Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najważniejszy test kadry Brzęczka. Porażka oznacza, że nie mamy czego szukać na Euro

Dziś o 20:45 Bośnia i Hercegowina - Polska. Mecze z Bośniakami to tak naprawdę najważniejsze testy przed Euro: bo to właśnie wygrywanie z rywalami tej klasy jest w mistrzostwach obowiązkiem, takie mecze otwierają drogę do wyjścia z grupy. A Bośnia i Hercegowina jest faworytem naszej ścieżki barażów. Czy w 18. meczu swojej kadencji Jerzy Brzęczek jest w stanie pokazać, że jego kadra robi postępy?

W poniedziałek wieczorem reprezentacja Polski gra drugi mecz w tegorocznej Lidze Narodów. Szósty w LN, jeśli doliczyć poprzedni sezon. Te rozgrywki istnieją dopiero od ponad roku, Polacy nie wygrali w nich jeszcze ani razu. Dotychczas mierzyli się z rywalami, wobec których mogli czuć uzasadnione kompleksy: z Włochami, Portugalią, Holandią. Tym razem rywalem drużyny Jerzego Brzęczka będzie Bośnia i Hercegowina. Mocny przeciwnik, który w piątek niespodziewanie zremisował 1:1 z reprezentacją Włoch. I w korespondencyjnym pojedynku wyglądał zdecydowanie lepiej niż Polska w meczu z Holandią. Zarówno Polska, jak i Bośnia i Hercegowina zagrały ze zdecydowanymi faworytami naszej grupy, ale to nasi poniedziałkowi rywale do gry w defensywie dorzucili kilkanaście wypadów z kontratakami. W sumie zliczono im 14 takich akcji. Polsce z Holandią - tylko siedem. Bośni i Hercegowiny absolutnie nie wolno zlekceważyć. Ale jeśli z takim przeciwnikiem Polacy nie podejmą równorzędnej gry, tylko znów skupią się na bronieniu dostępu do bramki, to z kim mają grę podjąć?

Zobacz wideo Potęgi chcą Sebastiana Walukiewicza. "Takich piłkarzy nie ma"

Wielki test dla kadry Brzęczka. Najsłabszy rywal na Euro?

Mecze z Bośniakami są bardzo ważne, bo jest prawdopodobne, że to właśnie ten rywal trafi do polskiej grupy na Euro 2020 (Polska, Hiszpania, Szwecja) jako teoretycznie najsłabszy zespół. Bośniacy zagrają w barażach do Euro 2020, a ich rywalem będzie Irlandia Północna. W drugim półfinale ścieżki B Irlandia zagra ze Słowacją. Z tych czterech drużyn to właśnie Bośnia i Hercegowina wydaje się być teraz największym faworytem.

Jeśli na tle teoretycznie najsłabszego możliwego rywala w grupie Euro 2020 Polacy również wypadną blado, to wokół reprezentacji zrobi się naprawdę niespokojnie. Hiszpania zremisowała z LN z Niemcami i rozbiła Ukrainę. Szwecja co prawda przegrała z mistrzami świata - Francuzami, ale zaprezentowała się o niebo lepiej od Polski. Oczywiście, Polska bez Roberta Lewandowskiego nie ma takiej jakości jak z nim. Ale Bośniacy też grają osłabieni brakiem zakażonego koronawirusem Miralema Pjanicia, czyli lidera środka pola. Chcąc myśleć o co najmniej trzecim miejscu w grupie na Euro, takie spotkania jak to z Bośnią trzeba wygrywać. I to wysoko, żeby się znaleźć wśród tych drużyn z trzeciego miejsca, które awansują.  

Reprezentacja Brzęczka, drużyna bez wielu okazji bramkowych

Obecną reprezentację często porównuje się do drużyny Adama Nawałki, która świetnie radziła sobie w Euro 2016. I chociaż w wielokrotnie przypominanym meczu z Niemcami (0:0), które wszyscy pamiętają jako świetne spotkanie Polaków, oddaliśmy tylko siedem strzałów, to już w decydujących spotkaniach w fazie pucharowej ze Szwajcarią i Portugalią na bramkę rywali strzelaliśmy kolejno 21 (5 celnych) i 21 (6 celnych) razy! A nikt nie powie, że wtedy nie graliśmy defensywnie. Tyle, że potrafiliśmy przemieszać mądrą obronę z szybkimi, przygotowanymi atakami. 

Za kadencji Jerzego Brzęczka statystyka wygląda nieco gorzej. W sumie w 17 meczach Polacy oddali 213 strzałów (średnio 12,5 strzału na mecz). A jeśli chodzi o uderzenia celne, to oddaliśmy ich 77 (średnio 4,5 strzału celnego na mecz). W 17 spotkaniach biało-czerwoni zdobyli zaledwie 23 bramki. Dlaczego tak mało? Aż w ośmiu z siedemnastu meczów Brzęczka kadra oddawała maksymalnie tylko trzy celne strzały. A tylko w pięciu meczach w bramkę rywali trafiała więcej niż pięć razy na 90 minut. Ta kadra daje sobie po prostu zbyt mało szans na strzelanie goli.

Brzęczkowi trudno odmówić jednego atutu: w czasie meczu reaguje zdecydowanie lepiej od Adama Nawałki, a jego zmiany często potrafią rozstrzygnąć o wyniku meczu, co w eliminacjach Euro 2020 pokazywała także liczba goli i asyst zawodników wchodzących z ławki. Niestety, przypomina to również o tym, że słabą grupę w eliminacjach do Euro 2020 wygraliśmy wieloma pojedynczymi szarpnięciami piłkarzy, którzy mają spore umiejętności. Jakości teraz u nas nie brakuje i jeśli popatrzymy na 23-osobową kadrę naszej drużyny, to wydaje się, że obecnie jest tylko trzech niezastąpionych zawodników. Są to Glik, Krychowiak i Lewandowski. Wyjęcie każdego innego i zastąpienie go kimś innym nie powinno oznaczać wielkiej utraty jakości. Duża w tym również zasługa Brzęczka, który kilku piłkarzy udanie wkomponował w reprezentację, a częściowa wymiana pokoleniowa przeszła praktycznie niezauważona. Jeszcze niedawno zastanawialiśmy się, kto zastąpi Kubę Błaszczykowskiego na prawym skrzydle. Dziś z powodzeniem gra tam Sebastian Szymański, a w kolejce czeka piłkarz La Ligi  - Damian Kądzior, Przemysław Frankowski czy ewentualnie Kamil Jóźwiak. A Błaszczykowski w el. Euro 2020 na boisku pojawiał się zaledwie trzy razy i zawsze z ławki. 

Było "chcemy więcej", jest przyzwolenie na niższą jakość

Po Euro 2016 o kadrze powstał film dokumentalny pt. "Chcemy więcej". Widać było, że tamci piłkarze doskonale wiedzieli jak duża szansa przeszła im koło nosa. Byli świadomi swoich umiejętności i potencjału. A głębia składu tamtej kadry była przecież zdecydowanie mniejsza niż teraz. Tam żelaznymi zmiennikami byli Tomasz Jodłowiec i Sławomir Peszko. Teraz wybór jest dużo większy. My zaś co mecz słyszymy od selekcjonera, że jest zadowolony, bo ostatnio drużyna długo realizowała założenia taktyczne albo dobrze przesuwała w defensywie.

To żaden wstyd grać defensywnie z trudnym przeciwnikiem. Gdyby szkoleniowcem reprezentacji był selekcjoner U-21 - Czesław Michniewicz, to Polska zagrałaby prawdopodobnie jeszcze bardziej defensywnie! A dziewięciu naszych zawodników byłoby ustawionych między 11 a 20 metrem. Tak Polacy grali na zeszłorocznym Euro U-21. Ale tamta kadra pokazała też, że przy takiej grze liczy się jakość kontrataków i stałych fragmentów gry. Gdy ma się dogodne 2-3 okazje w meczu, wtedy kluczem jest dokładność. Tej w meczu z Holandią w najważniejszych momentach zabrakło. Nie od dziś wiadomo też, że kadra gra naprawdę nieźle tylko 20-30 minut w meczu. 

Czy krytyka jest zasłużona?

W kuluarowych rozmowach niektórzy piłkarze zauważają, że Jerzy Brzęczek jest lepszym specjalistą od taktyki niż Adam Nawałka. I zajęcia z nim są lepsze niż te za kadencji poprzednika. Niestety, na razie trudno o przełożenie tego na mecze. A uzbierało się już 17 meczów za kadencji Brzęczka. Wypadałoby już rozpoznawać na boisku jasną wizję taktyczną trenera. Reprezentacja w meczu przeciwko Holandii zaprezentowała się bardzo słabo. Dwa strzały w meczu i zaledwie jedno celne uderzenie Krzysztofa Piątka, tylko trzy akcje, które stanowiły zagrożenie dla rywali - krytyka, która spadła na kadrę, była jak najbardziej uzasadniona. Ale, można mieć wrażenie, źle ukierunkowana. Tej kadry nie należało ganić za to, że skupiła się na defensywie. Grała z rywalem, który takie skupienie wymuszał. Problemem było granie po przechwycie piłki. I miejsce, w którym te przechwyty następowały. Reprezentacja ma poważny problem z pressingiem. A wysoki pressing niemal w niej zanikł. W pierwszej połowie meczu w Amsterdamie kadra przynajmniej starała się od czasu do czasu odebrać piłkę nieco wyżej, kilka razy udało się to zrobić na mniej więcej 30. metrze. Ale stąd ciągle jest bardzo daleka droga do bramki rywala, zwłaszcza jeśli już drugie, góra trzecie podanie przy wyprowadzeniu akcji jest niecelne, zbyt wolne, albo niepotrzebnie podniesione do góry, co stawia przyjmującego na straconej pozycji w walce z goniącym go rywalem. Po przerwie praktycznie nie było już wcale zorganizowanych prób odbioru. Symbolem była akcja Arkadiusza Milika, który przy wyniku 0:1 na pełnym sprincie ruszył do Cillessena, ale za nim została 40-metrowa wyrwa, bo nikt z linii pomocy nie ruszył ze wsparciem. Warto patrzeć, jak ten element będzie wyglądać w meczu z Bośnią i Hercegowiną. Jaki plan będzie mieć reprezentacja i, co znacznie ważniejsze, jak go będzie realizować. Bo po meczu z Holandią zostaliśmy z wrażeniem, że plan może był dyskusyjny, ale głównym problemem było jego fatalne wykonanie.  

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ