Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Zatrzymuje mnie węgierska policja. Mówię, że jestem z Polski i problemy znikają"

Dawid Szymczak
Zatrzymuje mnie węgierska policja. O tej godzinie nie powinienem być na ulicy, bo restrykcje związane z koronawirusem są tutaj bardzo ostre. Mówię, że jestem z Polski. Wtedy problemy znikają. - To powiedzenie o bratankach naprawdę tutaj działa. Nie zliczę, ile razy bycie Polakiem mi pomogło - mówi Maciej, Polak mieszkający w Budapeszcie od jedenastu lat. Mecz Węgry - Polska w czwartek o 20:45. Relacja na Sport.pl.

Akurat dwa dni przed meczem Węgry - Polska wypada Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Puskas Arena, stadion, na którym Polacy rozpoczną eliminacje mistrzostw, zostaje podświetlony na zielono-biało-czerwono. Mija też 100 lat od pierwszego spotkania Polski i Węgier, więc część głównej trybuny jest przykryta dużym banerem: "100 lat piłki nożnej, 1000 lat przyjaźni". Z tej okazji węgierska federacja przygotowuje też okolicznościowe koszulki. Można je kupić w internetowym sklepie węgierskiego ZPN. Stacjonarny jest zamknięty. 

Zobacz wideo Paulo Sousa był w szoku, jak słaba jest Ekstraklasa. Nie spodziewał się, że do Europy tak daleko

Zachęcają do tego znani w Polsce reprezentanci Węgier: Gergo Lovrencsics, były piłkarz Lecha Poznań i Nemanja Nikolić, grający kiedyś w Legii Warszawa. - Zawsze mówi się "Polak, Węgier, dwa bratanki". 100 lat temu Polska rozegrała swój pierwszy mecz międzynarodowy właśnie z Węgrami. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was specjalnie koszulki - powiedział Lovrencsics.

Okazji do świętowania nie brakuje, ale zamiast radości jest smutek, bo koronawirus zepsuł wiele planów. - Nie możemy odżałować, że nie pójdziemy na taki mecz. Czekaliśmy na niego latami. Węgry kontra Polska, o punkty, w Budapeszcie. No marzenie. Pamiętamy, co się działo, jak Polacy grali z Węgrami w hokeja. Święto na pół miasta. A czym jest hokej w porównaniu do piłki? I jeszcze mecz byłby rozgrywany zaraz po Dniu Przyjaźni. To mogło być fantastyczne wydarzenie - mówią mi Monika i Maciej mieszkający w Budapeszcie od jedenastu lat.

Stadion piłki nożnej w Felcsut obok domu rodzinnego Viktora OrbanaPojechaliśmy na wieś Viktora Orbana, żeby poznać jego klub. "Opozycja mówi: to symbol korupcji i megalomanii"

W Warszawie rozpędzała się węgierska "Złota Jedenastka". A Polacy w Budapeszcie uczyli się piłki

Sto lat temu to od Węgrów uczyliśmy się gry w piłkę, oni dawali nam pierwsze lekcje taktyki. Po odzyskaniu niepodległości, w 1921 roku zagraliśmy z nimi pierwszy oficjalny mecz, który dla nich był już 70. spotkaniem w historii. Różnica w doświadczeniu była tak duża, że polscy piłkarze jechali do Budapesztu głównie po naukę, bez większych nadziei na dobry wynik. W dodatku jechali koleją, więc po kilku dniach podróży stawili się na boisku wyczerpani. Przegrana tylko 0:1 została przyjęta z honorem. Na ten mecz piłkarzy wspólnie powoływali Józef Szkolnikowski i Węgier - Imre Pozsanyi.

Po pierwszej wojnie światowej sukcesy odnosiła tzw. szkoła naddunajska, dlatego Polacy zapraszali do siebie trenerów z Wiednia, Pragi i Budapesztu. Pozsonyi był jednym z nich, poprowadził też Cracovię do pierwszego tytułu mistrza Polski. Pracowali też u nas Béla Fürst, István Skrabák, Lajos Czeizler czy Gyula Bíró, który poprowadził reprezentację Polski w pierwszym meczu na igrzyskach olimpijskich - w 1924 roku. Zresztą - wtedy też zagraliśmy z Węgrami i skończyło się 0:5.

Po drugiej wojnie, gdy Polacy znów chcieli odbudować swój futbol i ponownie mogli liczyć na pomoc Węgrów. A po latach to Polacy mieli swój drobny wkład w węgierskie sukcesy. Otóż "Złota Jedenastka", czyli najlepsza reprezentacja w historii Węgier, w której jednocześnie grało pięciu najlepszych piłkarzy na świecie, z Ferencem Puskasem na czele, rozpędziła się w meczu w Warszawie. Wygrała 5:2 i przez następne cztery lata nie przegrała ani razu!

Przez kolejne dziesięciolecia regularnie mierzyliśmy się z Węgrami. Dość powiedzieć, że czwartkowy mecz w Budapeszcie będzie pierwszym po tak długiej - blisko dziesięcioletniej - przerwie. I znów trafiło na ważne spotkanie: o punkty w eliminacjach mistrzostw świata 2022, pierwsze za Paulo Sousy, być może w nowym ustawieniu, tuż przed Euro.

Kacper Szczucki ogląda mecz w szpitalnym korytarzu"W dniu meczu z Realem odebraliśmy wyniki. Tragedia. Ale dzisiaj jest ten mecz..." [KOCHANI]

"Dużo osób nie wie, skąd ta przyjaźń, ale przyjmuje, że tak po prostu jest. Że Polak lubi Węgra i na odwrót"

Święto byłoby większe, gdyby nie głęboki lockdown, który trwa na Węgrzech od listopada. A od trzech tygodni jest jeszcze ostrzejszy. Niemal wszystko jest zamknięte - szkoły, muzea, miejsca rozrywki, sklepy z wyjątkiem spożywczych i aptek, nieliczne restauracje serwują na wynos. Od godz. 19 nie da się zrobić nawet zakupów spożywczych. Czy ma to sens? - Ludzie kończą pracę, nawet jeśli pracują w domu, zwykle około 17, więc wtedy wszyscy tłumnie rzucają się do sklepów. Nie widziałem jeszcze nigdy tak przepełnionych tramwajów i zatłoczonych sklepów jak w ostatnich tygodniach około godziny 18 - opowiada Maciej. Za to od 20 obowiązuje godzina policyjna, więc wtedy miasto pustoszeje. Kary są bardzo wysokie.

Żeby przekroczyć granicę z Węgrami i relacjonować debiut Paulo Sousy w roli selekcjonera Polaków potrzebuję glejtu wystawionego przez Węgrów i zaproszenia od ich federacji piłkarskiej. Do tego negatywny test na COVID. Powiedzenie, że Polak, Węgier, dwa bratanki, znam od dziecka. Ale dopiero na miejscu widzę, że to prawda.

Pierwszy przekonuje mnie Maciej: - W urzędach, gdy widzą, że jesteś z Polski, stają się milsi. Kiedyś na stadionie Ferencvarosu rozmawiałem z kumplem po angielsku i jednemu gościowi się to nie spodobało. Obcy na tym sektorze?! Powiedziałem, że jestem Polakiem. Do końca meczu piłem piwo na jego koszt. To pierwszy przykład z brzegu, nie zliczę, ile razy bycie Polakiem mi tutaj pomogło - mówi.

W środę z konferencji i treningu reprezentacji Polski wracam już po godz. 20. Do przejścia mam 1,5 kilometra. Na tym odcinku mijam tylko dziewczynę wyprowadzającą psa. Zgodnie z prawem może z nim wyjść maksymalnie pół kilometra od domu. Ulica jest pusta. Przejeżdżający obok mnie policjanci chcą dowiedzieć się, co robię o tej porze na ulicy. Z teczką dokumentów czuję się bezpiecznie. Pewność spada, gdy zauważam, że policjant nie bardzo wie, co to za papiery. Tłumaczę, że jestem dziennikarzem. Ale dopiero, gdy dodaję, że z Polski, wszelkie problemy znikają.

Paulo Sousa dalej zaskakuje. Zmiany w obronie, podpora kadry na ławce [PRZEWIDYWANY SKŁAD]Paulo Sousa dalej zaskakuje. Zmiany w obronie, podpora kadry na ławce [PRZEWIDYWANY SKŁAD]

Podobnie jest na stadionie. Puskas Arena mieści prawie 70 tysięcy ludzi. Znalezienie odpowiedniego wejścia zajmuje sporo czasu. Pomaga ochroniarz. Znów, gdy dowiaduje się, że jestem z Polski, uśmiecha się. Widać po oczach, usta zakrywa maseczka. Nagle staje się jeszcze bardziej uprzejmy: zaprowadzi, pokaże, życzy powodzenia.

- Czasami zastanawiałem się, czy Węgrzy i Polacy wiedzą skąd się wzięła ta przyjaźń. Wydaje mi się, że dużo osób tego nie wie, ale przyjmuje, że tak po prostu jest. Że Polak lubi Węgra i na odwrót. Czuć to na co dzień - mówi Maciej, a po chwili rozmowa znów schodzi nam na temat piłki. - Trochę tych Węgrów lekceważymy. Niesłusznie. Selekcjoner Marco Rossi zrobił z nimi naprawdę dobrą robotę i dzisiaj są zespołem bardzo solidnym. Obejrzałem ich wszystkie mecze eliminacyjne i ostatnie w Lidze Narodów. Nie mają wielkich gwiazd, ale jako zespół wszystko u nich współgra. A takiego zaangażowania życzyłbym sobie u Polaków: nie ma chwili na odpoczynek, biegną do każdej piłki, jeden drugiego asekuruje - opowiada Polak kibicujący Ferencvarosowi. - Zauważ, że nawet jeśli Węgrzy przegrywają jakiś mecz, to nie ma wysokich wyników, więc raczej bym się nie spodziewał, że strzelimy im parę goli i zobaczymy przyjemny mecz - dodaje.

Początek meczu Polska - Węgry o 20:45. Relacja na Sport.pl.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ