Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Siedem grzechów głównych polskiej kadry w meczu z Włochami. Wybaczyć można tylko jeden

Statyczność, niedokładność, wolne myślenie, brak zaangażowania, brak planu na mecz, agresja, mniejsze umiejętności piłkarskie - to siedem grzechów głównych, które doprowadziły Polskę do porażki z Włochami w Lidze Narodów (0:2). Za sześć pierwszych nie ma rozgrzeszenia.
Zobacz wideo Gikiewicz: Gumny dostaje powołanie, a nie gra. Dlaczego ja mam nie dostać?

1. Statyczność

W pierwszych dwunastu minutach Polakom trudno było wymienić więcej niż 10 podań. Przeniesienie gry na połowę rywala było czymś tak niespotykanym, jak śnieg w Reggio Emilia. Zresztą przez kolejne 33 minuty było podobnie.

Co więcej, jak już dostaliśmy się na połowę rywala i nie wiedząc co zrobić z piłką cofaliśmy akcję do siebie, to zwykle kończyło się stratą. Polakom najlepiej wychodziło więc podawanie między obrońcami i bramkarzem. Włosi w chwilowym bieganiu za piłką i pressingu czuli się wyśmienicie, bo potem człapaliśmy za nimi my. Zaangażowanie w odbiór prawie zawsze wynagradzało gospodarzy odzyskaniem piłki. Wyglądało to tak, jakby Włosi chcieli biegać, a Polacy chcieli oglądać, jak biegają Włosi. No i oglądali.

Tak Włosi podsumowali mecz z reprezentacją Polski w Lidze NarodówTak Włosi podsumowali mecz z reprezentacją Polski w Lidze Narodów

2. Niedokładność

Nie chodzi nawet o wymiany podań na jeden kontakt, bo tych było mało. Rzecz w tym, że o precyzyjne podania w najprostszych sytuacjach było równie trudno. Przez niechlujne podania w pierwszej połowie kilka razy Polacy narazili się na poważne kłopoty. Już w drugiej minucie Arkadiusz Reca tak podawał piłkę do tyłu do Jana Bednarka, że ten nie miał szans do niej dojść i gospodarze dostali w prezencie rzut różny. Bednarek przy jednej z prób wyjść na połowę przeciwnika podał wprost do rywala, z czego poszła groźna kontra. Takich sytuacji było jeszcze kilka i często trudno wyjaśnić, z czego wynikały. Część naszych złych zagrań czy długich wybić do nikogo Włosi prowokowali oczywiście swoim pressingiem, nieustępliwością i tym, że byli od nas szybsi.

3. Wolne myślenie

Włosi w niedzielę umieli realizować swoje pomysły. Po ich grze widać było, że są przewidujący, umieją płynnie przejść z obrony do ataku, kilka podań wymienionych na jeden kontakt sprawiało, że błyskawicznie przedostawali się od bramkę Wojciecha Szczęsnego. Polacy zatrzymali się na tym pierwszym etapie konstruowania akcji.

Sprawiało to wrażenie, że biało-czerwoni byli dwa razy wolniejsi od zawodników w niebieskich koszulkach. Włosi szybciej wyrzucali piłkę z autu, z większą ochotą wychodzili na pozycję, w porównaniu do Polaków mieli pomysł na rozegranie rzutów rożnych. Grali albo szybko, na jeden kontakt, albo cierpliwie i długo budowali akcję, szukając dziur w obronie rywali. Ich gra była przemyślana, a akcje powtarzalne.

Polacy nawet przy wybiciach od naszej bramki ruszali się wolno, nie patrząc na bramkarza. Jakby celowo chcieli uniknąć tego, by dostać podanie od Szczęsnego.

4. Brak zaangażowania

W pierwszej połowie rywale przeprowadzili 35 ataków na naszą bramkę. My - dwa. Polakom brakowało chęci, temperamentu, bo trudno uznać, że już w pierwszych 20 minutach zabrakło im sił.

A może rzeczywiście nie byli do spotkania przygotowani fizycznie? W całym meczu Włosi mieli dwa razy więcej wygranych pojedynków, a niemal przy każdym podaniu - dwie lub więcej opcji zagrań. Polacy byli zaś przewidywalni. To, że oddali Włochom inicjatywę, to mało powiedziane. W pierwszej połowie zwyczajnie przeszli obok meczu.

Robert Lewandowski w rozmowie z TVP Sport po meczu Włochy - PolskaMocne komentarze po wywiadzie Lewandowskiego. "Sekundy, które przejdą do historii"

5. Brak planu na mecz. Niejasne założenia taktyczne

Na spotkania z najlepszymi trzeba mieć określony plan. W Reggio Emilia trudno było go dostrzec. Robert Lewandowski, komentując boiskowe wydarzenia dla TVP, najpierw użył słów: "Taktycznie mało co funkcjonowało". Potem, odpowiadając na pytanie jaki był plan na to spotkanie, długo milczał, chwilę się wahał i w końcu się uśmiechnął, ale bardziej z rezygnacją. - Przygotowując się do tego meczu, wiedzieliśmy, że powinniśmy spróbować zaatakować, utrzymać się przy piłce - odpowiedział.

Trudno było uznać to jednak za wyjaśnienie meczowych założeń, a bardziej opis tego, co drużyna robiła na treningach. Meczowy plan nie był też wyjaśniony przez trenera Jerzego Brzęczka. Jego pomeczowa konferencja trwała minutę. Zanim zdążyliśmy na niej zadać pytanie, już się zakończyła. Trener powiedział, że było to słabe spotkanie, szczególnie w pierwszej połowie, a Włosi byli drużyną lepszą. Osłabiona Polska w drugiej połowie nie była w stanie nawiązać walki. I tyle.

6. Agresja

Nad sprawą osłabienia i czerwonej kartki też można się chwilę zastanowić. Jacek Góralski, który wszedł w drugiej połowie, dostał najpierw żółty kartonik za ostry faul (w 62. minucie). To była sytuacja, w której arbiter równie dobrze mógł wyciągnąć czerwień i nikt nie miałby do niego pretensji. Być może oszczędził Polaka, a może zbyt łagodnie ocenił sytuację. Wiadomo było natomiast, że będzie miał oko na naszego pomocnika i pewnie dostanie sygnał od kolegów, że wykazał się wyrozumiałością.

W podobnej sytuacji w niedawny meczu Lecha ze Standardem Liege, gdy żółtą kartkę zamiast czerwonej dostał Nicolas Gavory, trener Belgów nie chciał kusić losu i szybko zdjął znajdującego się na cenzurowanym zawodnika. Włosi też byli mądrzy. Jeśli przeciętny kibic miałby w 65. minucie meczu z Włochami odpowiedzieć na pytanie, kto na boisku nie będzie odstawiał nogi i grał na pograniczu faulu, pewnie odparłby, że Góralski. Być może Brzęczek nie chciał zmieniać wprowadzonego niedawno gracza, ale też jego trzymaniem na boisku sporo ryzykował, a Góral kilkanaście minut później nie wytrzymał ciśnienia i znów niepotrzebnie wjechał w nogi rywala wślizgiem. Co innego grać ostro, nieustępliwie, czy nawet agresywnie, co innego grać z agresją. W tych dwóch sytuacjach tak właśnie można było odczytać zachowanie Polaka. Brzęczek mógł tylko patrzeć jak Góralski, którego posłał na wymianę ciosów z Włochami, ciosy rzeczywiście zadał - ale sobie i kadrze.

7. Mniejsze umiejętności piłkarskie

To chyba jedyny grzech, który można wybaczyć. To normalne, że jedni piłkarze są lepsi techniczni, a inni gorsi. Jeśli jednak rywalizuje się z przeciwnikiem lepszym od siebie, to nie wolno popełniać sześciu innych grzechów. Wtedy siódmego nie uda się już zakamuflować.

Robert Lewandowski uderzył reprezentanta Włoch"Tu nie ma o czym mówić. Frustracja Lewandowskiego wszystko podsumowuje"

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ