Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wizja Brzęczka zaczęła się rozpadać? Kontuzje rozbiły plan selekcjonera

Reprezentacja Polski pod wodzą Jerzego Brzęczka ubiegłoroczne eliminacje do Euro 2020 kończyła na autostradzie, bo awans na turniej zapewniła sobie na miesiąc przed końcem kwalifikacji. Tegoroczna, ta bezpośrednia droga do turnieju dla selekcjonera Biało-czerwonych zaczęła się jednak bardzo wyboiście. Najpierw kontuzji doznał Krystian Bielik, co zdestabilizowało środek pomocy. Teraz problemów przybyło.

Trzy miesiące, a nie kilka tygodni - tyle potrwa przerwa Dawida Kownackiego. Wbrew pierwotnym doniesieniom, uszkodzenie więzadła krzyżowego w kolanie piłkarza jest na tyle poważne, że do treningów wróci on w połowie maja. Czyli tuż przed rozpoczęciem zgrupowania reprezentacji Polski przed Euro 2020. To sprawia, że szanse na udział piłkarza Fortuny Duesseldorf w turnieju są bardzo małe. Tym samym Jerzy Brzęczek ma kolejny problem do rozwiązania.

To będą pewniacy na Euro w kadrze Brzęczka? Rybus i Błaszczykowski niepewni wyjazdu [SEKCJA PIŁKARSKA #30]

Zobacz wideo

Najpierw środek, teraz skrzydła

Selekcjoner reprezentacji Polski ma za sobą pracowite tygodnie. A przecież jego drużyna nie rozegrała jeszcze żadnego meczu. Brzęczek objechał kilka stadionów w pierwszej wiosennej kolejce PKO Ekstraklasy, a ta „objazdówka” dopiero się dla niego zaczęła. Jesienią ubiegłego roku wydawało się, że 48-latek wykrystalizował sobie drużynę, z której większość zawodników wystąpi w mistrzostwach Europy. Teraz wizja tej drużyny zaczęła się nieco rozpadać.

Najpierw poważnej kontuzji doznał Krystian Bielik. Pomocnik zerwał więzadło krzyżowe przednie w kolanie, co wyłączy go z gry na dziewięć miesięcy. Dla selekcjonera to wiadomość fatalna, ponieważ to właśnie pomocnik Derby County miał tworzyć duet środkowych pomocników z Grzegorzem Krychowiakiem. I miał w tym duecie być kimś, kto odciąży pomocnika Lokomotiwu Moskwa i pozwoli mu na większe zaangażowanie w ofensywę. Teraz faworytem do gry obok jednego z liderów kadry stał się Mateusz Klich. Jeśli selekcjoner zdecyduje się na niego, Krychowiak znów zostanie „przywiązany” do środka boiska, bo Klich to zawodnik bardziej skupiający się na ataku, niż obronie. Opcją jest też Jacek Góralski, ale w jego przypadku bardziej realne są wejścia zadaniowe, czy występy w meczach z rywalami preferującymi fizyczny styl gry.

Jak się okazuje, kontuzja Bielika i problemy w środku pola były tylko preludium do tego, co czekało na Brzęczka. Do kłopotów z centralnymi miejscami środkowej formacji, doszły jeszcze jej boki.

Pewniak, któremu brakuje liczb

W tej chwili pewniakiem do gry w pierwszym składzie reprezentacji, jeśli chodzi o skrzydłowych, jest  Kamil Grosicki. Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników kadry prezentuje w ostatnim czasie na tyle dobrą formę, że kilkanaście dni temu przeniósł się z Hull City do West Bromwich Albion. I już w pierwszym występie w drużynie Slavena Bilicia zaliczył asystę. Na razie Polak zagrał w dwóch meczach WBA, ale na debiut w pierwszym składzie wciąż czeka.

Problem w tym, że odkąd Brzęczek jest selekcjonerem kadry, Grosicki liczb z angielskich boisk nie przenosi do drużyny narodowej. Do tej pory pod wodzą obecnego selekcjonera 31-latek rozegrał 13 spotkań. Strzelił w nich jednego gola i zaliczył trzy asysty. Przy takich liczbach średniej zazwyczaj nie ma sensu liczyć, ale w tym przypadku możemy się o to pokusić, by pokazać różnicę między Grosickim u Brzęczka i Grosickim u Adama Nawałki. U obecnego trenera kadry skrzydłowy ma 0,07 gola na mecz i 0,23 asysty. Z poprzednim trenerem te średnie wynosiły kolejno 0,31 (12 goli w 38 meczach) i 0,39 (15 asyst).

Zresztą nie tylko pod tym względem Grosicki wypada gorzej w reprezentacji Brzęczka. U Nawałki na pierwszego gola czekał 83 minuty, a na pierwszą asystę zaledwie 59 minut. U Brzęczka na zdobycie bramki czekać musiał natomiast 530 minut, a na asystę aż 701. I usprawiedliwieniem nie może być tu jego nieobecność na pierwszym zgrupowaniu nowego selekcjonera i opuszczenie jego pierwszych dwóch spotkań. Po przyjściu Nawałki w listopadzie 2013 roku, Grosickiego nie było na sześciu zgrupowaniach i 10 pierwszych meczach (z czego opuszczenie tylko czterech było spowodowane kontuzją).

Oczywiście, Grosicki ma dużo innych walorów i wnosi wiele dobrego. Nie wszystko da się przecież przedstawić za pomocą liczb. W obliczu kontuzji i problemów może się jednak okazać, że od jego dyspozycji na Euro będzie zależeć więcej, niż się do tej pory wydawało.

Miał wejść na chwilę, a został na dłużej

O ile na lewym skrzydle Grosicki jest zdecydowanym numerem jeden, o tyle na prawej stronie w ostatnich miesiącach takiego nie było. Selekcjoner sprawdzał tam kilka opcji, łącznie z Jakubem Błaszczykowskim, który w przeszłości na prawym skrzydle nie miał sobie w kadrze równych. Wiadomo jednak, że piłkarz Wisły nie jest już Błaszczykowskim, który zachwycał na mistrzostwach Europy we Francji, dlatego trzeba szukać dla niego alternatyw. W tej chwili faworytem do gry na prawej stronie wydaje się Sebastian Szymański, który jesienią wykorzystał otrzymaną od Brzęczka szansę. 20-latek z Dynama Moskwa rozegrał w dorosłej kadrze pięć spotkań (cztery w pierwszym składzie), w których strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę.

Szymański bardzo szybko zaaklimatyzował się w kadrze i złapał dobry kontakt z partnerami z boiska, m.in. z Robertem Lewandowskim. To właśnie dobra współpraca z kapitanem drużyny dała młodemu pomocnikowi asystę w wyjazdowym meczu z Łotwą (3:0), po którym piłkarz mówił nam o wejściu do drużyny. - Cała drużyna mi pomogła. Wszyscy zaakceptowali mnie bardzo szybko w pierwszym składzie. Kiedy widzi się wsparcie kolegów, czuje się większą pewność siebie i gra z większym luzem. Przed meczem rozmawiałem ze wszystkimi, z Robertem [Lewandowskim] też. Było widać na boisku, że złapaliśmy wspólny kontakt. W niektórych momentach fajnie to wyglądało, w niektórych trochę słabiej.

Tych momentów, w których "wyglądało to fajnie" było później znacznie więcej. Szczególnie w meczu ze Słowenią (3:2), którym Biało-czerwoni kończyli eliminacje do ME. W nim Szymański strzelił gola i pokazał, że z zawodnika, który wszedł do kadry na chwilę (zaczął od 20 minut w spotkaniu z Austrią), stał się kimś, kto może zostać w niej na dłużej.

Uniknąć kontuzji i znaleźć zmienników

Teraz głównym założeniem, a raczej życzeniem Brzęczka jest więc utrzymanie formy i zdrowia wspomnianych zawodników. A celem jest znalezienie piłkarzy, którzy będą stanowić dla nich alternatywę. Wiadomo, że m.in. błędne wybory personalne zmienników zgubiły Adama Nawałkę na mundialu w Rosji. Gdy trzeba było rozruszać grę w bocznych sektorach, on do dyspozycji miał m.in. Rafała Kurzawę, który na ważne mecze gotowy wówczas nie był, choć z drugiej strony, gdy wystąpił w spotkaniu z Japonią (1:0), zaliczył asystę przy bramce Jana Bednarka.

Teraz Kurzawy w kontekście kadry nikt już nie bierze pod uwagę, bo 27-latek po wyjeździe z Polski przepadł. Nie poradził sobie we Francji, nie zachwycił też w Midtjylland. Obecnie jest wypożyczony do Esbjerg fB, ale stamtąd do reprezentacji droga daleka.

W tej chwili mocnych kandydatów na zmienników Grosickiego i Szymańskiego jest dwóch – Przemysław Frankowski i Damian Kądzior. To, że są oni mocnymi kandydatami nie gwarantuje jednak tego, że w drużynie będą się na dłuższą metę sprawdzać. Pierwszy, w pewnym momencie skreślony przez transfer do MLS, w październiku i listopadzie wystąpił w trzech spotkaniach - z Łotwą (13 minut), Macedonią (17 minut) i Izraelem (90 minut). Macedończykom strzelił nawet gola i właśnie dlatego przeciwko Izraelowi przebywał na boisku od pierwszej do ostatniej minuty. W meczu wygranym 2:1 nie wypadł jednak najlepiej, więc odczucia pozostawił mieszane. Wiele zależeć będzie od tego, jak rozpocznie sezon MLS po długiej przerwie od treningów (w Stanach Zjednoczonych rozgrywki prowadzone są w systemie wiosna-jesień, Frankowski sezon ligowy zakończył więc w październiku).

Jeśli chodzi o Kądziora,  on w Dinamie Zagrzeb prezentuje się bardzo solidnie. W 24 meczach we wszystkich rozgrywkach strzelił dziewięć goli i zaliczył siedem asyst. Jedną z tych asyst popisał się w meczu Ligi Mistrzów z Manchesterem City (1:4). W reprezentacji jego liczby wyglądają już jednak znacznie gorzej. Pod wodzą Jerzego Brzęczka 27-latek trzykrotnie wybiegł na boisko, przebywając na nim kolejno 21, 11 i 13 minut. To 13 minut w starciu z Izraelem (4:0) wystarczyło mu jednak do tego, by strzelić gola. Podobnie więc jak w przypadku Frankowskiego, na razie w reprezentacji Kądzior jest w pewnym sensie niewiadomą.

Za późno na nowych?

Poza Grosickim, Szymańskim, Frankowskim i Kądziorem opcji selekcjoner ma oczywiście znacznie więcej. Do kadry od jakiegoś czasu dobija się Paweł Wszołek, który przypomniał o sobie powrotem do Polski i grą w Legii Warszawa. Do dorosłej drużyny wchodzi także Kamil Jóźwiak, który w listopadowym meczu ze Słowenią zaliczył debiut w pierwszej kadrze, wchodząc na boisko na cztery ostatnie minuty spotkania. Przy ich nazwiskach w kontekście reprezentacji też trzeba postawić jednak znaki zapytania – pierwszego dawno w niej nie było i dopiero odbudowuje formę, a przede wszystkim pozycję w hierarchii polskich skrzydłowych, natomiast drugiemu brakuje doświadczenia na międzynarodowym szczeblu.

Doświadczenia i ogrania nie brakuje natomiast zawodnikowi, wokół którego od przyjścia Brzęczka powstaje najwięcej kontrowersji – Jakubowi Błaszczykowskiemu. Wiadomo, że 34-latek w formie to cenne wzmocnienie każdego zespołu. Problem w tym, że z formą ostatnio bywa u niego różnie. A może nawet nie tyle z formą, co ze zdrowiem - w tym sezonie były piłkarz m.in. Borussii Dortmund z powodu kłopotów zdrowotnych opuścił aż 10 spotkań ekstraklasy. Ale kiedy już na boisku był, to prezentował się nieźle. W 11 występach strzelił dwa gole i zaliczył trzy asysty.

Pytań jest więc wiele – w jakim miejscu w maju będzie znajdował się Błaszczykowski, czy kontuzje nie wyeliminują kolejnych piłkarzy, czy na sprawdzanie nowych graczy nie jest za późno, a przede wszystkim, czy  Jerzy Brzęczek udźwignie na swoich barkach wszystkie napotkane problemy. Eliminacje Euro Polacy pod jego wodzą zakończyli na autostradzie, bo awans zapewnili sobie już miesiąc przed ich zakończeniem. Tegoroczna droga do samego turnieju zaczęła się jednak bardzo wyboiście.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ