Największa sensacja powołań Paulo Sousy! Jest pierwszy duży zgrzyt

Paulo Sousa powołał 27-osobową kadrę na trzy najbliższe mecze reprezentacji Polski i już możemy mówić o małym przewrocie. Powołania i słowa selekcjonera dosyć jasno mówią nam, że Polska prawdopodobnie odejdzie od tradycyjnego ustawienia z czwórką obrońców na rzecz gry trzema stoperami i wahadłowymi. Tylko że brak powołania dla Kędziory daje nam pierwszą dość dużą niekonsekwencję.

Paulo Sousa w poniedziałek mocno zaskoczył powołaniami na trzy marcowe mecze reprezentacji Polski. Na liście powołanych znalazły się takie nazwiska jak, jak: Kacper Kozłowski czy Sebastian Kowalczyk z Pogoni Szczecin. Jest także Paweł Dawidowicz, Michał Helik czy Rafał Augustyniak, ale zabrakło miejsc dla takich piłkarzy, jak: Sebastian Walukiewicz, Karol Linetty, Michał Karbownik, Bartosz Kapustka, czy wreszcie Tomasz Kędziora.

Zobacz wideo Dlaczego zdecydował się na takie powołania

Chociaż na konferencji prasowej Paulo Sousa ograniczył się jedynie do okrągłych zdań znanych z książek do coachingu mentalnego, to jego wybory mówią już same za siebie. Portugalczyk nie powiedział w zasadzie nic o preferowanej przez siebie taktyce na najbliższe mecze, ale z powołań jasno wynika, że Polska wraca do eksperymentu znanego z kadencji Adama Nawałki i prawdopodobnie przejdziemy na grę trzema środkowymi obrońcami. To zresztą nic dziwnego, bo ustawienie 3-4-2-1 było preferowane przez Sousę w ostatnich latach i zawsze do niego dążył. 

Największe zaskoczenie powołań i pierwsza niekonsekwencja?

Tomasz Kędziora za kadencji Jerzego Brzęczka był etatowym prawym obrońcą (zagrał 18 na 23 mecze) i niespodziewanie stał się na tej pozycji następcą Łukasza Piszczka, choć większość ekspertów spodziewała się raczej, że będzie to Bartosz Bereszyński. Tomasz Kędziora to także podstawowy piłkarz Dynama Kijów, który w tym sezonie zagrał aż 31 meczów, zaliczając przy tym jedną bramkę i cztery asysty. Polak grał także w Lidze Mistrzów, gdzie zaliczył komplet minut. Niespodziewanie jednak brakło dla niego miejsca w 27-osobym składzie reprezentacji Polski na najbliższe spotkania. A to przecież piłkarz, który dobrze sprawdziłby się na prawej obronie zarówno w grze czwórką, jak również piątką obrońców, a Sousa lubi zmieniać system także w czasie meczu. 

Tłumaczenia Sousy na temat braku powołania były dość pokrętne i niewiele z nich wynikało. Z jednej strony twierdził, że niegrający Kamil Grosicki jest przecież członkiem tej kadry, stanowi ważne element grupy i trzeba sprawdzić, jak wygląda, ale tej szansy nie dano Kędziorze, który przecież był bardzo ważnym ogniwem w ostatnich meczach. Tymczasem Kędziory nie ma nawet w kadrze.

Powołania mówią, że Polska diametralnie zmieni taktykę

W kadrze jest pięciu środowych obrońców. Kamil Glik, Jan Bednarek, Paweł Dawidowicz, Michał Helik i Kamil Piątkowski. Aż tylu piłkarzy na tę pozycję może oznaczać, że Sousa, będzie od razu dążył do gry trójką środowych obrońców w fazie obrony. Jednocześnie zaskakuje lista powołanych piłkarzy, którzy mogą grać na wahadłach, bo naturalnych kandydatów na tę pozycję jest tylko trzech, czyli Bereszyński, Rybus i Reca. Dodatkowo można tam "dosztukować" bardziej ofensywnych Jóźwiaka, Płachetę, czy Grosickiego, ale są to zdecydowanie bardziej agresywne ustawienia, które przeciwko np. Anglii mogą się nie sprawdzić. Ba, ustawienie z trójką stoperów może oznaczać, że Sousa zdecyduje się na grę z jednym stoperem, który nie ma zbyt dużego doświadczenia reprezentacyjnego, bo będzie musiał wybierać między Dawidowiczem, Helikiem czy Piątkowskim. Inną opcją jest również ustawienie na tej pozycji Bartosza Bereszyńskiego, który w fazie ataku pełniłby rolę trzeciego stopera (w tym sezonie zagrał już tak w Sampdorii), ale w fazie obrony byłby już prawym obrońcą, a Polska broniłaby w tradycyjnym zestawieniu z czwórką defensorów. Wszystko zależy tutaj od planu na dany mecz. 

Wybory Sousy ułożyły wszystkie puzzle 

Paulo Sousa nie chce jednoznacznie oceniać, czy Polska zdecyduje się na grę trójką środowych obrońców i wahadłowymi. Selekcjoner stwierdził, że "liczby" nie mają większego znaczenia, bo dużo ważniejszy będzie plan na mecz i taktyka. Równie dobrze Polska może bronić pięcioma piłkarzami w linii w defensywie, ale już w fazie wyprowadzania akcji ofensywnych możemy grać w innym ustawieniu. - Dla mnie system gry to element statyczny, a na boisku mamy element dynamiczny, dlatego ustawienie na boisku powinno opierać się na zrozumieniu naszego planu i koncepcji gry - tłumaczył Sousa na konferencji

Jego wybory mówią jednak same za siebie. Paulo Sousa nie tylko zdecydował się na aż pięciu stoperów i tylko trzech bocznych obrońców, ale także jasno zadeklarował, że postawi na Wojciecha Szczęsnego, bo jest to związane ze stylem, jakim chce grać reprezentacja Polski. Przy grze trójką obrońców niezwykle potrzebny jest dobrze grający nogami bramkarz, który ułatwia rozprowadzenie akcji, a w grze nogami Wojeciech Szczęsny jest lepszy od Łukasza Fabiańskiego, co jasno pokazują też statystyki wyprowadzeń piłki z Serie A. Szczęsny często grał bardzo wysoko i potrafi rozgrywać akcję krótkimi podaniami, Łukasz Fabiański jest z kolei piłkarzem, który świetnie potrafi posyłać długie piłki, ale wydaje się, że styl Sousy będzie właśnie skłaniał nas ku bardziej bezpośredniej grze, a tu już lepszy jest Szczęsny, który tak gra w Juventusie. 

Więcej o: