Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Brzęczek: Może eliminacje Euro też wygrałaby teściowa Wojtka Kowalczyka

- Gdybym uznał, że szkodzę kadrze, nie rozwijam jej, to pierwszy podałbym się o dymisji. Nie rozważałem jej. Choć dla najbliższych nie jest to łatwy czas - mówi trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek. - Mecz z Włochami był katastrofalny, ale trzeba też umieć dostrzec rzeczy dobre.

- Nigdy nie miałem nieprzyjemności w sytuacjach publicznych, nikt nigdy nie podszedł i nie powiedział: Brzęczek, weź się podaj do dymisji. Przeciwnie, moje spotkania z kibicami są bardzo dobre. Słyszę od nich oczywiście, że można grać lepiej, ale dostaję też słowa wsparcia. Nigdy nie rozważałem dymisji. Przyzwyczaiłem się do negatywnych opinii. Choć widzę, że najbliżsi nie. I oni cierpią. Gdybym miał przeświadczenie, że nie spełniam celów,  że szkodzę reprezentacji, to pierwszy bym zrezygnował. Ja też jestem często niezadowolony z meczów. Ale szukam też rzeczy, które są dobrze realizowane i rozwijają drużynę. Awansowaliśmy do Euro na dwie kolejki przed końcem. Utrzymaliśmy się w Lidze Narodów. Być może eliminacje do Euro 2020 też wygrałaby teściowa Wojtka Kowalczyka (po wylosowaniu w eliminacjach mundialu Anglii, Węgier, Albanii, San Marino i Andory Wojciech Kowalczyk komentował, że awansowałaby jego "teściowa z koleżankami" - red.), ale ja uważam że nie była to łatwa grupa. I ta którą wylosowaliśmy w eliminacjach mundialu też nie jest łatwa - mówi trener Jerzy Brzęczek, podsumowując ostatnie miesiące w kadrze.  

Zobacz wideo Została nam walka o baraże? "Anglicy mają najsilniejszą reprezentację od lat"

Wielkie kontrowersje w meczu Ligi Europy. Dramat polskiego bramkarza. 'Wyrzucili nas, bo jesteśmy Rumunami'W 92. minucie Polak wszedł na boisko i zaczął się dramat. "Haniebny mecz"

Brzęczek: "Mecz z Włochami był katastrofalny. Ale bywały też momenty dobre i bardzo dobre" 

Reprezentacja skończyła rok 2020 na trzecim miejscu w swojej grupie Ligi Narodów i utrzymała się na przyszły sezon w Dywizji A, ale najważniejsze mecze Jerzego Brzęczka dopiero nadchodzą: w marcu w eliminacjach mundialu, które będą dużo trudniejsze niż walka o Euro, i w czerwcu w finałach mistrzostw Europy. Walkę o mundial Polska zaczyna od meczów na wyjeździe z Węgrami i Anglią, przedzielonych spotkaniem z Andora. - Nas nie trzeba przekonywać, że np. Węgrzy czy Albania są niedocenianymi rywalami, bo my to wiemy od początku. Postęp Węgrów jest niesamowity, Albańczycy grają w dobrych klubach, spora grupa jest we Włoszech. Ocena kibicowska, ocena dziennikarska drużyn, z którymi się mierzymy, bywa różna od naszej oceny. Narzekamy na brak zwycięstw z naprawdę mocnymi drużynami, ale np. Austriacy, których pokonaliśmy w walce o Euro, niedługo będą moim zdaniem w czołowej dziesiątce rankingu (dziś są na 23. miejscu  - red.) - mówi Brzęczek. Jego zdaniem na ocenie kadry w 2020 zaważył katastrofalny, jak go sam określa, mecz z Włochami na wyjeździe, przegrany 0:2. Ale bywały też momenty dobre i bardzo dobre.  

Brzęczek: "Pamiętajmy, Robert jest najlepszym napastnikiem na świecie. Gdy nie ma sytuacji, są frustracje" 

- Podzieliłbym nasz rok na trzy etapy: wrzesień, kiedy przyjechali zawodnicy różnie przygotowani, piłkarze z Serie A byli wtedy po pięciu treningach. Patrzyliśmy jak piłkarze ćwiczą i mieliśmy duże obawy o przygotowanie fizyczne. Październik był  pod tym względem najlepszy, to było od razu widać na treningach, a potem w meczach (wtedy Polska pokonała Bośnię i Hercegowinę, zremisowała z Włochami i rozbiła w meczu towarzyskim Finlandię - red.). A w listopadzie już było widać jak to się znowu rozjeżdża, jeśli chodzi o dyspozycję fizyczną. Piotrek Zieliński po koronawirusie dopiero w reprezentacji zaczął grać dłużej, wprowadzaliśmy go ostrożnie. Mecz z Włochami na wyjeździe był fatalny. Jechaliśmy tam przygotowani, z nadzieją. Chcieliśmy walczyć o awans. Okazało się, że to jeszcze nie ten czas - mówi Brzęczek.  

To po tym meczu Robert Lewandowski na pytanie o pomysł na pokonanie przeciwnika odpowiedział najpierw długą ciszą, a potem przyznał, że przygotowanie do spotkania mogłoby być lepsze. To po porażce w Reggio Emilia - choć wrześniowa i listopadowa z Holandią też były bolesne, ale tam gra mimo wszystko wyglądała lepiej - doszło do pewnego przesilenia w kadrze, do spekulacji, że liderzy drużyny nie czują się dostatecznie słuchani, i stało się jasne, że potrzebne są jakieś rozmowy oczyszczające i pewne ustępstwa trenera. Ostatecznie Jerzy Brzęczek ugiął się np. pod presją szefów z PZPN w sprawie roli psychologa w sztabie kadry i pomagający mu Damian Salwin rozstał się z reprezentacją.  Brzęczek zaprzecza jednak, że problemem może być jego relacja z Robertem Lewandowskim. 

Brzęczek: "Gdyby atmosfera była zła, to rezerwowi tak często nie przesądzaliby o wyniku" 

 - Ona nie jest dobra, ona jest bardzo dobra. Ale pamiętajmy, że mamy do czynienia z najlepszym napastnikiem na świecie. Sami mi panowie przypomnieli w pytaniu, że Robert umie skrytykować nawet szefów Bayernu. Czy to znaczy, że po tym jak ich skrytykował, już z Bayernem nie osiągał sukcesów? Nie - mówił Brzęczek podczas czwartkowej konferencji prasowej podsumowującej rok kadry. - Są sytuacje różne, stresowe. Dlatego w weekend po ostatnich meczach kadry pogadaliśmy jeszcze raz z Robertem o nas, o szacunku jaki mamy do siebie. Normalna rzecz. Ja też byłem kapitanem i mówiłem trenerowi swoje przemyślenia. My, trenerzy, narzucamy ramy. Ale to zawodnicy na boisku rozstrzygają sytuacje. Każdy napastnik jest egoistą. Robert jest, Krzysiek Piątek jest, Arek Milik też. Ja muszę tym ego zarządzać. Gdyby atmosfera była zła, to rezerwowi wchodząc na boisko nie robiliby dla drużyny tyle ile robią. A u nas w poprzednich eliminacjach często decydowali o wyniku właśnie rezerwowi. Ja takiego zdeterminowanego Roberta jak na treningach przed Włochami już dawno nie widziałem. Całej drużyny, ale Roberta wyjątkowo. Bo on wiedział, jaka szansa się przed nami otworzyła. Mało kto się spodziewał, że my na dwa mecze przed końcem Ligi Narodów będziemy mieć szanse na awans. Oczekiwaliśmy zdecydowanie więcej, a zagraliśmy najsłabszy mecz za mojej kadencji. I stąd taka frustracja.  

Brzęczek: "Najwięcej asyst przy  golach Lewandowskiego mieli Grosicki, Milik, Błaszczykowski i Piszczek. Dwóch nie ma w kadrze, dwóch ma swoje problemy" 

- Czy bardziej niefortunna była po meczu wypowiedź Roberta, czy też moja, że Robert nie wziął udziału we wszystkich treningach i może dlatego nie wiedział jaki jest plan? Powtórzę: rozmawialiśmy, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Dla nas to jest sprawa zakończona. Każdy z nas chce sukcesów. Jeśli ktoś jest najlepszym napastnikiem świata, a my z Włochami nie oddajemy strzału na bramkę, to frustracja jest zrozumiała. Porównuje się, ile Robert strzelał w kadrze goli wcześniej, a ile u mnie. Ale spójrzmy kto mu przez lata asystował przy bramkach. Najwięcej takich asyst mieli Kamil Grosicki, Arek Milik, Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek. Dwóch z nich nie ma w kadrze, dwóch miało swoje problemy i jeśli nie będą grać również w następnych miesiącach, to czekają nas trudne decyzje, choć niczego nie przesądzam. Wchodzi do kadry nowa grupa piłkarzy i musi się z Robertem zrozumieć. To kwestia poznania się, czucia na boisku. Wprowadzamy piłkarzy, o których wiosną nie myśleliśmy: Jakuba Modera, Przemka Płachetę. Mieliśmy ich na liście obserwowanych, ale kto zakładał, że tak szybko zaczną grać? Kto cztery miesiące temu zakładał, że Arek Milik nadal będzie w Napoli? Że Kamil Grosicki będzie więcej grał w kadrze niż w klubie? - mówi Brzęczek.  - Do tego liczba kontuzji jest ogromna i moje decyzje o rotowaniu składem były spowodowane tym: dozowaniem obciążeń. Ale też chęcią sprawdzenia jak największej grupy młodych zawodników. I sprawdzenie ich nie przez 10 minut, tylko dłużej, w walce z europejską czołówką - mówi Brzęczek. 

Młody polski piłkarz robi furorę we Włoszech. Młody polski piłkarz robi furorę we Włoszech. "To prawdopodobnie największy talent AS Romy"

Brzęczek: "Oceńmy obiektywnie: poza Robertem i bramkarzami mamy drużynę na poziomie światowej czołówki?" 

 - Prezes Boniek gdy podsumowywaliśmy rok patrzył na to, co osiągnęliśmy, czyli utrzymanie w dywizji A. Ale patrzył też na to, że z niektórych meczów i on i ja nie byliśmy zadowoleni. Żeby walczyć z najlepszymi, musimy być optymalnie przygotowani fizycznie i zaangażowani. Nigdy nie zarzuciłem tej drużynie, i mam nadzieję że nie zarzucę, że nie dała z siebie wszystkiego. Ale jest pewien taki poziom oceny obiektywnej: pomijając Roberta i bramkarzy, czy my na innych pozycjach jesteśmy na poziomie światowej czołówki? Czy poniżej czy powyżej? Ja wiem jaką mamy  szeroką grupę dobrych chłopaków. Ale żeby oni mogli rywalizować co mecz z najlepszymi, to muszą zagrać dwadzieścia trzydzieści meczów na tym poziomie. Budowanie drużyny jest jak budowanie domu. Każdy ma jakieś marzenie związane z domem. Rysujemy plan, stawiamy fundamenty, stawiamy ściany. I okazuje się, że te ściany z planu jak już stoją, to nam się to nie podoba. Na planie wyglądało to lepiej. I musimy burzyć i stawiać od nowa. I tak jest z drużyną. Na pewno nie zamierzamy już robić dużych nowości w selekcji. Chcemy się poruszać w kręgu zawodników, którzy byli z nami na jesień. Bierzemy pod uwagę problemy Arka Milika, Damiana Kądziora, to że nie było ostatnio Przemka Frankowskiego też nic nie oznacza. Pamiętamy o Krystianie Bieliku i Kubie Kamińskim. Pozostali to będzie ta sama grupa. No chyba, że ktoś wyskoczy z niesamowitą dyspozycją.  Nie chcę powiedzieć, że jesteśmy na tej budowie już blisko wykończenia, bo żyjemy w czasach zmienności. Nie jest to na dziś styl, z którego jestem zadowolony. Ale znając nasze analizy taktyczne, rozmowy o nich, patrzę na to inaczej niż wy. Dziś bez ujawnienia tego wszystkiego co my mamy w swoich danych nie mam szans w rozmowie z wami. A nie jestem pewien, czy ujawnianie wszystkiego to dobry pomysł. Ale dam przykład: np. w nieudanym meczu z Holendrami w Amsterdamie były też rzeczy które mi się podobały: np. w Chorzowie Holendrzy zagrali nam w pierwszej połowie trzy cięte piłki za plecy obrony. W Amsterdamie na to nie pozwoliliśmy.  

- Skąd się biorą nasze problemy w grze z najlepszymi? My mamy dobrą geometrię ustawienia zespołu. Ustawienie, poruszanie, gotowość do kreowania sytuacji. Ta dobra geometria powoduje, że z przeciwnikami o niższym poziomie wygrywamy, bo wykorzystujemy to. Ale kiedy wchodzimy w mecze z czołówką, nie potrafimy już tego wykorzystać. Kreujemy za mało sytuacji, nasze przewagi w bocznym sektorze nie zamieniają się na dobre ostatnie podanie. I nie atakujemy światła bramki odpowiednią liczbą zawodników. My nie wyprzedzamy zagrania, my na nie czekamy. A jak się dołoży do tego niedokładność ostatniego zagrania, to brakuje sytuacji. I to są problemy do rozwiązania. Ja naprawdę znam potencjał tej reprezentacji. Przed Euro nie będę niczego obiecywał. W futbolu nie są potrzebne obietnice, tylko dobre przygotowanie. I trochę szczęścia.  

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ