Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

O trenerze Holendrów piszą "zidiociały na punkcie futbolu". Autor liściku sprzedanego za 35 tysięcy euro

Poszarpana kartka w kratkę, na niej 10 imion: ten liścik do Virgila van Dijka stał się jednym z symboli odrodzenia holenderskiej piłki. Pomógł wyrwać remis z Niemcami, awansować do finałów Ligi Narodów, i jeszcze się sprzedał na szczytny cel za 35 tysięcy euro. Autorem był Dwight Lodeweges, wieczny asystent, który meczem Polski z Holandią debiutuje jako selekcjoner.
Zobacz wideo Domenech o Lewandowskim: Powinien mieć szanse na Złotą Piłkę

Drużyna pobiegła świętować, list wylądował w trawie i nie trafiłby na aukcje, tylko do śmietnika, gdyby go nie podniósł pracownik holenderskiej telewizji NOS. Był listopad 2018 roku, ostatnia kolejka Ligi Narodów. Euforia na zakończenie wieczoru, w którym długo nic się Holendrom nie udawało. Grali z Niemcami w Gelsenkirchen, potrzebowali choćby punktu, żeby mieć szansę awansu do turnieju finałowego LN. Przegrywali po pierwszej połowie 0:2, ustępowali rywalowi bardzo wyraźnie. Ten mecz miał być klamrą pierwszych miesięcy rządów trenera Ronalda Koemana. Wydawało się wcześniej, że rodzi się coś dobrego. Holandia u siebie w Lidze Narodów pokonała Niemców i Francję, (pierwszy mecz z Francją na wyjeździe przegrała 1:2), obrona zaczęła już grać w ustawieniu czwórką, bo sztabowi trenerskiemu wyszło po analizie trendów z mundialu w Rosji, że piątką w obronie daleko nie zajadą. Już został uroczyście pożegnany Wesley Sneijder, co symbolicznie zakończyło rozdział pisany w reprezentacji przez pokolenie Sneijdera, Arjena Robbena czy Robina van Persiego. Już był przyuczany do zawiadywania ruchem w reprezentacji Frenkie de Jong, choć wtedy nawet w Ajaksie nie był jeszcze niekwestionowanym liderem. Holandia się odmładzała, nabierała wigoru, odzyskiwała wiarę w siebie. Ale gdyby w ten listopadowy wieczór w Gelsenkirchen przegrała z Niemcami, to wszystko zostałoby bez nagrody, bez awansu. A drużyna załamana odpadnięciem w eliminacjach Euro 2016 i mundialu 2018 bardzo potrzebowała awansu, jakiegokolwiek.  

Kartka z ustawieniem drużyny wypisana przez Dwighta LodewegesaKartka z ustawieniem drużyny wypisana przez Dwighta Lodewegesa nos.nl

Koeman dał znać: możecie działać. I Lodeweges zaczął pisać

W 85. minucie Quincy Promes strzelił ładnego gola na 2:1, ale nadal ani nie czuło się, że Holandia zasłużyła na remis, ani że to jest przełomowy moment. I wtedy Dwight Lodeweges siadł do pisania. Taką mieli umowę z Koemanem: szef patrzy na mecz szerzej, a jego asystenci, Lodeweges i Kees van Vonderen, mają szukać drobiazgów, luk, punktów zwrotnych. Gdzie jest jakieś słabe ogniwo rywala, miejsce, w które można uderzyć. Gdy coś zauważą, niech piszą. Zaufanie szefa do asystentów było w tym sztabie tak wielkie, że Koeman nawet nie sprawdził, co Lodeweges napisał na tamtej karteczce. Gdy przy stanie 0:2 asystenci proponowali mu korektę ustawienia, odpowiedział: jeszcze nie, bo się skończy na 0:4 albo 0:5. Ale po golu na 1:2 dał znak: teraz możecie działać. Nie był to pierwszy taki liścik do piłkarzy ani ostatni, Lodeweges bardzo lubi ten sposób komunikacji. Ale akurat ta kartka, wyrwana z małego notesu, zyskała największy rozgłos. Koeman przekazał ją kapitanowi Virgilowi van Dijkowi. Ten przeczytał, przekazał kolegom. Ja do ataku, ty do obrony, Daley tu, Kenny tam. I Holandia nagle zmieniła kształt: van Dijk dostał polecenie, żeby ze środka obrony przejść do ataku, obok Luuka de Jonga. Do środka obrony przeszedł z pomocy Frenkie de Jong. Wyszło z tego ustawienie 3-2-3-2, z nakazem: cała naprzód. I w 91. minucie przekwalifikowany na napastnika obrońca van Dijk wyrównał, dał awans do turnieju finałowego, a kartkę wyrzucił przy linii bocznej.  

Lodeweges, nietypowy Holender spod Calgary.  

- Po to ma się sztaby, prawda? – mówił Ronald Koeman, gdy kartkę i temat znalazł po meczu w trawie pracownik NOS. Miesiąc później, na przedświątecznej aukcji pamiątek fundacji Johana Cruyffa (Ronald Koeman jest jej ambasadorem) anonimowy darczyńca wylicytował tę kartkę, już oprawioną w ramkę, za 35 tysięcy euro. I tak wyszedł z cienia Dwight Lodeweges.

Urodzony asystent, któremu próby samodzielnego prowadzenia drużyn udawały się dotychczas średnio. Lodeweges to Holender spod Calgary. Było kilka fal holenderskiej emigracji do Kanady, nawet holenderskie maratony łyżwiarskie mają swoje odpowiedniki w Kanadzie, tak silna to jest diaspora. Lodewegesowie wyjechali razem z ostatnią dużą falą: podczas II wojny światowej Kanada dała schronienie późniejszej królowej Holandii, Julianie, kanadyjscy żołnierze byli wśród wyzwolicieli Holandii, Kanada w powojennych latach świetnie się Holendrom kojarzyła i ruszali za ocean, szukać tam swojej życiowej szansy. Wśród emigrantów byli rodzice Dwighta. On urodził się już w Turner Valley w stanie Alberta, spędził tam dzieciństwo. A potem rodzina zdecydowała się na powrót do ojczyzny, do wsi Voorthuizen w centrum Holandii, kilkadziesiąt kilometrów od Arnhem w kierunku Amsterdamu.  

Kibice próbowali go pobić za przejście do wielkiego rywala 

Lodeweges, z nietypową w piłkarskiej Holandii biografią, bez wielkiej kariery jako zawodnik, był przez lata gdzieś w tylnych rzędach holenderskiej szkoły trenerskiej. Nazwa klubu, który go wychował: VVOP, czyli Voetbal Voor Ons Pleasure – "futbol dla przyjemności" – wiele mówi o tym, jak Holendrzy traktują sport, ale jako przepustka do kariery nic nie znaczy. Podobnie jak gra w klubach Kanady i USA. Inni podbijali świat jako piłkarze i trenerzy. Lodeweges mógł najwyżej bywać ich asystentem. Próbował samodzielnej pracy w FC Zwolle i Groningen, po latach dostał szansę poprowadzenia PSV Eindhoven, gdy zrezygnował Huub Stevens, potem był jeszcze głównym trenerem w NEC Nijmegen, Cambuur Leeuwaarden i Heerenveen, a w międzyczasie pracował w lidze kanadyjskiej i japońskiej. Ale nie kojarzy się z wielkimi sukcesami. Z Groningen odszedł, gdy poczuł, że piłkarze się od niego odwracają. Z NEC też zerwał nagle, gdy klub przestał spełniać jego oczekiwania. A w Cambuur, gdzie miał sukcesy, kibice próbowali go pobić na stadionie, gdy wyszło na jaw, że ma już podpisaną wstępną umowę z wielkimi rywalami z Heerenveen. Nie docenił wtedy kibicowskich uczuć, największa wątpliwość związana z nim jako tymczasowym trenerem kadry po odejściu Ronalda Koemana dotyczy właśnie tego: czy będzie umiał bawić się w konwenanse i zagrać czasem pod publiczkę, jak się od trenera kadry oczekuje. 

Gdy Koeman zadzwonił, Lodeweges myślał, że to prezenter radiowy wkręca go na antenie 

Debiutuje jako selekcjoner kadry w piątek meczem z Polską w Amsterdamie. Przejął tę rolę nagle, po odejściu Ronalda Koemana do Barcelony. Zbudowali razem przez te dwa lata drużynę z przyszłością. Młodą, chętnie przejmującą inicjatywę. To nie jest Holandia, która się modli do posiadania piłki, wybiera pragmatycznie to, co zrobi największą krzywdę rywalowi. Jest tu mądry kapitan van Dijk, który stawia się raczej w roli mediatora między różnymi frakcjami, a nie dominującego lidera. To dobry punkt wyjścia dla asystenta zrobionego z dnia na dzień selekcjonerem. Ale nie jest jeszcze jasne, czy Lodeweges zostanie głównym trenerem dłużej. Wiele zależy od wyników, bez zwycięstw raczej nie obroni się wariant: Lodeweges holenderskim Hansim Flickiem, asystentem, który wyrósł na wielkiego szefa. Louis van Gaal już dał znać, że być może da się uprosić i kolejny raz przejmie kadrę. Ale na razie jest czas Lodewegesa. 

Gdy Koeman w 2018 zadzwonił i zapytał go, czy nie dołączyłby do sztabu reprezentacji, Lodeweges początkowo myślał, że to dzwoni Edwin Evers, prezenter radiowy znany z wkręcania rozmówców na antenie. Nie mógł się spodziewać telefonu od selekcjonera, bo nigdy ze sobą nie pracowali, najbliżej tego mogli być w PSV, ale i tam się rozminęli. A jednak Koeman po długim namyśle uznał, że to właśnie Lodeweges najlepiej odciąży go od trenerskich obowiązków, tak żeby on jako selekcjoner miał świeże spojrzenie na to, co razem budują. Powierzał Lodewegesowi i prowadzenie treningów, i analizy.  

"Zidiociały na punkcie piłki". Lodeweges szuka okazji, by dla kogoś  być nauczycielem  

Jak napisali w jego sylwetce Sjoerd Mossou i Maarten Wijffels z "Algemeen Dagblad", Lodeweges jest zidiociały na punkcie futbolu. Jeździ na mnóstwo meczów ligowych, na spotkania reprezentacji w każdej kategorii wiekowej, gdy tylko obowiązki pozwalają. Stał się łącznikiem kadry z innymi drużynami holenderskiej federacji. Tej więzi bardzo w ostatnich latach brakowało, kolejni selekcjonerzy budowali sobie zamknięte twierdze. To nie jest w naturze Lodewegesa. On ciągle szuka okazji do rozmowy o piłce, do sprawdzenia się jako nauczyciel, prosi, żeby mu podsyłać reprezentantów w różnych kategoriach wiekowych na warsztaty. Dobry rock, dzika przyroda i futbol – tego mu trzeba do szczęścia.  

Kiedyś Uli Hoeness, wspominając trenerów Bayernu, kpił z Juergena Klinsmanna, że zażądał wielkiego budżetu na komputery, żeby robić na nich prezentacje, a Jupp Heynckes zmieścił się w kilkudziesięciu euro na tablice i mazaki, i wygrał wszystko. Lodeweges jest z tej drugiej szkoły. Nie dlatego, że lekceważy analizę danych itd., przeciwnie. Ale analiza to jedno, potem trzeba mieć jeszcze dar syntezy. Tak, żeby potem na ławce, gdy robi się nerwowo, wystarczyła kartka, długopis i dziesięć słów, które odmienią drużynę.  

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ