Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Paulo Sousa miał poprowadzić inną reprezentację. "Wielu go nienawidziło, inni poszliby w ogień" [DROGA SOUSY]

Dawid Szymczak, Jakub Balcerski
Paulo Sousa nie dziękował tam za każde pytanie. Narzekał za to na sędziów, nie podał ręki selekcjonerowi, uderzył dziennikarza i zabłysnął w Lidze Europy. Węgry to ważny przystanek w jego trenerskiej karierze. W Budapeszcie zadebiutuje jako selekcjoner Polski, choć to Węgrzy już kilka lat temu namawiali go na reprezentację.

"Droga Sousy" to trzy teksty o Paulo Sousie - sprawdzimy, jak sobie radził we Francji, we Włoszech oraz na Węgrzech, gdzie w czwartek zadebiutuje w roli selekcjonera reprezentacji Polski w meczu el. MŚ 2022 

Na Węgrzech Paulo Sousa rozpędził swoją trenerską karierę i sprawił, że wciąż porównują go tam do Jose Mourinho. Ze wszystkimi tego zaletami i wadami: był dla Węgrów postacią z wielkiego świata, a dziesięć lat temu takie do nich nie zaglądały. Imponował im wiedzą taktyczną i spojrzeniem na piłkę. Ale bywał przy tym arogancki, kłócił się z węgierskimi trenerami i zawsze wiedział lepiej: lepiej od selekcjonera Węgrów, lepiej od sędziów i od prezesów Videotonu, klubu, w którym pracował.

Zobacz wideo Agent Sousy: Wiele wycierpiał jako piłkarz

Gazety miały o czym pisać. A to Sousa nie podał ręki selekcjonerowi Sandorowi Egervariemu, a to uderzył dziennikarza podczas towarzyskiego meczu, a to komuś odpyskował albo zabłysnął ciekawym porównaniem na konferencji prasowej. Jak szalony biegał przy linii bocznej i wylatywał za karę na trybuny. Mówią, że czasami chciał za bardzo, był nader ambitny. Nie dziękował wtedy za każde pytanie i na pewno nie był tak dżentelmeński, jak na początku w Polsce. - Nie nadużywał słowa "przepraszam" - delikatnie podsumowuje jego czas na Węgrzech dziennikarz "Nemzeti Sport" Karoly Por. Sousa pracował jednak solidnie, inaczej nie chcieliby go na selekcjonera. A im dłużej rozmawiamy z Węgrami i śledzimy wyzwania, przed którymi wtedy stanął, tym bardziej wydaje nam się, że z wieloma spotka się też w Polsce.

Trening piłkarskiej reprezentacji PolskiTakim składem Polska może zagrać z Węgrami. "Sousa jest nim zachwycony"

Ten sam problem na początku: brak czasu

Był 2011 rok, gdy Paulo Sousa zdecydował się wykonać krok do tyłu i przyjął ofertę Videotonu. Wcześniej przez dwa lata pracował w trzech angielskich klubach: Queens Park Rangers, Swansea City i Leicester City, więc przyjęcie oferty z Węgier było dość zaskakujące. Decyzję dokładnie przemyślał, bo po wyprowadzce z Anglii odreagowywał w rodzinnych stronach. Znów - jak za dziecka - miał czas, żeby pobiegać boso po lesie, chłonąć energię drzew i wsłuchiwać się w świergot ptaków. - W młodości nieustannie wspinałem się na drzewa, teraz je przytulam. Dają mi spokój, wyciszenie i siłę - tłumaczy. Brał na spacer swoje psy i dużo myślał: co poszło nie tak w Leicester, czy za szybko nie odszedł ze Swansea, a przede wszystkim - co dalej?

- Na początku wiedziałem tylko, że Videoton to węgierski klub i jego właściciel Istvan Garancsi jest mną zainteresowany. Natychmiast zacząłem zdobywać informacje o klubie i węgierskiej piłce w ogóle. Trafiłem oczywiście na wspaniałą przeszłość Videotonu, jego fantastyczny marsz w Pucharze UEFA w sezonie 1984-1985, ale zależało mi przede wszystkim, żeby poznać teraźniejszość, bo kiedy chcesz dobrze kierować zespołem, musisz doskonale znać wszystkie okoliczności. Obejrzałem siedemnaście meczów Videotonu, dwa razy osobiście poleciałem na Węgry. Podobał mi się ten projekt - opowiadał Sousa w wywiadzie dla węgierskiej wersji magazynu "FourFourTwo".

Dziennikarze wyliczali: Sousa nie będzie miał czasu na zapoznanie się z zespołem i charakterem klubu, odbędzie z drużyną raptem kilka treningów, więc nie będzie miał realnego wpływu na kształt kadry i grę piłkarzy. 1 lipca podpisał kontrakt, a już 12 będzie grał w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Brzmi znajomo? Wówczas zespół Sousy przegrał pierwszy mecz 0:2 ze Sturmem Graz.

- Sousa przejął Videoton po mistrzowskim sezonie, ale nie udało mu się obronić tytułu. W kolejnym awansował za to do Ligi Europy, gdzie odniósł spory sukces i prawie wyszedł z grupy. W tamtym momencie dla węgierskich drużyn samo wejście do fazy grupowej europejskich pucharów było czymś niezwykłym. I było wiadomo, że Videoton będzie bardziej zainteresowany meczami w Europie niż zwykłymi ligowymi. Sousa chciał przykuć uwagę większych klubów, bo tak samo jak nie można mu odmówić bycia ambitnym trenerem, tak bardzo dbał o swoją karierę i wiedział, w jaki sposób może się rozwinąć dzięki pobytowi na Węgrzech - uważa Zalan Bodnar, dziennikarz "Nemzeti Sport".

Koronawirus w reprezentacji Polski! Podstawowy piłkarz z pozytywnym wynikiem!Koronawirus w reprezentacji Polski! Podstawowy piłkarz z pozytywnym wynikiem!

W Videotonie Sousa miał bardzo dużą władzę. Sam zdecydował o składzie swojego sztabu, choć węgierscy dziennikarze upierali się, że powinien wziąć przynajmniej jednego węgierskiego trenera, który mógłby się od niego uczyć. Podejrzewali, że Sousa nie zostanie na Węgrzech zbyt długo. Szefowie klubu słuchali jego porad dotyczących akademii i ufali mu, gdy wskazywał piłkarzy, których chciałby sprowadzić. Wciąż działała reputacja, którą zdobył na boisku. Piłkarze wiedzieli, jakim Sousa był zawodnikiem, więc chcieli z nim współpracować. - Żaden węgierski trener nie namówiłby Marco Caneiry ze Sportingu czy Filipe Oliveiry z Parmy, żeby przyszedł grać na Węgrzech - twierdzi Por.  

- Dobrze znany w Polsce Nemanja Nikolić stał się dobrym zawodnikiem właśnie za Sousy, choć już wcześniej sporo pokazał. Sousa sprowadził też dwóch świetnych obrońców w sezonie 2011/2012 - Paulo Viniciusa i Stopirę. Pierwszy grał dla Videotonu do zeszłego roku i stał się reprezentantem Węgier, a Stopira wciąż tam gra, więc można powiedzieć, że Sousa zbudował podstawę obrony drużyny na blisko 10 lat. Pomocnik Sandor Gyorgy mówił, że Sousa nauczył go grać w piłkę. Miał 27 lat i zrozumiał, że wcześniej po prostu biegał w tę i z powrotem po boisku - uśmiecha się Zalan Bodnar.

Paulo Sousa: "Jestem outsiderem. Czuję, że są tutaj ludzie, którzy mnie nie lubią"

Po ponad roku na Węgrzech, w przerwie między sezonami, Paulo Sousa zwołał konferencję prasową i dokonał swego rodzaju podsumowania. Był już wtedy po sprzeczkach z trenerami rywali, sędziami i selekcjonerem Węgrów. - Rzeczywiście, nie miał najlepszej relacji z węgierskimi trenerami. Wielu z nich uważało go za aroganckiego, a on miał podobne zdanie o nich. W przeszłości do Węgier nie docierało tak wielu "celebrytów z Zachodu" i szkoleniowcy w kraju byli zazdrośni o Sousę. Raz nie uścisnęli sobie dłoni z Sandorem Egervarim, gdy spotkali się na lotnisku. Sousa twierdził, że Egervari wiele razy atakował go poza boiskiem i krytykował jego pracę w Videotonie. To było mniej więcej w połowie jego pracy tutaj. Z sędziami miał podobnie, jak z węgierskimi trenerami. Trudno stwierdzić, skąd to się wzięło, ale po prostu ich nie lubił - opowiada Zalan Bodnar.

- Rozmawialiśmy rok temu i wtedy byłem tu nowy. Teraz już rozumiem, w jaki sposób myślą Węgrzy, zwłaszcza ludzie ze świata piłki. Czuję, że są tutaj ludzie, którzy mnie nie lubią z powodu mojej osobowości albo pochodzenia. Jestem swego rodzaju outsiderem i widzę, że są osoby, którym przeszkadza moja praca na Węgrzech - mówił Sousa na spotkaniu z dziennikarzami. - Ale czuję też, że opinie wielu osób na mój temat się zmieniły. Pierwsi poznali mnie kibice Videotonu, którzy zauważyli, że robię dobre rzeczy dla ich klubu i dla całej węgierskiej piłki. Od tego czasu byli ze mną całym sercem. Coraz częściej ktoś zatrzymuje mnie na ulicy i wyraża swoje uznanie kilkoma życzliwymi słowami. Na Węgrzech kocha się futbol, ale ludzie tęsknią za wielkimi zwycięstwami sprzed lat. Od pracowników węgierskiej federacji też słyszałem słowa uznania, ale kilku z nich po chwili dodawało, że nie powie tego publicznie. Rozumiem to i szanuję.

Od węgierskich dziennikarzy słyszymy jeszcze, że Sousa miał w sobie wewnętrznego prymusa, który kazał mu wszystko robić lepiej od innych, więc gdy przegrywał, trudno było mu to przyjąć. Wtedy często winni byli sędziowie albo trenerzy rywali. Niekiedy okoliczności i terminarz. Ewentualnie pogoda. Na Węgrzech zapamiętali Sousę jako bardzo pewnego siebie trenera. Nie lubił kompromisów, półśrodków, nie tolerował sprzeciwu, dlatego tak często się sprzeczał. Węgrzy napisali wtedy kilka tekstów porównujących jego i będącego wówczas na topie Jose Mourinho. 

Jerzy Brzęczek i Robert LewandowskiBrzęczek nie chciał lecieć do Monachium! Nowe fakty ws. zwolnienia z reprezentacji Polski

- To wyglądało tak, jakby cała węgierska piłka go nie zaakceptowała, z sędziami włącznie. Jeśli musiałbym do kogoś porównać Sousę, to z pewnością byłby to właśnie Mourinho. Najważniejszą zasadą Sousy jest zbudowanie zespołu opartego na solidnej defensywie. Ale ważne dla niego jest, żeby posiadać piłkę i bronić wysoko. Jest uczniem Marcello Lippiego - grał u niego w Juventusie w pomocy, wraz z nim występowali w niej Antonio Conte, Didier Deschamps czy Zinedine Zidane, którzy potem zostali wielkimi trenerami. Sousa też miał swoje metody, na które na Węgrzech patrzono dziwnie - mówi Bodnar.

- Sousa w mediach zawsze broni swoich zawodników, skoczyłby za nimi w ogień. Potrafi zbudować prawdziwą i zjednoczoną społeczność. To podstawa jego sukcesu. Zawsze potrafić nakręcić swoich piłkarzy, ufają mu, niektórzy wręcz ślepo wierzą w to, co mówi. Zrobi wszystko, żeby chronić swoją drużynę. Będzie musiał powiedzieć, że białe jest czarne? Tak powie - czytam w artykule Karoly'ego Pora z "Nemzeti Sport".

"Wszystko było prawdą: Sousa uderzył mojego kolegę głową, a sąd sprawił, że trener musiał go przeprosić"

Węgierscy dziennikarze nie byli wyjątkiem. Z nimi też Paulo Sousa nierzadko się nie zgadzał i wchodził w polemikę. We wrześniu 2013 roku dziennikarze zagrali z trenerami ligowymi charytatywny mecz. Piknikowa atmosfera, dużo śmiechów, aż nagle Sousa starł się z Bence Borbolą z "Nemzeti Sport". Portugalczyk miał uderzyć go głową. Dziennikarz upadł na murawę, z łuku brwiowego leciała mu krew. Twierdził, że Sousa uderzył go celowo, więc prosto ze szpitala, z trzema szwami nad lewym okiem, udał się na policję. Sousa tłumaczył, że dziennikarz przez cały mecz go obrażał i ubliżał jego matce. Utrzymywał jednak, że mimo to nie uderzył go celowo.  

- Grałem w tym meczu, ale kiedy to zdarzenie pomiędzy Bence a Sousą miało miejsce, siedziałem na ławce rezerwowych i z kimś rozmawiałem. Wszystko miało miejsce po drugiej stronie boiska i nic nie widziałem. Ale musiałem pójść na policyjne przesłuchanie, choć nawet tam mogłem powiedzieć jedynie, że nie mam pojęcia, co dokładnie się stało. Bence wciąż był i jest moim kolegą, siedzi naprzeciwko mnie w biurze dziennika "Nemzeti Sport". A wszystko było prawdą: Sousa uderzył go głową, a sąd sprawił, że trener musiał go przeprosić. Ale każdy mówi co innego o tym, co miało go do tego skłonić - opowiada Zalan Bodnar. Sam poszkodowany nie chce wracać do tej sprawy.

Robert LewandowskiWiadomo, kto pokaże mecze kadry do 2028 roku. "Największy przetarg w historii"

"Sousa na Węgrzech bardzo się zmienił"

Sousa niedługo po tym incydencie, półtora roku przed wygaśnięciem trzyletniego kontraktu, odszedł z Videotonu. Pojawiły się różne wyjaśnienia takiej decyzji. Po pierwsze, wyniki zespołu w lidze były dość słabe: jego zespół tracił dwanaście punktów do lidera i nie miał większych szans na zdobycie mistrzostwa. Po drugie, Sousa tłumaczył odejście względami rodzinnymi. Po trzecie, dziennikarze podejrzewali, że ma już na stole ofertę z New York Red Bulls. I być może coś było na rzeczy, bo kilkanaście dni po jego odejściu z Videotonu, w zespole Nowym Jorku rzeczywiście zmienił się trener. Ale nie został nim Sousa, a Mike Petke. W węgierskich gazetach można też było przeczytać, że Sousa - znów - być może mając propozycję wejścia do koncernu Red Bulla, poprosił szefów Videotonu o podwyżkę. A gdy jej nie dostał, podziękował za współpracę. 

Dziennikarze powtarzali, że należało spodziewać się odejścia Sousy. Pokazał się w europejskich pucharach, pokonał m.in. 3:0 Sporting, więc zapracował na propozycje z bardziej atrakcyjnych lig. Węgry były dla niego trampoliną. - Według mnie Sousa podczas pobytu na Węgrzech bardzo się zmienił. Pod koniec już rzadziej wchodził w różne spory, częściej potrafił znaleźć wspólny głos - zauważył Por. 

Właściciel Videotonu, Istvan Garancsi, stwierdził, że Sousa nie został na Węgrzech zrozumiany. - Już jako piłkarz był światową gwiazdą, szczególną osobowością. Węgierski futbol nie jest jeszcze wystarczająco otwarty, żeby na dłuższą metę takich ludzi zrozumieć. Powinniśmy otworzyć się na inny rodzaj pracy i inny sposób bycia niż ten, do którego przywykliśmy - powiedział w państwowym radiu. A Ferenc Kovacs, honorowy prezes Videotonu, dodał: - Mam mieszane uczucia. Nie można Sousie odebrać, że wprowadził nasz zespół na arenę międzynarodową, gdzie zresztą wykonał bardzo dobrą robotę, uzyskując najlepsze wyniki w ostatnich latach. Jest dobrym trenerem, potwierdził to w Lidze Europy, ale nie podobało mi się, że w meczach u siebie, przeciwko drużynom, które uchodziły za słabsze, graliśmy defensywnie i zachowawczo. Nie mogłem się z tym zespołem utożsamić.

Zmiana stadionu i daty przedostatniego meczu Polaków przed EuroZmiana stadionu i daty przedostatniego meczu Polaków przed Euro

Węgrzy dwa razy chcieli, by Paulo Sousa został selekcjonerem ich reprezentacji

Węgrzy mogli nie polubić stylu bycia Paulo Sousy, ale doceniali jego pracę. Dziennikarze dwa razy - w 2013 i w 2017 roku - upatrywali w nim nowego selekcjonera reprezentacji. - Tutejsze media ciągle powtarzały, że powinien zostać i zostanie trenerem reprezentacji. Ale za każdym razem, kiedy pojawiała się taka informacja, mocno dzieliła fanów - twierdzi Bodnar.

Nagłówek "Nemzeti Sport" z listopada 2013 roku: "Kandydaci na selekcjonera - Sousa i Moniz należą do faworytów". Wyniki sondy: 70 procent poparcia dla Sousy. Ale Portugalczyk pracował wtedy w Maccabi Tel Aviv i węgierscy dziennikarze nie widzieli większych szans na jego powrót. "Objąłby reprezentację tylko jeśli we wszystkim miałby wolną rękę. Tak było w Videotonie, ale federacją rządzi Sandor Csanyi i to się nie zmieni" - pisali. 

- Trudno z zewnątrz pojąć, dlaczego Sousa nie został wybrany na selekcjonera już u nas. Mocno popierałem go w 2013 roku, jego trenerska "ars poetica" była mi bliska. Wydawał się być idealnym kandydatem, bo miał świetne umiejętności organizacyjne i reprezentacyjne. W Videotonie chciał transformacji, chciał, żeby dokonała się rewolucja. Nie czuło się, że przychodzi tu tylko zebrać pieniądze i nie jest niczym zainteresowany. Wymagał od siebie, żeby osiągnąć coś przełomowego i żeby jego praca dała Węgrom duży sukces - mówi Bodnar.

W 2017 roku ruszyły kolejne poszukiwania nowego selekcjonera. Znów dużo pisało się o Sousie. - Słyszałem tylko plotki na korytarzu, że ktoś z federacji kontaktował się z Sousą, ale na pewno nie był to prezes. Sousa zna naszą ligę i nasz kraj, więc byłby całkiem logicznym wyborem. Ale ponoć podziękował za propozycję. Powiedział, że kocha Węgrów, ale nie chce być selekcjonerem, bo uważa się za trenera klubowego. Słyszałem również, że odbyły się rozmowy z Marco Rossim, ale w grę wchodzą też inni kandydaci - mówił w "Digi Sport" Erik Banki, członek zarządu węgierskiej federacji. Miał rację. Wkrótce selekcjonerem został Rossi. W czwartek spotka się przy linii z Sousą.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ