Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Paulo Sousa się prześlizgnął, ale się nie poślizgnął. I właśnie o to mu chodziło

Paweł Wilkowicz
Pierwsza, jakże nieważna konferencja Paulo Sousy. Było o wierze, było o nadziei. Teraz będzie lekcja miłości.

Zaczęło się od cytatu z papieża Polaka, skończyło odezwą, by kadrę wspierać. Paulo Sousa mało mówił na pierwszej konferencji o konkretach, dużo o wierze, nadziei. Jeszcze została mu miłość – i pewnie ona rozstrzygnie. W końcu zmiana trenera była po to, żeby Polacy znowu kochali kadrę jak pięć lat temu. 

Zobacz wideo Paulo Sousa porównał Lewandowskiego i Ronaldo. Nie ma wątpliwości, kto jest lepszy

Robert Lewandowski i Paulo SousaPierwsza konferencja Paulo Sousy na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski [ZAPIS RELACJI]

Sousa nie naśladuje Mourinho

Słyszymy czasem podczas meczów o pierwszym, jakże ważnym kontakcie bramkarza z piłką. No więc, pozostając w tej stylistyce, to była pierwsza, jakże nieważna konferencja nowego trenera reprezentacji. Po pierwsze konferencje są zwykle do zapomnienia, chyba że przyjeżdża Portugalczyk do Chelsea i ogłasza się z miejsca "Special One", ale Paulo Sousa, choć przy pisaniu pracy w szkole trenerskiej konsultował się z Jose Mourinho, to akurat pod tym względem go nie naśladuje.  

Sousa w Warszawie dostosował przekaz do lokalnych warunków, zaczął od długiego cytatu z Jana Pawła II, z puentą "nie lękajcie się". Jak przystało na trenera z bardzo religijnej rodziny, który jako dzieciak w swoim rodzinnym Viseu wychowywał się między kościołem a boiskiem. A skończył tę konferencję prośbą, by media reprezentację wspierały, bo to one tworzą atmosferę. Znów: jak przystało na trenera, który uciekł lata temu z portugalskiego światka piłkarskiego do Włoch, i dalej w świat, narzekając na lokalne portugalskie podziały hamujące rozwój, na destrukcyjną krytykę w mediach, czarnowidztwo i personalne wycieczki. I na clubismo, czyli coś, czego w Polsce na pewno nie doświadczy: na to, że święta wojna wielkich klubów decyduje w Portugalii o wszystkim. Portugalska kadra jest na liście kibicowskich miłości gdzieś na dalszym miejscu, tylko od święta, i zajmuje tyle miejsca, ile jej zostawią Benfica, Porto i Sporting. Kadra musi coś wygrać, żeby zasłużyć na uwagę Portugalczyka, kadra często cierpiała przez podziały na klubowe klany.

Sousa musi przejść do miłości

A teraz Sousa trafił do kraju, który jest pod tym względem na przeciwnym biegunie. U nas kluby walkę o serce przeciętnego kibica przegrywają przez nokaut. To trener kadry jest najważniejszym trenerem w kraju, to on jest pod największą presją, co w Portugalii – czy Hiszpanii – wcale nie jest oczywiste. I Sousa, który dużo mówił podczas konferencji o wierze i apelował o nadzieję, teraz musi przejść do miłości: będzie na sobie sprawdzał siłę tego uczucia, które łączy Polaków z reprezentacją. I które trenera może ponieść, jak swego czasu Adama Nawałkę, ale może i wyniszczyć, jak wyniszczyło Jerzego Brzęczka.

Pomiędzy tym papieskim cytatem a odezwą do mediów konferencja była długą listą uników w odpowiedziach na pytania. Paulo Sousa serdecznie dziękował pytającemu, a potem prześlizgiwał się w odpowiedziach, by nie być łapanym za słowo. Nawet na pytanie o porównanie Roberta Lewandowskiego do Cristiano Ronaldo i o to, dlaczego to Lewandowskiego nazwał najlepszym piłkarzem świata, choć to Cristiano jest jego rodakiem (nie padło niestety pytanie, dlaczego trener cytował papieża Polaka: czy to znaczy, że uważa papieża Argentyńczyka za gorszego?), uciekł w kurtuazję i ogólniki.

Paulo SousaPlan Paulo Sousy może nie wypalić. Pierwsze problemy nowego selekcjonera

Były też wyjątki, padło kilka liczb: Sousa mówił o ośmiu do dziesięciu piłkarzach, których wybrał do obserwacji w Ekstraklasie, o jednym, dwóch, trzech piłkarzach do obserwacji w reprezentacji do lat 21, padła też deklaracja o tym, że pierwszy bramkarz kadry już jest wybrany. Ale nawet i do tych liczb nie ma co się przesadnie przywiązywać. Pierwsza konferencja jest tylko po to, żeby się nie poślizgnąć. Nikt dziś nie pamięta pierwszej konferencji Leo Beenhakkera, Adama Nawałki ani Jerzego Brzęczka. Ale uczucia, jakie miał do ich reprezentacji, pamięta każdy.  

Więcej o: