Paulo Sousa wie, czego brakuje naszej reprezentacji. "Grała jak Estonia"

Dominik Senkowski
Paulo Sousa brzmiał na pierwszej konferencji prasowej jak późny Adam Nawałka i przeciwieństwo Jerzego Brzęczka. Zasugerował, że wie, czego brakowało naszej reprezentacji w ostatnich spotkaniach.

Dziennikarze i kibice nie usłyszeli zbyt wielu konkretów ze strony Paulo Sousy. Portugalczyk mówił dużo, ale unikał jasnych deklaracji, co nie powinno nikogo dziwić. Trudno, żeby na pierwszej konferencji, tydzień po wyborze na selekcjonera, ogłosił, jakim ustawieniem grać będzie jego drużyna, kto zagra w pierwszym składzie, jak poprawić skuteczność w reprezentacji Roberta Lewandowskiego, czy jaki ma plan na Krystiana Bielika.

Zobacz wideo Paulo Sousa porównał Lewandowskiego i Ronaldo

Paulo Sousa jak Adam Nawałka

W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że to nie Paulo Sousa odpowiada na pytania dziennikarzy, a Adam Nawałka, tyle że po angielsku. Nawiązań do byłego selekcjonera jest zresztą więcej. Nawałka w pierwszych miesiącach udzielał wywiadów, ale potem ograniczył się już tylko do konferencji prasowych. Sousa przyjął podobną taktykę, na razie trudno będzie z nim porozmawiać dziennikarzom indywidualnie. Co też nie powinno być zaskoczeniem, jeśli przypomnimy sobie, co Szwajcarzy mówili w rozmowie ze Sport.pl. o czasach, gdy pracował w FC Basel. Eva Tedesco z "Tages Anzeiger" opowiadała: "Sousa zamykał sesje treningowe, prawie nie pozwalał na rozmowy z zawodnikami i rzadko sam udzielał wywiadów". Jej kolega redakcyjny Florian Raz dodawał: "Sousa nie był łatwym partnerem dla dziennikarzy ani dla szefów klubu. Myślę, że właśnie tego nauczył się jako piłkarz grający w wielkich drużynach. Nie lubi zdradzać zbyt wielu informacji."

Tak, jak Nawałka jako selekcjoner miał swoje ulubione powiedzenie ("zarówno w ofensywie, jak i w defensywie"), tak Sousa w Bazylei powtarzał w każdej wypowiedzi słowo "proces". - Jego ulubionym terminem był "proces". Wszystko było procesem. Używał tego słowa tak często, że fani do dziś to pamiętają - wspominał Raz.

Paulo Sousa inny niż Jerzy Brzęczek

Jedną z głównych przyczyn sukcesów Adama Nawałki w kadrze były dobre relacje z Robertem Lewandowskim. Napastnik Bayernu Monachium został kapitanem, czuł się w drużynie swobodnie, a jego umiejętności były dobrze wykorzystywane. Efekt? 37 goli i osiem asyst w 40 meczach za kadencji Nawałki. Inaczej to wyglądało za Jerzego Brzęczka i to nie tylko pod względem statystyk (osiem goli i sześć asyst w 18 meczach). Brzęczek nie miał najlepszych relacji z Lewandowskim, a dowodów nie brakowało. Od słynnego milczenia kapitana po spotkaniu z Włochami po autobiografię byłego selekcjonera, w której przyznał, że Lewandowski mu na początku nie ufał. Sousa wyciąga wnioski z błędów poprzednika. Spotkał się już z naszym kapitanem, podkreślał jego wyjątkowość i stwierdził, że to Lewandowski, a nie jego rodak Cristiano Ronaldo jest obecnie najlepszym piłkarzem świata. 

Pierwszą konferencję Paulo Sousy można też podsumować zdaniem: "Bądźmy razem". Nowy selekcjoner bardzo dużo mówił o potrzebie zjednoczenia wokół kadry, zaufania od kibiców i dziennikarzy. Wielka odmiana, tony zupełnie inne niż te, w jakie szczególnie pod koniec kadencji uderzał Jerzy Brzęczek. Reprezentacja była wtedy jak oblężona twierdza, a styl rozmów z dziennikarzami był bardziej konfrontacyjny. Oczywiście trzeba brać poprawkę na to, że to początek pracy Portugalczyka w Polsce i dopiero po pierwszych meczach przekonamy się, jak faktycznie ułożą się jego relacje z mediami i kibicami.

Nie grać jak Estonia

Paulo Sousa zadebiutuje 25 marca w Budapeszcie w spotkaniu z Węgrami, inaugurującym eliminacje do mistrzostw świata. Zapewnił, że musimy wygrać ten mecz, bo ma on "fundamentalne znaczenie w kontekście awansu na mundial".

Godfrey StephenJagiellonia Białystok pozyska kolejnych dwóch piłkarzy

- Nie mamy Lewandowskich na każdej pozycji. Mamy jednak zawodników o dobrych umiejętnościach. Mistrzostwa świata i Europy pokazały, że nie zawsze wygrywa ta drużyna, która ma najlepszych piłkarzy - stwierdził Sousa. Tym samym dał nadzieję, że wyciągnie wnioski z kadencji Brzęczka, gdy nasza reprezentacja w meczach z potencjalnie mocniejszymi przeciwnikami wypadała głównie bardzo blado. Były selekcjoner nie znalazł sposobu, jak jego słabsi zawodnicy mogliby rzucić wyzwanie faworyzowanym rywalom z Holandii, Włoch i Portugalii. Czy Paulo Sousa wskaże ten sposób? Na razie zasugerował, że wie, iż właśnie tego brakowało ostatnio biało-czerwonym.

Panika na finale Ligii Mistrzów w TurynieJest wyrok za zamieszki w trakcie finału Ligi Mistrzów. Więzienie! "Tragiczna historia"

Nikt w Polsce nie oczekiwał, że jesienią poprzedniego roku wygramy grupę Ligi Narodów, wyprzedzając w tabeli Holendrów i Włochów. Nie damy się jednak przekonać, że nasi piłkarze nie mogą grać lepiej niż w Amsterdamie (0:1) czy w Reggio Emilia (0:2). - Może Polska nie jest Estonią, ale grała jak drużyna z tej samej kategorii - pisała o nas wtedy "La Gazzetta dello Sport"

Więcej o: