Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Głosy z PZPN po zwolnieniu Brzęczka: Nam i piłkarzom szczęki opadły. Czas na obcokrajowca

Jak to się stało, że Jerzy Brzęczek wchodził w poniedziałek do siedziby PZPN, zastanawiając się nad szczegółami marcowego zgrupowania, a wychodził jako były selekcjoner? - To nie rokowało. Prezes się zniecierpliwił, trafiło na siebie dwóch upartych - mówi jeden z ważnych działaczy PZPN.

To był pierwszy dzień pracy Zbigniewa Bońka po okołoświątecznym urlopie. Pierwszy w 2021 dzień za biurkiem w siedzibie przy Bitwy Warszawskiej. Pierwsza tegoroczna pogadanka przy kawie z selekcjonerem. Jerzy Brzęczek idąc na tę rozmowę, do ostatniej chwili dyskutował ze współpracownikami o szczegółach organizacji zgrupowania i wyjazdów na marcowe mecze z Węgrami, Andorą i Anglią.  

Zobacz wideo "Decyzja Bońka o zwolnieniu Brzęczka, jeśli nie ma się alternatywy, byłaby szaleństwem"

Zgrupowanie - szumna nazwa. To będzie raczej szybka objazdówka po Europie: w poniedziałek zbiórka w Warszawie, we wtorek trening, w środę wyjazd do Budapesztu, konferencja, trening na stadionie i dzień później, 25 marca, start eliminacji. Potem dwa dni przerwy i mecz u siebie z Andorą, po nim dzień w Warszawie, dzień wylotu do Anglii i 31 marca mecz na Wembley.  

Zbigniew Boniek i Mateusz BorekRalf Rangnick zainteresowany reprezentacją Polski. Ale jest problem: "Nie zmieści się z Bońkiem"

Został do startu tych eliminacji jeden normalny trening w Warszawie, 23 marca. Jeden. Jerzy Brzęczek miał tydzień zgrupowania przed debiutem z Włochami w 2018. I wtedy się wydawało, że to mało. A teraz? Tym większy był szok, gdy około południa w poniedziałek okazało się, że to nie Jerzy Brzęczek poprowadzi ten marcowy trening, że to będą zajęcia zapoznawcze z nowym trenerem. - Nam szczęki opadły. Piłkarzom szczęki opadły. Choć jak to sobie po czasie przemyśleliśmy, to pewne sygnały były, tylko my tego nie umieliśmy zinterpretować. Niby pod koniec roku było uspokojenie nastrojów, ale prezes lubi po swojemu. Gdyby zwolnił trenera w listopadzie, to by było, że mu Twitter kazał, albo że to po sygnałach od Roberta Lewandowskiego. Wyjechał na święta, wrócił, i bum. Poszło - mówi Sport.pl jeden z działaczy PZPN. Pierwszy raz trener, który wprowadził Polskę na wielki turniej, nie poprowadzi jej w finałach.  

- To jest smutny dzień dla mnie, rozstawanie się jest przykre, ale biorę odpowiedzialność za tę decyzję. Przemyślałem sprawy, muszę patrzeć na dobro kadry - mówił potem Sport.pl Zbigniew Boniek. Zapowiadał, że wytłumaczy tę decyzję podczas czwartkowej konferencji prasowej.  

Nie było takiej więzi Bońka z Brzęczkiem, jaka była z Nawałką

- To przestało rokować. Niby te duże cele zostały spełnione: awans na Euro, odmłodzenie kadry. Nawet psycholog Damian Salwin odszedł z kadry pod naciskiem prezesa, wydawało się, że po złym listopadzie 2020 będzie nowe otwarcie. Ale jednak coś nie grało między nimi - mówi inny działacz związku. I dodaje: - Prezes jest uparty, Jerzy Brzęczek jest uparty, sztabowcy Brzęczka byli uparci. Spięcia z Czesławem Michniewiczem, gdy ten był jeszcze trenerem młodzieżówki, to tak naprawdę były przecież spięcia między ludźmi z obu sztabów, dopiero potem to się przerodziło w nieufność między selekcjonerami. Zebrało się dużo takich mniejszych i większych rozbieżności. Boniek prosił, Brzęczek robił, ale jednak starał się zawsze bardziej po swojemu. Boniek uważał, że trzeba po listopadzie bardzo zadbać o relacje z Robertem Lewandowskim  i innymi liderami kadry. A Brzęczek uspokajał, że wszystko będzie dobrze. Prezes chciał być tu bardziej słuchany, mieć taką więź jak z Adamem Nawałką. Sympatia pozostała, bo Jurek to porządny człowiek. Ale przeczucia przestały się zgadzać - tłumaczy nasz rozmówca.  

Reprezentacja Polski zagra w środę na Stadionie Śląskim z Holandią (g.20.45) w ramach Ligi Narodów. Dla piłkarzy trenera Jerzego Brzęczka ma być to okazja na zatarcie fatalnego obrazu po niedzielnym meczu z Włochami (0:2).
 - Mamy takie możliwości jakie mamy i z tego staramy się wyciągnąć maksimum. To rzecz jasna nie oznacza, że jestem nieomylny. Z zadań, jakie przede mną postawiono na razie się wywiązuję - mówił we wtorek w Chorzowie Brzęczek. Spotkaniem z Holandią kadra zakończy reprezentacyjny sezon.
Syn Jerzego Brzęczka apeluje po zwolnieniu taty. "Drodzy przyjaciele, znajomi, kibice"

Adam Nawałka miał w kadrze swoich żołnierzy wśród najważniejszych piłkarzy. Brzęczkowi ich zabrakło

Zmienia się selekcjoner, zmienia też cała koncepcja obsady najważniejszego stanowiska trenerskiego w Polsce: wszystko wskazuje, że Zbigniew Boniek sięgnie teraz po trenera z zagranicy, choć wcześniej uważał, że selekcjonerem powinien być Polak. Nie widać też dziś po prostu dostatecznie mocnego kandydata z Polski. Choć Adam Nawałka w chwili nominacji też był dużym znakiem zapytania, sam prezes miał wątpliwości, zanim podjął decyzję. Ale Nawałce od meczu z Niemcami rola selekcjonera zaczęła dodawać skrzydeł. A z Jerzego Brzęczka zdawała się raczej wyciągać siły. Nawałka zaczął od pruskiego drylu w kadrze, ale potem nauczył się świetnie wyczuwać nastroje w kluczowych dla kadry grupach i grupkach, wiedział kiedy przykręcić śrubę, kiedy poluzować i to działało niemal do końca eliminacji mundialu, dopiero potem intuicja zaczęła go zawodzić.

Jerzy Brzęczek okazał się bardziej nieustępliwy, mniej dyplomatyczny. Adam Nawałka wychował sobie w kadrze wiernych żołnierzy wśród najważniejszych piłkarzy, o niektórych mówił: ułani. Puszczając oko: że ułan musi czasem odreagować po służbie. Lubił kadrowy blichtr, nawet żony piłkarzy przeciągnął na swoją stronę. Jerzy Brzęczek był inny, widać było, że i te wszystkie dodatki i konieczność gryzienia się w język to nie jest jego żywioł.  Zabrakło tej selekcjonerskiej soft power - żeby się już nie powtarzać z "jechaniem na picu" - której u Nawałki było pod dostatkiem.  

Jeśli chodzi o kandydatów z Polski, to zostało gdybanie. Teraz mocnego nie widać

Dziś, jak słychać z otoczenia Nawałki, jego powrót do kadry raczej nie wchodzi w grę. A przynajmniej: nie było do poniedziałku takich rozmów. I jeśli się rozejrzeć po polskim rynku, to raczej zostaje tylko gdybanie. Gdyby Adam Nawałka po mundialu nie podejmował decyzji na gorąco, tylko odłożył ją na po urlopie, to może trenowałby kadrę dalej. Gdyby Piotr Stokowiec nie wybrał w marcu 2018 Lechii Gdańsk, to może Nawałkę zastąpiłby on, a nie Jerzy Brzęczek. A gdyby Czesław Michniewicz nie wybrał Legii jesienią 2020, pewnie byłby teraz mocnym kandydatem na następcę Brzęczka. Tyle gdybania. Szansę dostał Brzęczek, w trudnej sytuacji, bo emocje po mundialu w Rosji były rozhuśtane tak, że kto się tylko z czymś wychylił z szeregu, obrywał po głowie. On obrywał często, wytrwał dwa i pół roku, zadanie wykonał, ludzi w sobie nie rozkochał, mostów nie spalił, wszystko nadal przed nim w prowadzeniu klubów. Nawet najbardziej mu nieżyczliwi nie mogą powiedzieć, że zostawia spaloną ziemię.

Jednym z zastanawiających wspomnień z jego kadencji będzie to, jak mało było kontrowersji dotyczących samych powołań (poza przez pewien czas Kubą Błaszczykowskim), a jak wiele dotyczących poukładania tego na boisku. Nie dyskutowaliśmy niemal w ogóle o tym, że na kogoś się Jerzy Brzęczek uwziął, że kogoś niezrozumiale pomija. Dobierał nowych piłkarzy do kadry odważnie, w tempo. Problem był z wyciśnięciem z tej wybranej grupy czegoś ekstra. 

Robert Lewandowski i debiutujący selekcjoner Jerzy Brzęczek podczas treningu reprezentacji. Warszwawa, Międzylesie, 3 września 2018Robert Lewandowski zadzwonił do Jerzego Brzęczka. Wiadomo, o czym rozmawiali

Odmiana w postaci trenera obcokrajowca dobrze by kadrze teraz zrobiła. I nie chodzi tylko o świeże spojrzenie, wiedzę, ale i o to, że trener obcokrajowiec zawsze ma dłuższy miesiąc miodowy, bo przez nieznajomość języka nie chłonie od razu wszystkich emocji. A emocje buzują i nie widać dziś na polskim rynku trenera z aż tak grubą skórą, żeby go przeprowadzenie kadry przez 2021 rok nie poraniło.  

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ