Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

PZPN może stracić miliony przez absurdalną sytuację z kibicami reprezentacji Polski

Z sześciu spotkań, które reprezentacja zagra w tym roku, aż pięć odbędzie się w Polsce. W normalnych realiach oznaczałyby one tłok na trybunach i wpływy dla związku rzędu 20-30 mln złotych. Przez pandemię jednak normalnie nie jest, a może być absurdalnie. Dwa towarzyskie mecze kadry powinny być dostępne dla widzów, ale spotkania Ligi Narodów, w tym najbliższe starcie z Włochami, już niekoniecznie.

W 2018 roku mecze polskiej reprezentacji piłkarskiej zobaczyło na krajowych stadionach około 420 tys. osób. W 2019 r. mniej, bo 273 tysiące, ale domowych spotkań było wtedy tylko pięć. O dwie trzecie zmniejszyły się przez to wpływy z biletów, które w 2018 roku wynosiły 42 mln złotych. W tym roku przy wpływach z wejściówek widnieje "zero". Okaże się, jak bardzo do grudnia to zero się zmieni i w jakim stopniu kibice będą mogli uczestniczyć w meczach kadry.

Zobacz wideo Ćwiąkała: Pomimo zwycięstwa z Bośnią zostałem odarty ze złudzeń [Sekcja Piłkarska #62]

Test w Budapeszcie

W normalnych realiach pięć meczów reprezentacji (zagramy dwa razy w Gdańsku, raz we Wrocławiu, dwa razy w Chorzowie) oznaczałyby wpływy około 20-30 mln złotych. Tyle że międzypaństwowe mecze w Europie (nie tylko reprezentacyjne, ale i klubowe) rozgrywane są na razie przy pustych trybunach. Choć w wielu krajach władze pozwalają na udział określonej liczby fanów w sportowych imprezach, to Europejska Unia Piłkarska do tej pory za takim pomysłem nie była. Nie chciała, by np. podczas kwalifikacji Ligi Mistrzów czy Ligi Europy jednym drużynom grało się ze wsparciem fanów łatwiej, innym trudniej. To samo dotyczyło futbolu reprezentacyjnego. Miało być sprawiedliwie. Po kolejnych spotkaniach coraz bardziej okazywało się jednak, że mecze bez kibiców były smutnym widowiskiem i niespecjalnie przyciągnęły fanów nawet przed telewizory.

Mecze reprezentacji Polski w 2020 rokuMecze reprezentacji Polski w 2020 roku Sport.pl

UEFA już w sierpniu kombinowała, jak przywrócić fanów na trybuny. Ustalono, że pilotażowym meczem i sprawdzianem międzynarodowym będzie starcie w Superpucharze Europy w Budapeszcie. Choć na Węgrzech koronawirus zaatakował ostatnio z dużą siłą, rząd Viktora Orbana właśnie potwierdził, że przy szeregu obostrzeń przyjmie sześć tysięcy fanów Bayernu i Sevilli. Do tego na Puskas Arena będą też węgierscy kibice. 67-tysieczny stadion ma wypełnić się w 30 proc. To ma być ważny krok w przywracaniu kibiców na trybuny w całej Europie. Tyle że na razie nic konkretnego dla fanów reprezentacji Polski nie oznacza.

Kadra bez fanów? "To, co dzieje się na trybunach, powinno zależeć od państwa"

Nad Wisłą na krajowych imprezach sportowych obowiązują zasady wprowadzone przez polski rząd w połowie tego roku. Teraz trybuny stadionów mogą być wypełniane w 50 procentach. To oznacza, że przy październikowym meczu Polska - Finlandia planowanym na 7 października w Gdańsku nic nie stoi na przeszkodzie, by PZPN wpuścił na trybuny około 20 tys. fanów. To związek jest organizatorem tego spotkania. Według naszych informacji wszystko z administracyjnej strony jest już w tej sprawie zaplanowane, dość sprawnie może ruszyć też proces sprzedaży biletów. Tyle że na razie związek czeka, bo chce wiedzieć więcej w kwestii kolejnego meczu, który również w Gdańsku zagramy cztery dni po starciu z Finami. Wtedy przeciwnik będzie już bardziej atrakcyjny. Na Stadion Energa Gdańsk przyjadą bowiem Włosi. Bilety można by sprzedawać w pakietach. Co więcej, 15 października Roberta Lewandowskiego znów będzie można zobaczyć w akcji. We Wrocławiu zagramy bowiem z Bośnią i Hercegowiną. Tyle że starcia z Włochami i Bośniakami to spotkania w ramach Ligi Narodów. Organizacyjnie podlegają pod UEFA i do niej należy sprawa wpuszczania fanów. - Na dzisiaj jest tak, że nie mamy w tej sprawie odpowiedzi - przyznaje Sport.pl Zbigniew Boniek, zaznaczając, że unia chce mieć w kwestiach kibiców głos przewodni.

- Moim zdaniem UEFA powinna dbać głównie o to, by na boisku w strefie zero było bezpieczne i był tam przestrzegany protokół sanitarny. To, co dzieje się na trybunach, powinno zależeć natomiast od państwa, w którym jest mecz. Na widowni powinny obowiązywać regulacje krajowe. Jeżeli jest kraj, w którym podczas meczów ligowych nie ma możliwości, by kibice wchodzili na stadion, to na reprezentację fani też nie wejdą. Jeśli w Polsce możemy na meczach ligowych wpuszczać 50 proc. kibiców, to chcielibyśmy mieć to samo prawo również na meczach kadry - przedstawia swój punkt widzenia Boniek. Czy to realne? - Na razie czekamy cierpliwie - dodaje.

Kibice w Finlandii, ale nie na Włoszech?

Sytuacja w październiku może być zatem dla kibiców nieco abstrakcyjna. Prawdopodobne jest, że na towarzyskie starcie ze Skandynawami fani będą mogli pójść na stadion, ale by zobaczyć w akcji Lorenzo Insigne, a kilka dni potem Edina Dżeko, nie pozostanie im nic innego, jak włączyć telewizor.

Na razie trudno prognozować, czy UEFA podejmie jakąś decyzję w sprawie kibiców i Ligi Narodów po Superpucharze Europy, czy jednak wcześniej. Do pierwszych meczów został tylko miesiąc. Ważne też, czy ewentualne wytyczne będą dotyczyły meczów październikowych, czy dopiero listopadowych. Jeśli UEFA zgodzi się na doping fanów, zapewne europejskie limity i tak będą niższe (30 proc.) niż te obowiązujące w Polsce (50 proc).

W listopadzie biało-czerwonych czekają dwa spotkania w Chorzowie. Jedno towarzyskie z Ukrainą, drugie kończącą tegoroczną Ligę Narodów z Holandią. Dla krajowych federacji decyzja UEFA to zysk albo strata konkretnych pieniędzy. PZPN z dwóch towarzyskich meczów z kibicami przy w połowie pełnych stadionach może otrzymać z biletów ok. czterech i pół mln złotych. Jeśli przy 30 procentach trybun udałoby się zagrać kolejne trzy spotkania Ligi Narodów, to do kasy związku wpłynie drugie tyle.

Przeczytaj także:

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ