Czarny scenariusz zaczął się spełniać. Koronawirus zaatakował większość europejskich krajów, wywołując chaos i panikę. Rządy państw dotkniętych epidemią starają się zapobiec kolejnym zarażeniom, wprowadzając szereg dodatkowych środków ostrożności. Jeden z nich dotyczy imprez sportowych, które masowo są odwoływane.
Odwoływane, niestety, nie są jednak wszystkie wydarzenia sportowe. Duża część z nich odbędzie się zgodnie z harmonogramem, z tą różnicą, że na trybunach stadionów nie zasiądą kibice. Tak będzie m.in. w meczach PKO Ekstraklasy i marcowych spotkaniach towarzyskich reprezentacji Polski. O ile w przypadku meczów ligowych jeszcze można taką decyzję bronić napiętym harmonogramem, mniejszymi odległościami odbytymi w podróży i – przynajmniej teoretycznie – mniejszym ryzykiem, o tyle w przypadku meczów reprezentacji takiego tłumaczenia już nie ma.
Zacznijmy od sprawy najbardziej oczywistej – przyjazdu zawodników na zgrupowanie. Przekładając na marzec listę zawodników powołanych do kadry w listopadzie, na najbliższym zgrupowaniu zespołu Jerzego Brzęczka stawią się zawodnicy z ponad 10 krajów świata, w tym ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Francji czy Włoch, czyli państw, gdzie koronawirus rozprzestrzenia się w ostatnim czasie najszybciej. Do Polski mieliby przylecieć m.in. Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik z Napoli. Czyli z klubu, którego piłkarze w ostatnim czasie nie mają w głowie treningów, a robienie zapasów na najbliższe tygodnie (sytuacja widoczna na poniższych zdjęciach).
I nie można się im dziwić, tylko trzeba zrozumieć w końcu, że piłkarze są też ludźmi, a nie jedynie dostarczycielami rozrywki, co pokazuje m.in. ostatni apel Mario Balotellego. - To jest jak wojna. Bardzo poważna sytuacja. Zamknijcie dworce, lotniska, porty i granice do momentu znalezienia lekarstwa. Zrobicie to dopiero wtedy, gdy wszyscy będziemy zarażeni?" – pisał włoski napastnik na Instagramie.
Nie wszystkich zawodników kluby zresztą będą chciały na zgrupowania puścić. Portal weszlo.com informował ostatnio, że problem z opuszczaniem domu w Rzymie ma bramkarz Romy, Łukasz Skorupski. W niemieckich mediach pojawiły się już informacje, że zakaz wyjazdów na swoich zawodników ma nałożyć Werder Brema. I bardzo dobrze, bo lepiej zapobiegać, niż reagować po czasie.
Załóżmy jednak sytuację, że w jakiś sposób uda się zorganizować zgrupowanie, na którym stawią się wszyscy powołani zawodnicy (co jest wątpliwe). I załóżmy, że do meczów towarzyskich rzeczywiście dojdzie. W takiej sytuacji przychodzi moment na nieco matematyki: Dwie drużyny (np. reprezentacja Polski i jej najbliżsi rywale) to 46 zawodników w jednym miejscu (po 23 powołanych). Do tego dochodzą trenerzy, ich asystenci, analitycy, fizjoterapeuci, rzecznicy prasowi itd. – przykładowo po 15 kolejnych osób, razem 30. W jednym miejscu już w tej chwili mamy więc skupisko niemal 80 osób. Całkiem sporo, ale to dopiero początek. Do tej liczby dodać trzeba ekipę telewizyjną, która będzie zajmowała się transmisją meczu. Trudno tu o dokładne dane, ale możemy pokusić się o przypuszczenia:
- Komentatorzy: 2
- Eksperci: 3
- Kamerzyści i realizatorzy: 20 (liczba przykładowa, prawdopodobnie zaniżona)
Razem z poprzednimi wymienionymi mamy już ponad 100 osób. Spokojnie, to wciąż początek. Do tego dochodzi kilkadziesiąt osób pracujących w charakterze stewardów, ochroniarzy i służby informacyjnej (w przypadku braku kibiców ich liczba będzie ograniczona, ale mimo wszystko na stadionie wciąż muszą być obecni). Do tego doliczyć należy służby medyczne, a także pracowników zatrudnionych na co dzień przez operatora konkretnego stadionu. I na koniec do tego wszystkiego dodać należy najliczniejszą grupę, która stawi się na stadionie – dziennikarzy i fotografów. Ich będzie około 100, do tego należy doliczyć grupę dziennikarzy zagranicznych, z krajów, z którymi kadra będzie się mierzyła w danym spotkaniu. Łącznie spokojnie możemy więc założyć, że na obiekcie w jednym momencie będzie około 300 osób. Wszyscy będą znajdować się obok siebie.
Czy można w tym przypadku mówić o imprezie masowej? Zgodnie z prawem – nie. Czy można mówić o dużym, dającym ryzyko skupisku ludzi? Tak. Wiadomo, że w tym momencie pojawia się sprawa supermarketów, kościołów, autobusów czy pociągów, którymi codziennie tysiące ludzi dojeżdża do pracy. Niektóre zakłady nie oferują jednak możliwości pracy zdalnej, wykonywania niektórych zawodów nie da się przerwać, jedzenia i picia, a co za tym idzie kupowania żywności w sklepach, także porzucić nie sposób.
Bez rozegranych dwóch meczów kadry świat się jednak nie zatrzyma. I może należy wziąć to pod uwagę, by minimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się choroby, do minimum ograniczać podróże, a także dbać o zdrowie i bezpieczeństwo piłkarzy, z których część z pewnością będzie miała obawy, przylatując na zgrupowanie.