Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Eksperyment w reprezentacji Polski. Wielka szansa kadry Brzęczka przed Euro

Dziesięciomiesięczna przerwa w zgrupowaniach kadry, przesunięte Euro i aż osiem meczów do końca roku sprawiają, że układ z końca eliminacji przestał obowiązywać. Czas na nowe rozdanie. Wreszcie jest czas, żeby eksperymentować i szukać nowych rozwiązań starych problemów.

W normalnych okolicznościach bylibyśmy już po Euro 2020, z tym bądź innym selekcjonerem, z żegnającym się prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem i w przededniu wyborów nowego szefa polskiego futbolu. Same przygotowania do przełożonego Euro byłby inne - dwa sparingi w marcu, kolejne dwa w czerwcu. Jerzy Brzęczek nie miałby czasu na eksperymenty, wprowadzanie nowych twarzy i dawanie szans. A przecież pod koniec ubiegłego roku zostawialiśmy kadrę zadowoleni z awansu, ale nieprzekonani jej stylem i pełni wątpliwości, jak poradzi sobie przeciwko lepszym rywalom. I pewnie pojechalibyśmy z tymi wątpliwościami na turniej, bo okazji do ich rozwiania byłoby niewiele.

Zobacz wideo

Koronawirus - bez żadnej przesady - wywrócił wszystko do góry nogami i sprawił, że z naprawdę mocnymi przeciwnikami możemy się sprawdzić jeszcze przed Euro. Reprezentacja w tym roku zagra jeszcze sześć meczów Ligi Narodów - po dwa z Holandią, Włochami, Bośnią i Hercegowiną oraz dwa mecze towarzyskie - z Finlandią i Ukrainą. To pole do eksperymentów. Bo o ile problemy, z którymi musi zmierzyć się Brzęczek, są niemal te same, o tyle przybyło mu możliwych rozwiązań i czasu.

Nowe twarze mogą rozwiązać stare problemy

Już powołania pokazały, że selekcjoner chce ten czas wykorzystać na sprawdzenie nowych piłkarzy. Pierwszy raz na zgrupowanie przyjechali Sebastian Walukiewicz, Paweł Bochniewicz, Michał Karbownik i Jakub Moder. Bartłomiej Drągowski był już powoływany w 2018 roku, ale wciąż nie zadebiutował. Kamil Jóźwiak zagrał cztery minuty w ostatnim meczu przeciwko Słowenii i prawdziwą szansę ma dostać dopiero teraz. Oni wszyscy bardziej niż o wskoczenie na stałe do pierwszego składu reprezentacji, walczą o znalezienie się w kadrze na Euro w roli zmienników. Ale i tacy są reprezentacji niezwykle potrzebni.

- Chciałbym zagrać przynajmniej jeden mecz na mistrzostwach Europy - deklarował w wywiadzie dla Sport.pl Sebastian Walukiewicz. Jerzy Brzęczek ma jednak niepodważalny duet stoperów: Kamil Glik i Jan Bednarek zagrali we wszystkich meczach eliminacyjnych, w których mogli zagrać. Ale ten jeden mecz ze Słowenią, w którym Glik wystąpić nie mógł, przypomniał, jak bardzo reprezentacji potrzebny jest jakościowy i przygotowany do gry zmiennik. Już wcześniej brutalnie pokazał to mundial w Rosji, gdy drużyna Adama Nawałki nie poradziła sobie z nagłą stratą Glika. Brzęczek postawił na Michała Pazdana. Polska przegrała 0:2, on zagrał słabo i selekcjoner dość brutalnie go skreślił.

Dziś nie wiadomo więc, kto jest stoperem numer trzy w hierarchii Brzęczka. Dotychczas wydawał się nim być właśnie Pazdan, ale nie było go na trzech ostatnich listach z powołaniami. Marcin Kamiński i Thiago Cionek, którzy epizodycznie występowali u Brzęczka, na tym zgrupowaniu też się nie pojawili. Cionek ma 34 lata, po spadku ze SPAL do Serie B pożegnał się z klubem i wciąż nie znalazł nowego. Kadrze raczej już nie pomoże. Co innego Kamiński - na razie nie ma go wśród powołanych, ale awansował do Bundesligi, powinien regularnie w niej grać, a wtedy na zgrupowanie pewnie przyjdzie. Z kolei Artur Jędrzejczyk, w Legii grający jako stoper, w kadrze zajmował ostatnio pozycję na boku obrony.

Walukiewicz wydaje się więc największym beneficjentem przełożenia Euro. Rok temu nikt nie pomyślałby, żeby powoływać go do reprezentacji - wiadomo było, że jest utalentowany, ale dopiero co odszedł z ekstraklasy w nieznane i w Cagliari czekał na debiut aż do grudnia. Teraz jest w innym miejscu. Mając 20 lat, zaczął regularnie grać w Serie A. Zbierał dobre recenzje po spotkaniach z najlepszymi napastnikami na świecie - Cristiano Ronaldo, Romelu Lukaku, Lautaro Martinezowi czy Ciro Immobille. Sam przyznaje, że po roku we Włoszech jest znacznie lepszym piłkarzem. Może grać w ustawieniu z dwójką i trójką stoperów, dobrze wyprowadza piłkę, fizycznie jest przygotowany znakomicie, coraz lepiej broni, bo na to szczególnie zwracali mu uwagę trenerzy Cagliari. Na dziś wydaje się najlepszym kandydatem - krótko- i długoterminowo - żeby zastępować jednego z podstawowych środkowych obrońców. A puszczając nieco wodze fantazji, duet Bednarek-Walukiewicz może zabezpieczać polską bramkę przez następnych dziesięć lat. 

Jerzy Brzęczek - jak zresztą każdy selekcjoner przed nim - musiał rozwiązać problem na lewej obronie. Uparł się na Arkadiusza Recę, z którym pracował w Wiśle Płock przed objęciem kadry i mimo że ten początkowo nie grał w Atalancie Bergamo, selekcjoner wciąż na niego stawiał, by ostatecznie dopiąć swego. Pod koniec eliminacji miał już solidnego lewego obrońcę, który w międzyczasie przeszedł do SPAL i zaczął regularnie grać. Sytuacja zdążyła się jednak zmienić: po wznowieniu sezonu Serie A Reca przegapił kilka meczów przez kontuzję, a te, w których wystąpił, SPAL wyraźnie przegrało. Klub spadł z ligi, a Polak wrócił do Atalanty i znów szanse na przebicie się do pierwszej jedenastki Gian Piero Gasperiniego ma minimalne. Nawet jeśli potwierdzą się plotki transferowe i Robin Gosens odejdzie. Reca prawdopodobnie poszuka więc nowego klubu (okno transferowe jest otwarte jeszcze przez miesiąc), ale taka zmiana w sezonie, który kończy się wielkim turniejem to z reguły spore ryzyko. On jednak musi ryzykować. Oby trafił podobnie jak ze SPAL.

Brzęczkowi zostaje jeszcze Maciej Rybus, który prawdopodobnie zagra w meczu z Holandią. Z obrońcą Lokomotiwu Moskwa od lat jest jednak ten sam problem - kontuzje nie pozwalają mu zagrać w reprezentacji nawet kilku meczów z rzędu. Pojawia się i znika. Tak było za kadencji Adama Nawałki i tak jest też u Brzęczka. A skoro sytuacja Recy i zdrowie Rybusa nie dają spokoju, to Michała Karbownika przegapić nie można. Miał przyjechać już na marcowe (odwołane) zgrupowanie. Wtedy jego pozycja pewnie byłaby jeszcze silniejsza, bo był wówczas absolutnym objawieniem ekstraklasy. Grał nowocześnie, odważnie, przykuwał uwagę. Początek tego sezonu ma już słabszy. Alaksander Vuković wystawiał go na prawej obronie, bo na lewą Legia sprowadziła Filipa Mladenovicia. Przegrany mecz z Omonią Nikozja w eliminacjach Ligi Mistrzów wylał kubeł zimnej wody wszystkim, którzy wyobrażali już sobie Karbownika regularnie grającego w reprezentacji. Sprawdzić go należy, mieć nadzieję, że Brzęczek kilkoma uwagami pomoże mu lepiej bronić też. Przede wszystkim jednak trzeba obserwować jego rozwój w następnych miesiącach. Szykuje się zmiana klubu. Jeśli trafi z jego wyborem, a później z formą - powinien znaleźć się wśród lewych obrońców powołanych na Euro. Ale taktycznie i fizycznie do nadrobienia wciąż ma sporo.

Pozostali piłkarze wchodzący do reprezentacji szanse na grę mają jeszcze mniejsze. Drągowski walczy o to, by być trzecim bramkarzem w hierarchii - Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański są nie do ruszenia. Paweł Bochniewicz jest dzisiaj słabszym piłkarzem niż Walukiewicz, więc w kolejce do składu stoi za nim. Przed Jakubem Moderem do gry jest czterech innych środkowych pomocników. Więcej do ugrania ma za to Kamil Jóźwiak. Widać, że Brzęczkowi na nim zależy - powoływał go już w listopadzie, symbolicznie dał zadebiutować, a teraz, pod nieobecność Przemysława Frankowskiego, który nie dostał od klubu zgody na udział w zgrupowaniu kadry, jest jeszcze bliżej gry. Powinien dostać od selekcjonera szasnę.

Wykorzystać potencjał środkowych pomocników

Jeśli szukać gdzieś niewykorzystanego jeszcze potencjału tej kadry, to w środku pola jest go najwięcej. Brzęczek ma do dyspozycji niepodważalnego Grzegorza Krychowiaka, Jacka Góralskiego, na którego z dobrym skutkiem stawiał pod koniec eliminacji, a także dwóch piłkarzy o możliwościach większych niż zawodnik Kajrata Ałmaty: Mateusza Klicha i Karola Linettego. Pierwszy za kilkanaście dni zadebiutuje w Premier League, jest kluczowym zawodnikiem u niezwykle ciekawego trenera - Marcelo Bielsy. Drugi od czterech lat regularnie gra w Serie A, w ostatnim sezonie w kilku meczach był nawet kapitanem Sampdorii i właśnie zmienił klub na Torino, z którym powinien grać o wyższe cele. Obaj mają jednak ten sam problem - w klubie grają znacznie lepiej niż w reprezentacji. Linetty od lat, Klich przede wszystkim za kadencji Brzęczka. Selekcjoner dawał mu szanse, ale wyszło tak, że z czasem jego miejsce zaczęli zajmować Krystian Bielik (obecnie kontuzjowany) i wspomniany Góralski.

Nie należy Góralskiego deprecjonować i powielać stereotypów, że na boisku tylko robi wślizgi. To nieprawda, ale też kłócić się, że potencjałem dorównuje Klichowi i Linettemu nie ma sensu. Obaj mogą dać reprezentacji znacznie więcej w grze do przodu. Dyskusja o niewykorzystywaniu ich możliwości nie trwa od dziś, ale za kadencji Brzęczka nie przesunęliśmy się z nią nawet trochę do przodu. Jak nie było na nich pomysłu, tak nie ma. Pewnie, że sami mogli dać reprezentacji więcej i nie wszystkiego da się tłumaczyć innym system gry czy innymi zadaniami w klubie i kadrze. Ale jednocześnie po ich niedopasowaniu - to dotyczy zresztą Piotra Zielińskiego - najlepiej widać, że reprezentacja nie robi dostatecznie dużo, by wykorzystać ich najlepsze cechy. Piłkarsko zwyczajnie nie stać na to, by się na nich obrazić i nie spróbować raz jeszcze. Tym bardziej że teraz jest na to czas. Linettemu można wreszcie dać zaufanie, którego potrzebuje do dobrej gry. Można taktycznie popracować z Klichem i Zielińskim, żeby czuli się w reprezentacji jak najbardziej komfortowo. Wszyscy na tym skorzystamy. A Góralski przyda nam się w innych meczach niż oni.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ