Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Paulo Sousa to zupełnie inny trener niż Brzęczek. "Lubię rządzić twardą ręką"

Jakub Kręcidło
- Chcę, by moje drużyny dominowały rywala. By grały atrakcyjnie. By kibice nie mogli się doczekać kolejnego meczu - tak swoją filozofię opisuje Paulo Sousa. Portugalczyk został nowym selekcjonerem reprezentacji Polski. Po pragmatycznym Jerzym Brzęczku przejął ją 50-latek o romantycznym podejściu do futbolu.

Zawsze miałem problemy z opisywaniem swoich uczuć. Piłka okazała się być najlepszym i najsilniejszym językiem. Jeśli korzysta się z niego dobrze, można uszczęśliwić wiele osób. I ja, z wdzięczności do futbolu, staram się to robić. Kocham ten sport. Są dwie rzeczy, które dają mi szczęście - moja cudowna żona, a także praca w zawodzie, który jest moją pasją – tak o piłce nożnej mówi Paulo Sousa. 50-latek zastąpił na stanowisku selekcjonera reprezentacji PolskiJerzego Brzęczka. Z nim, jak przekonują nas portugalscy dziennikarze, do naszej drużyny narodowej powinien powrócić styl, na którego brak głośno narzekali kibice. Sousa to człowiek, którego możemy nazwać romantykiem futbolu, co widać po jego nielicznych wypowiedziach dla mediów.

Zobacz wideo Boniek tłumaczy wybór Paulo Sousy. "Wykonałem kilka telefonów. Wszyscy mówili jedno"

"Wypełnienie trybun przez kibiców jest wielkim wyróżnieniem"

– Fundamentem moich drużyn jest piłka – przekonywał w rozmowie z "Tribuna Expreso". – Chcę, byśmy jak najczęściej przebywali na połowie rywala. Byśmy kreowali nieskończoną liczbę okazji do zdobycia bramki. To siła napędowa futbolu. Nie dość, że gole zapewniają zwycięstwa, to jeszcze budzą radość fanów. A dla mnie wypełnienie trybun przez kibiców jest wielkim wyróżnieniem – opowiadał Sousa, który zwracał też uwagę na znaczenie techniki i zanikanie umiejętności dryblingu. 

Sousa stawia na kreatywność. To ona pomaga pokonywać obrony rywali

– Ciągle słyszę, że grę trzeba wertykalizować, że trzeba grać na jeden lub dwa kontakty, wymagać kontroli przyjęcia piłki. Ale na szybkość gry można wpływać za pomocą dryblingu. Dzieci mają pasję i chęci do gry, ale z czasem wpaja się im pragmatyzm, który zabija kreatywność. Staram się pobudzać potencjał graczy, by odważnie dryblowali i byli w stanie sobie radzić z różnymi liniami obrony – mówił Portugalczyk, który za wzór swojej drużyny przedstawiał Fiorentinę, gdzie jego zawodnikami byli Bartłomiej Drągowski i Jakub Błaszczykowski. – Mieliśmy tam bardzo zaawansowanych technicznie i szybkich zawodników, którzy umieli podejmować właściwe decyzje. Byliśmy w stanie poradzić sobie z właściwie każdą obroną, ale brakowało nam skuteczności na ostatnich 15 metrach – tłumaczył.

Jak wykorzystywać gwiazdy drużyny? "Trener musi znać atuty zawodników i stworzyć model, który sprzyja wszystkim"

Sousa przedstawił też ciekawy pogląd na temat tego, jak wykorzystywać gwiazdy drużyny. – Kluczowe jest dla mnie to, by każdy zdawał sobie sprawę ze swojej roli – zaczął. – Zaczynałem karierę jako skrzydłowy lub napastnik, a skończyłem w środku pola. To nie tylko efekt próśb trenerów, ale też kwestia bycia zależnym od kolegów z zespołu. Jeśli masz w drużynie kogoś takiego jak Luis Figo, nie możesz puścić mu piłki na wolne pole, bo prawdopodobnie ją stracisz. Wiesz, że Luis woli dostać piłkę do nogi, dryblować i stworzyć przewagę. Odwrotnie było z Pedro Pauletą, który znakomicie wykorzystywał przestrzenie. Trener musi znać atuty zawodników i stworzyć model, który sprzyja wszystkim i który, na koniec, będą musieli realizować piłkarze, dlatego też tak ważne jest pobudzanie kreatywności – tłumaczył Portugalczyk, który grał jako defensywny pomocnik i był uważany za znakomitego rozgrywającego.

Trener Paulo SousaPaulo Sousa powiedział, jaki styl gry mu imponuje. Tak będzie grała reprezentacja Polski?

Inspiracja Cruyffem i motywacja do działania. "Nawet Jezus nie był lubiany przez wszystkich!"

Sousa nie ukrywa inspiracji Johanem Cruyffem. Genialnego Holendra poznał podczas pracy dla UEFA, a później, w Maccabi Tel Awiw, spotkał się z jego synem, Jordim. – Pomysły Johana były skomplikowane, ale przekazywał je klarownie. Miał wielką charyzmę. Był bardzo pewny siebie. A do tego miał kolosalną pasję do piłki, która jest najważniejsza – mówi 50-latek. – Często powtarzam zawodnikom, że odniesienie sukcesu jest uzależnione od podejścia. Nie można wskazywać palcem na innych i czekać, aż co się samo wydarzy. To tak nie działa. Każdy rozwój, i piłkarski, i polityczny, bierze się z czyjejś pracy. Dziś mamy możliwość bycia panami własnego losu. I tak też staram się pracować. Trzymam się swoich idei i wiem, że nie wszystkim się one spodobają. Nawet Jezus nie był lubiany przez wszystkich! – mówi Sousa.

"Lubię rządzić twardą ręką, eksponować błędy. Nikt nie lubi, gdy mu się coś wytyka, ale w pewnych momentach to konieczne"

– Szatnia piłkarska to mikrospołeczność, w której muszą być zasady – kontynuował. – Zawodnicy mają swoje osobowości i podejścia, to jasne. Ale trzeba ustalić granicę, która pozwoli nam wszystkim pracować. Nadmiar ego był w każdej szatni. Ja lubię rządzić twardą ręką, eksponować błędy. Nikt nie lubi, gdy mu się coś wytyka, ale w pewnych momentach to konieczne. Rolą lidera jest bycie do naśladowania. Na koniec, piłkarze rozumieją, że podejmuję wszystkie decyzje dla wspólnego dobra, czyli wygrywania i robienia tego w dobrym stylu – powiedział Sousa.

Paulo Sousa zdobył tyle trofeów, że łatwiej wymienić te, których nie ma

Żaden zawodnik nie będzie mógł kwestionować Sousy i pytać: "A co ty osiągnąłeś?". To jeden z najlepszych portugalskich piłkarzy w historii i członek złotej generacji z Figo czy Vitorem Baią. – Łatwiej byłoby mi wymienić trofea, których nie zdobył, niż te, które ma – śmiał się w 2002 roku Daniel Sanchez Llibre, prezydent Espanyolu. W barwach ekipy z Barcelony pomocnik zakończył karierę z powodu problemów zdrowotnych, które uniemożliwiły mu wykorzystanie potencjału. Ten był gigantyczny. 51 razy wystąpił w reprezentacji Portugalii. Grał i dla Benfiki, i dla Sportingu. Był w podstawowych jedenastkach Juventusu i Borussii Dortmund, gdy te wygrywały Ligi Mistrzów w 1996 i 1997 roku. – Nigdy nie zapomnę triumfów w Champions League. Słuchajcie, minęło tyle lat, a my dalej to wspominamy! Piłkarz nie może prosić w karierze o wiele więcej – wspominał Sousa, którego relacje z mediami miały swoje wzloty i upadki.

– Wolę wypowiadać się na boisku – przyznaje mężczyzna, który - jak przyznają Portugalczycy - nie toleruje sprzeciwu. – Miałem kilka spięć z dziennikarzami. Mam twarde opinie na temat kluczowych dla mnie wartości, jak szczerość czy otwartość. Z czasem zdałem sobie sprawę, że muszę odpuścić, bo to, co dla mnie jest fundamentalną wartością, niekoniecznie musi być tym samym dla innych – mówił Sousa, którego trenerskie CV nie jest tak dobre jak to piłkarskie.

Obieżyświat, który został piłkarskim nauczycielem

– Pracowałem w tylu miejscach, że sam już nie wiem, gdzie jest dom – uśmiechał się. Zaczął od reprezentacji Portugalii do lat 16, potem pracował na Wyspach (Queens Park Rangers, Swansea, Leicester), by zejść na dalszy plan. Tam radził sobie świetnie. Z węgierskim Videotonem zdobył mistrzostwo, tak samo jak z izraelskim Maccabi i ze szwajcarskim FC Basel. Miał je w ciągu pięciu lat doprowadzić do triumfu w Lidze Mistrzów. Wytrzymał tam rok, bo przeszedł do Fiorentiny. Po dwóch latach we Włoszech trafił do Chin, ale w Tianjin Quanjian nie odniósł sukcesu, podsumowując, że będą tam potrzebować mnóstwo czasu, by piłkarsko wejść na wyższy poziom. Ostatnio Sousa pracował w Bordeaux. Spędził tam niespełna półtora roku. Początkowo szło mu nieźle, wymieniano go w roli kandydatów do przejęcia Arsenalu, ale ostatecznie został zwolniony po nieporozumieniach z szefostwem drużyny.

Mimo 50-lat Sousa wygląda bardzo młodo. To zasługa matki, krawcowej, dzięki której przykłada wielką wagę do ubioru. Lubi medytować. Relaksu szuka w medytacji. Jest miłośnikiem jazzu, a także głęboko wierzącym katolikiem. Zanim został piłkarzem, marzył o pracy nauczyciela. – Moi rodzice wychodzili do pracy o piątej rano i wracali w nosy. Chciałem być jak Rosa, moja wychowawczyni w podstawówce. I ostatecznie zostałem nauczycielem. Ale futbolu – uśmiechał się Paulo. Zobaczymy, czego nauczą się od niego Polacy.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ