Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Po meczu z Włochami Lewandowski jest bliżej spełnienia marzenia. Plan się nie posypał

- Bardzo chciałbym być niejedynym człowiekiem, który pociągnie reprezentację do sukcesów, tylko jednym z jej elementów. Jednym z tych jedenastu ciągnących drużynę w dobrą stronę - mówił Robert Lewandowski o swoich marzeniach po wygraniu Ligi Mistrzów. Wydaje się, że po zremisowanym 0:0 meczu Ligi Narodów z Włochami jest ciut bliżej spełnienia swych pragnień.

Po Finlandii był wyraźnie zadowolony, choć zdawał sobie sprawę, że rywal w towarzyskim meczu pozwalał biało-czerwonym na wiele. - Cieszyło mnie, że kadra grała ofensywnie. Cały czas próbowała presować. Młodzi zawodnicy pokazali się z fajnej strony. Mają potencjał. To coś, czego wcześniej nam brakowało, ta świeża krew jest nam potrzebna - opisywał na konferencji prasowej mecz, który w całości obejrzał z trybun. W innym miejscu dodawał: - Chciałbym, aby reprezentacja przy braku dwóch zawodników nie traciła na jakości. To pokazuje, jaką jest drużyną - komentował odnosząc się do tego, że w kadrze tak jak teraz czasem może brakować Piotra Zielińskiego, lub tak jak było we wrześniu, może też brakować jego. Tymi wypowiedziami wyraźnie przypominał, że futbol to gra, w której na boisku biega 11 piłkarzy i trudno, by zbawcą miał się okazać jeden, czy dwóch ludzi.

Choć mecz z Włochami do najłatwiejszych nie należał, a rywal z Italii, który na ostatnich 14 meczów nie przegrał żadnego, trzynastokrotnie święcąc triumfy, prowadził w Gdańsku grę, to po zremisowanym 0:0 spotkaniu Lewandowski i kibice przygnębieni grą naszej kadry być nie mogą. Biało-czerwoni nie byli tylko tłem dla rywali. Starali się kąsać lepszych technicznie Włochów i stwarzali swoje sytuacje w ofensywie. Polski atak nie leżał na głowie jednego piłkarza, a gdy zabrakło go na boisku, plan na mecz się nie posypał.

Ofensywna gra zespołowa

Od początku starcia z Włochami wiadomo było, że to rywal będzie prowadził grę, że będzie atakował nas już pod naszym polem karnym - tak jak robił to z Holandią, czy w długich fragmentach z Bośnią i Hercegowiną. Choć wydawać by się mogło, że przy takim scenariuszu, Polska goszcząca pod polem karnym agresywnych gości będzie raczej rzadkością i przywilejem, tak dramatycznie jednak nie było.

Lewandowski miał wsparcie od Kamila Jóźwiaka i Sebastiana Szymańskiego, który bez bojaźni starał się ciągnąć akcje prawą stroną. Kilka razy, szczególnie w pierwszej połowie zrobił to bardzo udanie. Zresztą podobnych wejść próbował też Jóźwiak. Jeśli za ofensywne próby wyróżniać kolejnego polskiego zawodnika, to mógłby być to Jakub Moder. Dobre dośrodkowania po stałych fragmentach, ale też kilka akcji do przodu i celny zaskakujący strzał na bramkę Donnarummy były jego dobrą wizytówką. Jak po meczu w wywiadzie dla TVP Sport przyznał bohater najdroższego transferu z polskiej Ekstraklasy, nawet przy tym celnym strzale na bramkę chciał podawać do Roberta. Piłka mu jednak zeszła. Zresztą Moder przez Lewandowskiego był na niedawnej konferencji mocno chwalony. Doceniany za swój potencjał.

Już w pierwszych kilkunastu minutach Lewandowski miał trzy okazje podbramkowe. Najpierw walczył o piłkę wrzuconą w pole karne przez Mateusza Klicha. Potem polował na dośrodkowanie Jóźwiaka, choć zawodnik Derby County równie dobrze mógł podciągnąć jeszcze kilka metrów i strzelać, ale szukał partnera. Chwilę później Lewandowski przed polem karnym chciał zatańczyć z rywalami sam, bo Szymański ustawiony był zbyt blisko. Obrazek, w którym skrzydłowi wspierali "Lewego" nie był rzadkością. Gdy ktoś próbował naciskać rywali, to też nie był to sam snajper Bayernu i nawet nie musiał specjalnie w tej kwestii gestykulować i krzyczeć do kolegów. Trudno było odnieść wrażenie, że ofensywne starania Polski zależą od jednego człowieka.

Oczywiście w perspektywie całego meczu częstym obrazkiem były kierowane w stronę snajpera Bayernu długie piłki, które momentami trudno było nawet uznać za adresowane do niego, ale Polacy mieli na to spotkanie pomysł jako drużyna, choć wychodzenie spod pressingu czy wrzutki piłek do skrzydłowych nie zawsze w praktyce okazywały się zadaniem łatwym. W przeciwieństwie jednak do meczu z Holandią Polska z Włochami momentami też potrafiła pograć w piłkę.

Pytanie: "co jeszcze mogę zrobić dla reprezentacji" trzeba odwrócić

Lewandowski spędził na boisku 82 minuty. W statystykach specjalnie się nie zapisał, ale po jego zejściu Polacy wiedzieli, co mieli robić. Piłkę umiejętnie przytrzymywał Arkadiusz Milik, kilka razy groźnie akcje wyprowadził Kamil Grosicki. Konstruować ataki próbował też wprowadzony do gry Michał Karbownik, robił to razem z Tomaszem Kędziorą. Przy odrobinie szczęścia po dograniu Grzegorza Krychowiaka gola z bliskiej odległości mógł strzelić nawet Karol Linetty, który też nękał rywali w ofensywie. Pomeczowy obraz liczb był taki, że ofensywnie usposobiony rywal oddał przez 90 minut 3 celne strzały na bramkę, dokładnie tyle, co biało-czerwoni. Oczywiście goście strzelali więcej, ale albo byli blokowani, albo robili to niecelnie. Dlatego jeśli ktoś po spotkaniu z 11 października ma mieć większy niesmak, to raczej ekipa Roberta Manciniego. Faworyci i liderzy grupy Ligi Narodów nie byli w stanie wygrać z Polską, która do tego kilka razy mogła ich skarcić.

- Ja nadal mam wiele siły, by pomóc reprezentacji. Ale to pytanie: co jeszcze mogę zrobić dla reprezentacji, trzeba też odwrócić. Ja bardzo chciałbym być niejedynym człowiekiem, który pociągnie reprezentację do sukcesów, tylko jednym jej elementem. Takim dodatkiem, który na pograniczu remisu czy zwycięstwa zrobi różnicę i przesądzi o wyniku. Być jednym z tych jedenastu ciągnących drużynę w dobrą stronę - mówił Lewandowski na spotkaniu z dziennikarzami po swym największym klubowym sukcesie, wygraniu Ligi Mistrzów.

W klubie gdzie "Lewy" obstawiony jest jednymi z najlepszych piłkarzy na świecie, gdzie wypracowane są schematy i automatyka, idzie to łatwiej. W reprezentacji były z tym problemy nawet przy spotkaniach, które Polska wygrywała, w których mówiło się, że wszystko spoczywało na plecach naszego najlepszego napastnika. - Moim marzeniem jest, żeby kibice byli dumni z reprezentacji. Z tego, jak ta reprezentacja gra. Bez konkretów, gdzie dojdzie w Euro albo na mundialu - opisywał niedawno kapitan naszej kadry.

Być może z pewną dawką świeżej krwi, Polska po meczu z Włochami jest bliżej spełnienia marzenia Lewandowskiego. Na remis z Włochami i momentami dobrą grę nie ma co narzekać. W dodatku niezłe nastroje można podtrzymać w środę spotkaniem z Bośnią i Hercegowiną. Ciężko być pewnym czy Lewandowski w nim wystąpi lub ile zagra, bo w Gdańsku schodził z boiska z urazem stopy. Jeśli jednak biało-czerwoni mieliby rywalizować z Bośniakami bez niego, kataklizmu nie będzie. Spotkania z Bośnią, Finlandią czy mały fragment niedzielnego meczu z Włochami pokazały, że Polska nie traci tlenu bez Robert, a być może nawet coraz mniej jest od niego uzależniona. Jeśli powoli zbliża się do momentu, w którym coraz częściej będzie widać, że jest on tylko jednym z elementów polskiej układanki, jednym z tych, którzy ciągną w dobrą stronę, to Robert z takiego wniosku ucieszy się jako pierwszy.

Przeczytaj także:

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ