Paulo Sousa przyznał się do błędu! Szczęsny co kilka minut krzyczał do kolegów to samo

Dawid Szymczak
- Do przodu, wyżej - wciąż gestykulował Paulo Sousa. Ale Polacy tylko wysoko stali, a Węgrzy z wysokiego C zaczęli. I tak wsiedliśmy na emocjonalną huśtawkę: raz podskakiwali węgierscy dziennikarze, raz polscy. Skończyło się 3:3 i mętlikiem w głowie. Wnioskami z Budapesztu dzieli się Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl.

Na boisko patrzyliśmy przez pryzmat wspomnień o reprezentacji Jerzego Brzęczka. Szukaliśmy różnic, przyglądaliśmy się szczegółom, by powoli zacząć wyrabiać sobie opinię, czy Zbigniew Boniek miał rację, zmieniając w styczniu selekcjonera, czy ryzyko się opłaciło, czy jednak nie dał Paulo Sousie za mało czasu. Tymczasem można było zapomnieć, że do zmiany selekcjonera w ogóle doszło. Przez godzinę oglądaliśmy tę samą reprezentację Polski: nudną i przewidywalną. A do tego doszły jeszcze indywidualne błędy. Selekcjonera i piłkarzy. Sousa przyznał się do pomyłki, wpuszczając w 59. minucie, przy wyniku 0:2, Kamila Glika. Ale po chwili o tej zmianie nikt już nie pamiętał, bo razem z Glikiem na boisko weszli Kamil Jóźwiak i Krzysztof Piątek, którzy w dwie minuty doprowadzili do remisu. I szaleństwo zaczęło się od nowa: najpierw trafili Węgrzy, później Polacy. Remis 3:3 wydaje się sprawiedliwy, choć pewnie Węgrzy mają poczucie niedosytu, bo dwa razy w tym meczu prowadzili.

Zobacz wideo Paulo Sousa był w szoku, jak słaba jest Ekstraklasa. Nie spodziewał się, że do Europy tak daleko

Polacy jak student uczący się noc przed egzaminem

To porównanie wydaje mi się najtrafniejsze. Trener Sousa był tym wymagającym profesorem, który przekazał przy tablicy i na prezentacjach mnóstwo wiedzy. Organizował nawet po dwa wykłady dziennie, aby jak najwięcej pokazać i opowiedzieć. I pewnie, gdyby przyswajać te informacje regularnie przez dłuższy czas, materiał zostałby opanowany. Uczniowie są przecież pojętni. Problem w tym, że uczyć zaczęli się tuż przed egzaminem z Węgrami. Podstawy opanowali: gdy atakowali - zostawało trzech środkowych obrońców, gdy bronili - szybko wracali do ustawienia w czwórce. Ale polegli już na pierwszym podchwytliwym pytaniu.

Mieli aut, pozornie sytuacja była więc bezpieczna. Paulo Sousa zachęcał: - Wyżej, jeszcze do przodu - krzyczał i machał rękami przy linii bocznej. Ale nagle doszło do straty w środku pola i Węgrom wystarczyło tylko jedno proste podanie do Rolanda Sallaia, by łatwo zgubić polskich obrońców i wyjść na prowadzenie. Polacy nabrali się w tym meczu jeszcze wiele razy. Popełniali proste błędy pod swoją bramką, przez co wciąż musieli Węgrów gonić.

Takie oceny dostali reprezentanci Polski! Tylko jedna piątka. Takie oceny dostali reprezentanci Polski! Tylko jedna piątka. "Bohater meczu"

Co jeszcze charakteryzuje studenta uczącego się noc przed egzaminem? Że przychodzi zaspany, nie reaguje odpowiednio szybko. Jan Bednarek zaspał w tej sytuacji ewidentnie, Wojciech Szczęsny też powinien ustawić się lepiej. I to zaspanie nie mijało: Arkadiusz Reca biegł do przodu, a podanie dostawał za plecy. Jakub Moder grał Sebastianowi Szymańskiemu na wolne pole, a on akurat spodziewał się podania do nogi. Polacy w porę się jednak obudzili. Wejście Jóźwiaka i Piątka było jak filiżanka mocnej kawy.

Polska zremisowała niezwykle ważny mecz

Chodziło o przywiezienie z Budapesztu trzech punktów, bo skoro piłkarze i selekcjoner zgodnie zapowiadali, że chcą walczyć z Anglikami o pierwsze miejsce w grupie, to wygrana z Węgrami była do tego przepustką. Wiadomo też było, że te trzy marcowe mecze (z Węgrami, Andorą i Anglią) ustawią całe eliminacje. A już po pierwszym sytuacja jest skomplikowana. Grozę budzi jeszcze wyjazd na Wembley.

Ale Sousa stanął przed wielkim wyzwaniem przede wszystkim dlatego, że choć czasu miał mało, to pragnienie w narodzie było wielkie. Aż trudno uwierzyć, że od ostatniego meczu z Holandią minęły cztery miesiące, bo kadra wciąż o sobie przypominała. Niespodziewana zmiana selekcjonera była wstrząsem, przez następne tygodnie poznawaliśmy Paulo Sousę, przecieraliśmy oczy ze zdumienia po jego pierwszych powołaniach i byliśmy jeszcze bardziej zaskoczeni, których zawodników skreślił tuż przed zgrupowaniem. Portugalczyk co mógł zrobić przed pierwszym meczem, to zrobił. Wreszcie czekaliśmy, wreszcie się emocjonowaliśmy, wreszcie byliśmy tej kadry ciekawi. A gdy już trzeba było wykazać się konkretami, reprezentacja zafundowała emocjonalną huśtawkę. Przegrywała 0:2 i 2:3. Ostatecznie wyszarpała remis.

Obraz nędzy i rozpaczy w defensywie! Plan Paulo Sousy nie wypalił, ale zmiany TOP [SPORT.PL LIVE]Obraz nędzy i rozpaczy w defensywie! Plan Paulo Sousy nie wypalił, ale zmiany TOP [SPORT.PL LIVE]

Portugalczyk grał o to, by w następnych tygodniach pracowało mu się łatwiej. Czytałem opinie, że polscy kibice nie są cierpliwi i ocenią nowego selekcjonera już po pierwszym meczu, bo to nasza polska przypadłość. Polskie piekiełko. Nie zgadzam się z tym. Na całym świecie nie znajdziemy cierpliwych kibiców, wszędzie chcą szybkich efektów i nigdzie nie lubią czekać. I nic w tym złego. Szukanie uzasadnienia dla tak nagłej zmiany selekcjonera jest jak najbardziej normalne. Kto inny ma dawać czas. Kibic ma znów cieszyć się meczami kadry, znów ma być jej spragniony. A ta wreszcie musiała wyjść poza przeciętność, bo niemal trzy lata średniego lub słabego grania to za dużo. Na Węgrzech długo była jednak przeciętna aż do bólu. Jak w wielu meczach z poprzednim selekcjonerem na ławce miała tylko pozorną przewagę. Utrzymywała się dłużej przy piłce, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Gra ani drgnęła. W ataku pozycyjnym wciąż niemiłosiernie się męczyła. Węgrzy w porę rozbijali niemal każdy atak, na niewiele pozwalali, wyglądali na tle Polaków na zespół niezwykle poukładany. Gdy pojawiały się błędy - od razu je wykorzystywali. Trafiali celnie, nie marnowali okazji.

Paulo Sousa trafił ze zmianami

Po godzinie - przy 0:2 - Sousa przeprowadził trzy zmiany. Wejście Glika mogło wyglądać na przyznanie się do błędu, że wprowadzenie wielu zmian naraz okazało się zgubne (w tym zmienianie systemu) i trzeba wrócić do tego co znane. Duetu Bednarek - Glik na środku i klasycznych bocznych obrońców. Jednocześnie Sousa wpuścił na boisko Jóźwiaka i Piątka. Miał więc trzech napastników, ofensywnego skrzydłowego i jeszcze Piotra Zielińskiego w środku, który grając głębiej spisywał się znakomicie. Słowem - cała naprzód. Efekty przyszły zaskakująco szybko. Już po dwóch minutach był remis: Piątek strzelił na 1:2, Jóźwiak przy jego golu asystował, a minutę później sam cieszył się z trafienia. Sousa przeprowadził znakomite zmiany.

Pogoń Szczecin - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1Smuda krytykuje jedno powołanie Paulo Sousy. "Żeby mu się w głowie nie przewróciło"

Trudno nie odnieść jednak wrażenia, że Portugalczyk przed meczem chciał wprowadzić ich zbyt wiele naraz. I że piłkarze w tym wszystkim nieco się pogubili, przez co popełniali indywidualne błędy. Może zabrakło też czasu na lepsze przyjrzenie się stałym fragmentom Węgrów, na rozpracowanie nawyków ich napastników, wchodzącego na stałe fragmenty gry Williego Orbana? 

Wojciech Szczęsny co kilka minut motywował swoich kolegów głośnym: "Gramy do końca”. I tego reprezentantom zarzucić nie można. Wyszarpali ten punkt, wyrwali go lepiej przygotowanym Węgrom. Na tracone gole reagowali sportową złością, ruszali do przodu. Im bardziej spontanicznie budowali kolejne ataki, tym lepszy był efekt. Ale znów - po świetnej reakcji i odrobieniu strat - wkradł się bolesny błąd. Było 3:2 dla gospodarzy. Znów Polacy musieli gonić. Udało się dopaść Węgrów po golu Roberta Lewandowskiego. Gdy trafił - węgierscy dziennikarze z uznaniem pokiwali głowami, jakby zaakceptowali to, że najlepszy piłkarz świata jest Polakiem.

Problem z wykorzystywaniem Lewandowskiego w reprezentacji nie został jednak rozwiązany. Na to też nie wystarczyło czasu. Okazja, którą wykorzystał, była właściwie jedyną, jaką miał w tym meczu. I w ogóle mało w polskiej reprezentacji zmian na lepsze. Motywacja i wola walki to za mało. Po pierwszym meczu widać, że Sousa przyjechał na zgrupowanie z mnóstwem pomysłów, których nie miał czasu odpowiednio zrealizować. Docenić należy jego odważne decyzje, które podejmował już w trakcie meczu. Ta odważna z Michałem Helikiem na środku obrony najlepsza jednak nie była. 

Tak wygląda sytuacja w Tak wygląda sytuacja w "polskiej" grupie po 1. kolejce el. MŚ 2022

Paulo Sousa nie przerwał klątwy polskich selekcjonerów

Sousa przejął reprezentację w bardzo trudnym momencie: do Euro mało czasu, na dzień dobry najważniejsze mecze w eliminacjach mistrzostw świata, po drodze stracił dwóch środkowym pomocników - Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego, a na ostatniej prostej przez koronawirusa wypadł mu jeszcze Mateusz Klich. I pewnie przy tylu wyzwaniach Portugalczyka najmniej martwiła statystyka - według niektórych wręcz klątwa - że żaden z selekcjonerów reprezentacji Polski w XXI nie wygrał pierwszego meczu. Mało tego, tylko w dwóch takich meczach polscy piłkarze strzelali gole. A Sousa miał zadanie najtrudniejsze - nie grał sparingu jak Paweł Janas, Leo Beenhakker, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik czy Adam Nawałka. Nawet Jerzy Brzęczek miał nieco łatwiej, bo do meczu z Włochami w Lidze Narodów podchodziliśmy tylko nieco poważniej niż do sparingu. Sousa od razu musiał walczyć o punkty i nastroje przed Euro. Wygrać mu się nie udało, ale wniosków na pewno będzie miał mnóstwo. Niestety, czasu nie da się kupić. Następny mecz już w niedzielę z Andorą.

Więcej o: