Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Góralski miał tylko przeszkadzać, a pomaga. Ale wygranym tego zgrupowania jest ktoś inny

Jacek Góralski w środę znowu odklejał od siebie łatkę pomocnika, który nie potrafi grać w piłkę. I chyba już odkleił na dobre. Ale zyskali też inni. Choćby Mateusz Klich, który w meczu z Bośnią i Hercegowiną (3:0) po raz kolejny pokazał, że Piotr Zieliński jako środkowy pomocnik wcale nie jest tej kadrze niezbędny.

Środek pola pełny pomysłów

Krychowiak-Moder-Klich (Włochy), Moder-Linetty (Finlandia), Góralski-Krychowiak-Zieliński (Bośnia), Krychowiak-Klich-Zieliński (Holandia). Jerzy Brzęczek w różny sposób zestawiał środek pola w tegorocznych meczach reprezentacji. Zresztą w zeszłym roku było podobnie, też szukał rozwiązań i rotował, bo jak spojrzymy na ostatnie 12 miesięcy kadry, zobaczymy, że tylko w czerwcowym meczu z Izraelem (4:0) i wrześniowym ze Słowenią (0:2) zdecydował się dwa razy z rzędu na takie samo ustawienie (Klich-Krychowiak).

Brzęczek powtarza, że w meczach Ligi Narodów - które co wyraźnie dodaje, owszem, są dla niego ważne - chce dać szanse praktycznie wszystkim zawodnikom, których ma na zgrupowaniu. I daje. To sprawiło, że w środę przeciwko Bośni stworzona została zupełnie nowa konstrukcja w środku pola: Góralski-Linetty-Klich. Szczególnie pierwsza dwójka miała o co walczyć, wypadało pokazać się z dobrej strony, bo młody i wszechstronny Jakub Moder po dobrych występach przeciwko Finlandii i Włochom - a szczególnie Włochom - miejsce w 23-osobowej kadrze na przyszłoroczne Euro wstępnie ma już chyba zarezerwowane.

Zobacz wideo

Co to była za akcja!

Ale czy się pokazali? Tak, bo obaj w środowym meczu wypadli znacznie lepiej niż przyzwoicie. I obaj zagrali na podobnym poziomie: często też blisko siebie, wzajemnie się asekurując i szukając wspólnej gry. Najlepszym przykładem dobrej współpracy jest akcja z 22. minuty, kiedy przed polem karnym Bośni najpierw piłkę agresywnym doskokiem odebrał Góralski, ale potem od razu ruszył do przodu i dostał podanie w tempo od Linettego.

I to jakie podanie, z rywalem na plecach, odwrócony od bośniackiej bramki, piętą! Góralski pewnie miałby asystę, gdyby z kilku metrów trafił Robert Lewandowski. Ale nie trafił - uderzył wysoko nad poprzeczką. A uderzył dlatego, że piłka w ostatniej chwili - co dobrze widać na powtórkach - podskoczyła na nierównej murawie. Ktoś powie, że napastnika takiej klasy tłumaczyć to nie może, ale w środę boisko na stadionie we Wrocławiu naprawdę pozostawiało wiele do życzenia.

To już w zasadzie norma

Na ponad godzinę przed meczem kamery pokazały, jak Brzęczek wraz z drużyną chodzi po murawie. Selekcjoner nie wyglądał na zachwyconego stanem boiska. Ale to już w zasadzie norma. Co prawda po meczu w Gdańsku reprezentanci Polski - chyba pomni zeszłorocznej afery z trawą na PGE Narodowym w Warszawie - gryźli się w język, ale ich rywale - Włosi nie mieli już żadnych oporów. Na czele z selekcjonerem Roberto Mancinim, który na pomeczowej konferencji sam z siebie przyznał, że boisko w Gdańsku było złe.

W środę Brzęczek, kiedy przechadzał się po boisku, najpierw podrapał się po brodzie, a potem w rozmowie w TVP powiedział: - Po wtorkowych deszczach trawa wciąż jest mocno nasiąknięta. Jest miękka, ale w przeciwieństwie do meczów w Gdańsku nie powinna się rozjeżdżać, a co najwyżej trochę zapadać - analizował selekcjoner. No i się zapadała. Piłkarze może nie od razu w niej nie grzęźli, ale od razu wyraźnie było widać, że piłka wytraca prędkość, kiedy wymieniali podania po ziemi. No i skacze. Jak właśnie przy strzale Lewandowskiego w 22. minucie.

Mateusz Klich największym wygranym?

Zanim jednak o Mateuszu Klichu, jeszcze słowo o Góralskim, który w meczu z Bośnią znowu odklejał od siebie łatkę przecinaka - piłkarza zdolnego tylko do przeszkadzania, który wkłada nogę między drzwi, a łokcie między żebra. Piszemy znowu, bo podobnie było już wcześniej. Nawet we wrześniowym meczu z Bośnią - w Zenicy, gdzie Góralski też zagrał kilka ciekawych piłek. To samo było w środę we Wrocławiu. Jak przy pierwszym golu Lewandowskiego, kiedy akcja Polski rozpoczęła się właśnie od inteligentnego i dokładnego przerzutu piłki na lewe skrzydło właśnie przez Góralskiego.

Ale w tym meczu błysnęli nie tylko Góralski i Linetty, który w środę zdobył swoją drugą bramkę w reprezentacji. Błysnął także grający przed nimi Mateusz Klich, który popisał się m.in. przepięknym podaniem przy drugim golu Lewandowskiego.

Rok temu Brzęczek po remisie 0:0 z Austrią w eliminacjach do mistrzostw Europy mówił, że kadry nie stać na to, by rezygnować z Piotra Zielińskiego, że będzie cierpliwie czekał aż w końcu coś przeskoczy w jego głowie. Teraz, kiedy przyjazd Zielińskiego na zgrupowanie storpedował koronawirus, mógłby powiedzieć, że wcale już czekać nie musi. I choć wiadomo, że tego nie powie, to Klich w meczu z Włochami i Bośnią pokazał, że można na niego liczyć. Że liczyć przede wszystkim może Lewandowski, któremu uwolnienie ofensywnego potencjału Klicha wyraźnie sprzyja. Jeśli wskazywać kogoś, kto podczas październikowego zgrupowania zyskał najwięcej, to oprócz nowego w kadrze Modera, wskazać należy właśnie Klicha. Czyli piłkarza, który w zespole Brzęczka jest od początku, ale dopiero teraz, kiedy dostał od selekcjonera więcej swobody, pokazuje, że może dawać znacznie więcej niż do tej pory.

Spokój selekcjonera, zadanie wykonane

Prezes PZPN Zbigniew Boniek po meczu z Finlandią w rozmowie z Interią powiedział tak: - To, co mówią ludzie na temat Brzęczka, mnie nie interesuje. Ja się na piłce znam i wiem, co robię. Zadanie postawione przed selekcjonerem jest proste: utrzymanie się w Dywizji A Ligi Narodów.

I Brzęczek to zadanie realizuje. Z powodzeniem, bo na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej Polska jest liderem grupy. Ma aż pięć punktów przewagi nad ostatnią Bośnią, której do rozegrania zostały dwa mecze z silnymi Włochami i Holandią. Ta przewaga w zasadzie oznacza, że kadra Brzęczka jest już niemal pewna zrealizowania postawionego celu. I za miesiąc, kiedy zagramy z Włochami (15 listopada) i Holandią (18 listopada), a wcześniej jeszcze towarzysko sprawdzimy się z mocną ostatnio Ukrainą (11 listopada), selekcjoner będzie mógł dalej - już bez takiej presji - testować i dawać szanse wszystkim, którym wyśle powołania.

I pewnie tak będzie, bo Brzęczek sam mówi, że nie chciałby za rok bazować na 14-15 nazwiskach (pozdrowienia dla Adama Nawałki), ale mieć w kadrze na każdą pozycję przynajmniej po dwóch równorzędnych piłkarzy. Te ostatnie mecze - w tym również ten z Bośnią - dają nadzieję, że na Euro może mieć w kim wybierać. Na razie, wiadomo, to tylko nadzieja. Albo aż. No bo kto po wrześniowym zgrupowaniu zakładał, że po kolejnym o tej kadrze będzie można napisać tyle dobrego?

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .



  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ