Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jedna pułapka za drugą w polskiej kadrze. Wyszła z tego rzecz najmniej spodziewana

Futbol to prosta gra: czasami ty kpisz ze swojej drużyny, a czasami twoja drużyna zakpi z ciebie. Zgrupowanie, które miało być najtrudniejszą próbą dla kadry Jerzego Brzęczka, okazało się dla niej najprzyjemniejszym. Przełom? Na pewno świetny punkt wyjścia na osiem miesięcy przed Euro. A najtrudniejsze dopiero się zaczyna.

Czego tu nie było, jedna pułapka za drugą. Koronawirus wyeliminował ze zgrupowania jednego z liderów kadry, Piotra Zielińskiego, a o mało nie wyeliminował też selekcjonera. Książka o Jerzym Brzęczku miała ostatecznie zniszczyć autorytet trenera wśród piłkarzy, ubaw był po pachy. A do tego pierwszy raz kadrę czekał na jednym zgrupowaniu trójmecz. Trzeba było żonglować piłkarzami, zarządzać ich zmęczeniem tak, żeby się nie czuli niesprawiedliwie traktowani.   

Zobacz wideo Kadra Jerzego Brzęczka jeszcze tak nie grała. "To zmiażdżyło Finów"

Wyszła z tego rzecz najmniej spodziewana: nowe otwarcie. Było wiele powodów, by sądzić, że kadra potraktuje ten trójmecz jak próbę przetrwania: przecierpmy, pogódźmy się z okolicznościami, uratujmy, co się da, może w listopadzie, w następnym trójmeczu (tym razem: Ukraina towarzysko i Włochy oraz Holandia o punkty), okoliczności będą bardziej sprzyjały. Ale nie. Kadra potraktowała to zupełnie inaczej. I to jest największym zyskiem tego października: reprezentacja w kłopotach wybrała ucieczkę do przodu. Zagrała z zupełnie inną energią niż we wrześniu. A trener przetasował karty. Po ponad dwóch latach pracy, trochę z konieczności koronawirusowej, trochę z konieczności trójmeczu, ale przede wszystkim dzięki odmłodzeniu kadry i dzięki temu, większość powołanych jest akurat w świetnym momencie karier, Jerzy Brzęczek zaczął żonglować tak, że nawet Grzegorz Krychowiak przestał być pewny miejsca w składzie.  

Kadra wygrała z Bośnią, ale wygrała też prawo do normalnego traktowania

W książce "W grze", która tyle rabanu narobiła przed zgrupowaniem, są ciekawe fragmenty o tym, jak trener chciał od początku ustawić sobie kadrowiczów po swojemu. Wszedł im na ambicję mocną przemową  - i sparzył się, musiał przepraszać. Stale przeciągał z nimi linę w sprawie treningów, bo oni oczekiwali takich jak w klubie, a on miał inną wizję. Teraz Brzęczek też w jakimś sensie wziął ich pod włos, ale już inaczej, a okoliczności mu pomogły: nastał w kadrze czas prawdziwej konkurencji. Nikt nie ma miejsca w składzie na stałe, zaczynamy tasowanie, bo trzeba wytrzymać trzy mecze. I podziałało to na kadrę tak, jakby jej ktoś nagle zwolnił hamulec. Pierwszy raz od mundialu w Rosji można po zgrupowaniu kadry powiedzieć, że piłkarze mieli z grania razem pełną przyjemność. Tak jak to bywało wcześniej u Adama Nawałki, ale mundial to bezpowrotnie zniszczył. Być może to tylko wrażenie, być może już w listopadzie będzie inne. Być może. Jak widać po prognozach na październik z kadrą, tu się łatwo ośmieszyć.

Ale też przecież nie chodzi o to, żeby po Finlandii, Włochach i Bośni i Hercegowinie chodzić w chmurach. Tylko po prostu zacząć podchodzić do tego trenera i jego drużyny normalnie. Kadra i trener sobie to prawo wygrali w październiku. Prawo do tego, żeby widzieć wszystkie ich mankamenty, ale widzieć też poprawę, gdy jest. Szkoda, że Bośnia i Hercegowina tak szybko musiała grać w dziesiątkę, pierwsze minuty wcale nie zapowiadały takiej łatwości atakowania, jaką widzieliśmy później. Na tym etapie lepszym testem dla polskiego zespołu byłaby konieczność budowania akcji przeciw jedenastu rywalom. Ale czerwona kartka była zasłużona, a Bośniacy nie przyjechali do Polski odbębnić pańszczyznę, tylko po punkty, by się utrzymać w elicie Ligi Narodów, bo grozi im po odpadnięciu w barażach o Euro, że o regularnym mierzeniu się z najlepszymi zapomną na dłużej. Więc też nie ma co szukać dziury w całym.  

W kadrze Brzęczka zrobił się przeciąg. To najlepszy moment, żeby z siebie zrzucić piętno drużyny przewidywalnej

Jerzy Brzęczek przeszedł przez te dwa lata ciekawą drogę. Najpierw był marzycielem, który wierzył, że szybko skoryguje kurs po mundialu i poleci dalej (remis z Włochami go w tym utwierdził). Potem zagubił się, próbując wprowadzić zbyt wiele zmian naraz, przeładowując zgrupowania swoimi pomysłami, do czego się zresztą w pewnym momencie otwarcie przyznał. I można mieć wrażenie, że tamto sparzenie się zrobiło z niego aż przesadnego realistę. Tak jakby się na długi czas pogodził, że, a to tego się nie da z tą grupą zrobić, a to tamtego. Wrześniowy mecz z Holandią był tak dotkliwym ciosem nie dlatego, że był przegrany. Tylko dlatego, że był zagrany tak bojaźliwie, bez wiary w pressing jako przydatną broń, bez planu B. I nagle w październiku jakby ktoś otworzył okno w kadrze, zrobił przeciąg, jakby trener uznał, że jest mu już serdecznie wszystko jedno, co o nim mówią. Wskoczył na tę falę, która niesie całą grupę młodych kadrowiczów, wykorzystał tę energię. Wreszcie zdecydował się odświeżyć dla kadry Karola Linetty'ego w jednej z głównych ról, zdążył też w ostatnim meczu dać Jackowi Góralskiemu kolejny sygnał: jesteś moim żołnierzem.

I nieobecność Zielińskiego i kryzys Krychowiaka  przestały być przy takim podejściu problemem nie do przejścia. Ma dziś Brzęczek, na osiem miesięcy przed turniejem, całkiem interesujący punkt wyjścia przed decydującą częścią przygotowań. Ma wyrównaną, odmłodzoną kadrę, konkurencję na ważnych pozycjach w środku pomocy (gdyby jeszcze taka była na skrzydłach), ma też za sobą ważne przesilenie, które rozstrzygnął na swoją korzyść. Nic, tylko w następnych miesiącach pracować nad tym, żeby podtrzymać rozpęd z października. I na dobre zrzucić z pleców następny balast z końcowych miesięcy pracy Adama Nawałki: werdykt trenera Duńczyków Age Hareide, że Polska stała się przewidywalna. Polska się za to trochę obraziła, ale przekonującej odpowiedzi długo nie znalazła.  

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj także:

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ