowodowały utratę gola, a wszystko zaczęło się właśnie od Szczęsnego.

  • 1. Szczęsny źle wykopał piłkę, która wylądowała 30 metrów od naszej bramki i pod nogami Węgrów.
  • 2. Bereszyński przegrał dwie przebitki, a przy VAR-rze mogło się to skończyć karnym
  • 3. Glik był bardzo bierny w odprowadzeniu rywala na skraj pola karnego, a chwile wcześniej złamał linię spalonego
  • 4. Reca nie pilnował Orbana, który wpakował piłkę do bramki

Wojciech Szczęsny tuz przed trzecią bramkąWojciech Szczęsny tuz przed trzecią bramką screen TVP Sport

Podanie było złe, ale według założeń miał go szukać. Sousa ma o czym myśleć

To o tyle dyskusyjna sytuacja, wszak przecież przed tymi meczami argumentowano wybór Szczęsnego, a nie Fabiańskiego właśnie tym, że to Szczęsny zdecydowanie lepiej gra nogami i w Serie A jest w tym elemencie właściwie najlepszym bramkarzem, który ma piekielnie dużą skuteczność podań, także tych trudniejszych.  Niestety, wydaje się, że w tym wypadku to Szczęsnego akurat zgubiło, bo mimo pressingu rywali starał się zagrać dość celne podanie, ale skończyło się to stratą, a kilkanaście sekund później bramką. 

- Tutaj musimy rozpatrzeć wybicie przez pryzmat założeń taktycznych, bo Wojciech Szczęsny nie szukał prostego wybicia piłki, a raczej dokładnego podania gdzieś w okolicę Roberta Lewandowskiego czy Kamila Jóźwiaka. Jak można się było inaczej zachować? Zagrać długie podanie do przodu i sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, ale założenia były takie, że chcemy się utrzymać przy piłce. Gdyby to było podanie bezpośrednio do napastnika, a ten by zdobył gola to tak, to wtedy można by powiedzieć, że był to duży błąd bramkarza, ale w tej sytuacji doszło później do kilku innych błędów. Paulo Sousa wspomniał, że gra w obronie potrzebuje korekt, bo rzeczywiście była to formacja, która pozwoliła sobie strzelić łatwo trzy bramki. A tych sytuacji nie było wiele więcej - podkreślił Dawidziuk. 

Paulo Sousa przyznał się do błędu! Szczęsny co kilka minut krzyczał do kolegów to samoPaulo Sousa przyznał się do błędu! Szczęsny co kilka minut krzyczał do kolegów to samo

Szczęsny elektryczny. W Juventusie to on wprowadza spokój

Ale to nie był ostatni błąd bramkarza. W 91. minucie Szczęsny nie popisał się przy dośrodkowaniu Węgrów. Bramkarz Juventusu zaliczył "pusty przelot", który spowodował duży chaos pod naszą bramką. - Takie dośrodkowanie na wysokości głów zawodników i zastanawiam się, czy Wojtek musiał interweniować. Wiadomo, że chciał pomóc, ale gdyby zdarzyło się kolejne nieszczęście, to wtedy moglibyśmy mieć do niego pretensje. To była trudna piłka, w której trudno bramkarzowi reagować. Jeśli piłka leci na wysokości głów piłkarzy, to bramkarz traci atut zasięgu rąk, bo zawodnicy mogą stracić ją głową, jeśli jednak piłki są dośrodkowywane wysoko i lekko zawieszone, to bramkarz może wykorzystać przywilej gry rękami - zakończył Andrzej Dawidziuk.

Szczęsny minął się z piłkąSzczęsny minął się z piłką screen TVP Sport

Włoskie tuttojuve.com nazwało ten mecz "Brutta serrata per Szczesny", czyli w wolnym tłumaczeniu"zła noc Szczęsnego". Włoski dodają, że był to bardzo trudny mecz dla Polaka i nie był też wolny od jego błędów i trzeba się chyba z tym zgodzić. - Skomplikowany mecz Szczęsnego, który nie był wolny od jego błędów". Dużo mocniej grę bramkarza podsumował były polski bramkarz. - Występ Szczęsnego był katastrofalny. Przy golu odsłonił róg, ale szwankowały też wznowienia nogą. Grał niepewnie - mówił z kolei Arkadiusz Onyszko w radiu RDC.

I dodał: Wojtek ma mega dobre mecze, ale zdarzają mu się też takie jak ten w czwartek. Fabiański jest z kolei bardzo solidny. Wojtek wie, że jego występ nie był porywający. To inteligentny chłopak i zdaje sobie z tego sprawę. (...) Decyzja o ogłoszeniu Szczęsnego numerem jeden jeszcze przed zgrupowaniem to bardzo ryzykowny ruch. Myślę jednak, że teraz Sousa się z tego nie wycofa.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ