Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niedawny reprezentant wróci do kadry? Brzęczek go obserwuje. "Mam cel, żeby pojechać na obóz przed Euro"

- Wierzę, że jeszcze mogę grać w reprezentacji. Mam taki cel, żeby pojechać z nią na obóz przygotowawczy przed Euro - mówi Sport.pl Rafał Pietrzak. Zdradza, że po transferze do Excelsioru Mouscron miał kontakt z Jerzym Brzęczkiem. Opisuje też jak Belgia zrobiła z niego lepszego gracza i dlaczego niemiecki trener kazał mu "kopać swoich kolegów".

Rafał Pietrzak w lipcu 2019 roku przeszedł z Wisły Kraków do Excelsioru Mouscron grającego w belgijskiej Jupiler League. 8 miesięcy wcześniej dostał ostatnie powołanie od Jerzego Brzęczka, który sprawdził go w dwóch meczach reprezentacji Polski z Włochami i Irlandią. Lewy obrońca zagrał w nich 28 minut. 

Dlaczego w Polsce tak trudno zbudować mocny klub [SEKCJA PIŁKARSKA]

Zobacz wideo

Kacper Sosnowski: Bliżej do kadry jest z klubu środka Ekstraklasy, czy środka ligi belgijskiej, która w rankingach wyprzedza polskie rozgrywki o 20 pozycji?

Rafał Pietrzak: Nie do mnie pytanie. Ja staram się grać i trenować jak najlepiej mogę, a selekcjoner zadecyduje czy wyśle mi powołanie. Swoje pięć minut w reprezentacji miałem jako gracz Wisły Kraków, a potem chciałem spróbować swoich sił za granicą. Marzyłem o mocniejszej lidze na zachodzie. Trafiłem do Belgii, bo z Mouscron przyszła konkretna oferta. Czy stąd jest bliżej do kadry nie wiem, bo nie wysyłam powołań.

Na temat tych przenosin do Belgii była okazja porozmawiać z Jerzym Brzęczkiem?

- Ten transfer potoczył się bardzo szybko. Miałem dwa dni, aby się spakować i tu przyjechać. Podzwoniłem trochę po naszych piłkarzach grających w Belgii, rozmawiałem z Marcinem Wasilewskim. Byłem w stałym kontakcie z trenerem Berndem Hollerbachem z Mouscron. Usłyszałem, że on mnie bardzo chce, że mnie obserwował. To mi wystarczyło. Jedyny kontakt jaki miałem z selekcjonerem był już później, kiedy reprezentacja wywalczyła awans na Euro. Wysłałem mu SMS z gratulacjami. Podziękował i powiedział żebym, walczył, trenował na pełnych obrotach i grał w meczach. Dodał, że jestem obserwowany.

To dał małą nadzieję, że zaproszenie do kadry nie było jednorazową przygodą.

- Wierzę, że jeszcze mogę być w tej reprezentacji. Mam taki cel, żeby pojechać z nią na obóz przygotowawczy przed Euro 2020. Jak się uda będę zadowolony. Jak nie to będę dalej mocno trenował.

Tym bardziej, że mówimy o pozycji lewego obrońcy - newralgicznej, na której zawsze są niedobory. Jak byłby pan napastnikiem i grał w Muscorn to bym o kadrę tak nie pytał, ale że konkuruje pan z 30-letnim Maciejem Rybusem z Lokomotiwu, który ostatnio miał sporo problemów zdrowotnych czy Arkadiuszem Recą ze Spal, który regularnie gra od niedawna to pewnie warto mieć Pietrzaka na radarze.

- Nie czuję się od tych zawodników gorszy. Wierzę w to, że przyjdzie mój czas. Że jak tylko będę systematycznie grał w Mouscron to te powołanie tu do Belgii zostanie wysłane.  

Te 20 rankingowych miejsc, które dzieli Ekstraklasę od Jupiler League były odczuwalne dla pana organizmu od pierwszych tygodni treningów w Mouscron?

- W klubie pojawiłem się po tym jak koledzy wrócili z obozu przygotowawczego. Mówili, że trenowali bardzo intensywnie. Przez pierwsze dwa tygodnie przekonywałem się na własnej skórze, że nie kłamali. Było ciężko. To był duży przeskok. Tym bardziej, że trenera i sztab szkoleniowy mamy z Niemiec. Oni przykładają bardzo dużą wagę, do przygotowania fizycznego. Praktycznie we wszystkich meczach, które graliśmy, biegaliśmy więcej niż nasz rywal. Taka też jest w lidze opinia o nas, że ci z Mouscron biegają przez 90 minut albo i dłużej. Jeśli chodzi o sprawy sportowe, to nie czułem dużej różnicy, byłem na dobrym poziomie. W Wiśle też graliśmy w piłkę. Najważniejsze były jednak te aspekty fizyczne. Po obozie na którym mnie nie było, trener przyznał mi zresztą, że muszę sam przejść taki mini obóz, by wskoczyć do składu. Cieszę się, że mnie nie okłamał, bo dobrze wykonałem swoją pracę, a on dawał mi szansę w kolejnych meczach. Wykorzystałam ją, bo byłem wstawiany do składu już cyklicznie. Właściwie do końca listopada.

Dla niemieckich trenerów słowo “bieganie” jest święte. Dawid Kownacki przyznał mi kiedyś, że jak zawodnicy Fortuny podczas meczu zrobili 108 zamiast 113 km, to następnego dnia od rana trener wyrównywał im zaległości.

- My na szczęście na meczach biegamy więcej niż rywale, ale muszę potwierdzić, że Niemcy chyba mają obsesję na punkcie biegania. Jak mamy wolny dzień lub jest jakaś przerwa, to pierwszym od czego zaczynamy pracę w klubie jest godzina biegania. Trener chce byśmy od razu wskoczyli na odpowiedni poziom tlenowy, by do meczu przygotowywać się już z innego pułapu.

Jak mówiłem ile tu biegamy kolegom z Wisły i pokazywałem, to co robiliśmy tamtejszemu trenerowi od przygotowania fizycznego, to wszyscy byli mocno zdziwieni.  Teraz wiem jednak po sobie, że można robić kilometry w lesie, a chwilę potem mocno biegać podczas meczu.

To po pół roku w Belgii jest pan gotowy na półmaraton?

- Jak miałem 5 dni wolnego po świętach w grudniu to pojechałem do Polski. Tak jak wszyscy dostałem rozpiskę, co mam wtedy robić. Jak ją przeczytałem złapałem się za głowę. Było m.in 15 kilometrów i to w dość szybkim tempie. Koledzy z klubu pewnie byli zdziwieni mniej, ja to miałem pierwszy raz. Krótka przerwa między rundami i tak intensywne treningi indywidualne. Zdawałem sobie jednak sprawę, że jak zadań z listy dokładnie nie wykonam, to potem będzie ciężko na treningach. Pokonywałem więc codziennie w Sosnowcu, te zaplanowane przez trenera kilometry. W Ekstraklasie w życiu by mi nikt tyle ich nie rozpisał. Aż sam się zdziwiłem, że to przebiegłem. Łatwo było jednak potem w styczniu wrócić do treningów.

Te obciążające zajęcia przekładają się na parametry w czasie meczów?

- Trener powiedział mi kiedyś, że analizowali moje statystyki i dane z Ekstraklasy, a potem porównywał je do tych z Belgii. Na początku były podobne. Po jakimś czasie okazało się, że teraz podczas meczów biegam dużo więcej. Zresztą czuję po sobie, że mogę więcej biegać, bo moje ciało na te obciążenie jest gotowe. Teraz nie mam problemu, by w 90 minucie ruszyć na obieg. Jest z czego depnąć.

Co te pół roku w Belgii jeszcze panu dało?

- Chyba poprawiłem nieco grę w defensywie. Jestem w dobrej sytuacji, bo mój trener podczas swojej kariery grał na pozycji lewego obrońcy. Grał w dobrych klubach (HSV i Kaiserslautern - przyp. red.). Występował w Lidze Mistrzów. Mam się od kogo uczyć. Zresztą często na ten temat rozmawiamy. On jak obserwował moje mecze w ekstraklasie zwrócił mi uwagę, że często dobrze i fajnie grałem do przodu ale w defensywie miałem braki. Na treningach oczekiwał ode mnie, że będę “kopał swoich kolegów” - tak to ujął. Chciał bym był po prostu bardziej agresywny. Śmiał się, że na co dzień jestem dla wszystkich miły i wszyscy mnie lubią, ale na treningach muszę szarpać i gryźć, robić ślizgi. Potem jak na jednych zajęciach sfaulowałem trzech kolegów i powiedziałem w szatni, że trener kazał mi grać ostrzej, to się ze mnie śmiali. Teraz już trochę zmieniłem do tego podejście. Wiem, że nie mogę być dla wszystkich zbyt dobry. Trener to ujął tak, że w drużynie nie walczy się o nowych przyjaciół, tylko walczy się o swoje miejsce w wyjściowej jedenastce. Kiedyś jak na obozie kolega nie podał mi do pustej bramki, a sam nie trafił, to się nie odzywałem. Stwierdziłem: trudno. Trener zwrócił mi uwagę, że powinienem do niego podejść złapać za kark i zapytać dlaczego nie dograł mi piłki? Uczę się tego.  

Jak zobaczyłem jakieś starsze nagrania z występów trenera, to już wiem skąd u niego taka filozofia gry i zwracanie uwagi na mocną grę. On od dawna miał zasadę, że piłka może przejść, ale rywal już nie.

To teraz jak drugi i trzeci raz kolega zostanie zrugany, że nie podał w dobrej sytuacji to może pana występy - szczególnie w ofensywie - będą bardziej zauważalne w statystykach. W Wiśle Pietrzak był znany z asyst i goli, teraz jest o panu ciszej.

- To może też wynik tego, że liga belgijska nie jest pokazywana w polskich telewizjach i nie jest tak popularna. Mam dwie asysty, a 3 razy zostałem tu wybrany do jedenastki kolejki. Jak ktoś mnie obserwuje, to wie co u mnie słychać. Robię swoje. Co to da? Zobaczymy.  

O Mouscron było głośno na początku sezonu, bo rozpoczęliście go znakomicie. Długo byliście w pierwszej piątce tabeli.

- Mieliśmy nawet 3. miejsce i tyle samo punktów co Club Brugge. Potem przytrafiła się nam mała zadyszka. Teraz musimy walczyć o to, by zadomowić się w pierwszej części tabeli. Z rywalami gra się już trudniej, bo oni chyba bardziej nas szanują i się do tych spotkań przykładają.

Na razie z przeprowadzki na zachód wydaje się pan być zadowolonym. Kto najbardziej zachwalał Belgię? Była szansa na inny kierunek?

- Miałem tematy z Turcji z Arabii Saudyjskiej, czy nawet oferty z Polski. Po rozmowie z Marcinem Wasilewskim o lidze belgijskiej (grał w Anderlechcie przez 6 lat - przyp. red.) czy przez sygnały od braci Żewłakow wiedziałem, że nie jest tam łatwo, ale można sobie poradzić i da się wybić. Podjąłem wyzwanie. Chciałem grać w mocnej lidze. Jakbym patrzył na pieniądze, to byłbym teraz w Arabii Saudyjskiej, chodził na treningi i liczył kolejne wypłaty. Jeśli chciałbym zarabiać więcej niż w Wiśle, to mogłem przyjąć nawet oferty z Legii czy Lechii. One finansowo były nawet lepsze niż ta z Mouscron, ale nie podjąłem tematu. Nastawiłem się na zagranicę. Takie miałam marzenie i pomysł na swoją karierę.

W Belgii o wypłaty się nie martwię. Zwykle przychodzą one nawet przed czasem, ale nie ma tu kolosalnego finansowego przeskoku w stosunku do Polski.

Jest za to kraj, który szkoli znakomitych zawodników. To widać głównie po reprezentacji.

- Siłę belgijskiej piłki pokazuje właśnie jej kadra narodowa. W Belgii wszędzie stawiają na młodych piłkarzy. Ja mam 27 lat, a w klubie jestem jednym ze starszych. Anderlecht teraz gra młodzieżą, stawia się też na nią w Gent i Genk. Ta młodzież potem szybko znajduje zatrudnienie w najlepszych ligach, a kluby na tym dobrze zarabiają. Z tej młodzieży potem korzysta też reprezentacja, obecnie chyba jedna z najmłodszych w Europie.

Szatnia w Mouscron jest międzynarodowa, Belgów tam mało. Są Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Austriacy, reprezentanci Bałkanów, czy Afryki. To utrudnia funkcjonowanie?

- Jest grupka, która mówi po francusku, ale obcokrajowcy przeważnie trzymają się razem. Rozmawiamy po angielsku, zresztą trener Berndt Hollerbach też używa tego języka, by dotrzeć do całej drużyny. Ja z francuskiego znam na razie tylko boiskowe podstawy i kilka słów do codziennej komunikacji. Oczywiście fajnie byłoby się go nauczyć, ale wymiana informacji i tak odbywa się u nas po angielsku.  

Niektórzy obecni zawodnicy Mouscron niedawno grali w La Liga czy Primera Division. Poziom kolegów jest wysoki?

- Mamy reprezentanta Kamerunu, to Patrice Oninga. Są reprezentanci Czarnogóry - Deni Hocko i Marco Bakić. Jest Alex Garcia, który przeszedł do nas z Manchesteru City. Jest Kevin Wimmer, który grał w Tottenhamie. Są chłopaki, którzy grali w szkółkach czy drugiej drużynie Barcelony. Jest fajna ekipa, choć młoda. No ale przez to dająca perspektywę na przyszłość. 

Był pan jednym z graczy mających na koncie mecze w reprezentacji. Koledzy podpytywali coś o naszą kadrę lub polską ligę?

-Najpierw jak przyszedłem, to się przekonałem, że potrafią po polsku kilka słów, ale tych nie nadających się do cytowania (śmiech). Potem jak ktoś dopytywał o Wisłę Kraków to pokazałem kawałek meczu z Legią. Chłopaki jak to zobaczyli to się dziwili po co do Mouscron przyszedłem (śmiech). Tu mamy mały stadion. Kibiców na mecze chodzi średnio około dwóch tysięcy. Spotkania przy 15 tysiącach można powspominać, nie mówiąc już o tych przy pełnych trybunach i 30 tysiącach widzów. Dlatego jedną z rzeczy jakiej mi tu brakuje jest atmosfera meczowa. Wiadomo, że inaczej jest w Brugii, Liege czy Brukseli, ale inne kluby mogą Polakom pozazdrościć.    

Meczu Wisła - Legia był hitem szatni Excelsioru? 

- Niektórzy potem cały czas podpytywali i interesowali się co tam w Wiśle i czy ciągle chodzi na nią tyle osób. Byli pod wrażeniem atmosfery. Generalnie niektórzy też zainteresowali się Polską. Jeden z kolegów na tę krótką przerwę po świętach poleciał nawet do Warszawy z dziewczyną. Chciał zobaczyć nasz kraj. Bardzo mu się podobało. Mówił jedynie, że trochę za zimno.  

Sytuację w Wiśle śledzi pan na bieżąco?

- Mecze, jak tylko mogę oglądam wszystkie. Mam dobry kontakt z kolegami w klubie. Przez ten trudny dla Wisły czas bardzo się zżyliśmy. Kibicuję im. Trzymam kciuki, by wygrywali. To jest teraz dla Wisły najważniejsze.

Święta wszyscy w Mouscron spędzili w klubie, trochę z przymusu, bo liga belgijska 26 grudnia też miała swój Boxing Day.

- W Wigilię i Boże Narodzenie mieliśmy zajęcia. Wolne były wieczory. Tu wszystko podporządkowane jest meczom, więc nie było taryfy świątecznej. Podczas tych świątecznych wieczorów nie byłem jednak sam. Mam rodzinę w Londynie. Przyjechali mnie odwiedzić i było miło.

W najbliższej kolejce gracie z Anderlechtem. W tym sezonie utytułowana drużyna postrachem ligi jednak nie jest. W tabeli ledwo was wyprzedza.

- Ale markę ma. Respekt wzbudza. Graliśmy z nimi w tym sezonie już chyba z osiem razy, bo były sparingi w przerwach na reprezentacje, puchar Belgii, sierpniowe spotkanie ligowe. Dobrze się znamy. Szykuje się fajny mecz. Obym zaczął go w wyjściowym składzie.

Po jesieni, kiedy grał pan dużo, w grudniu częściej była ławka rezerwowych. Trener miał jakieś uwagi?

- Najpierw miałem drobną kontuzję, potem jak byłem zdrowy przytrafił się słabszy mecz. Szkoleniowiec chciał coś zmienić, więc musiałem poczekać na swoją szansę. Od nowego roku gram dość regularnie. Tu jest jednak dwudziestu pięciu zawodników na podobnym poziomie. O miejsce w składzie na prawdę trzeba walczyć codziennie.    

Marcin Żewłakow w Excelsiorze grał 7 lat, to klub w którym Pietrzaka też będziemy oglądać dłużej?

- Zobaczymy. Koszulki braci Żewłakow w klubie wiszą. Co mnie zaskoczyło wszyscy dość sprawnie wymawiają ich nazwisko. Z Pietrzakiem mają problem. Łatwiej przychodzi im “Rafa”, trener opanował już pełną wersję imienia z wyraźnym “ał” na końcu. Chwilę na te swoje nazwisko trzeba popracować. Na razie ich jego uczę.

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Football LIVEFootball LIVE Football LIVE

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ
Komentarze (4)
Niedawny reprezentant wróci do kadry? Brzęczek go obserwuje. "Mam cel, żeby pojechać na obóz przed Euro"
Zaloguj się
  • debordian

    Oceniono 1 raz 1

    Szok. Pojechał do Belgii i dowiedział się, że tam piłkarze normalnie trenują, a w Polsce tak, że w drugiej połowie nie mają sił na bieganie. Ktoś jeszcze się dziwi, że młodzi zawodnicy uciekają z tej amatorskiej ligi? Jeśli tak i nazywa to brakiem ambicji, to niech zamknie własną firmę i zatrudni się w Żabce.

  • copamundial8

    0

    Jak by któryś z polskich klubów zatrudnił takiego trenera, to w pierwszym sezonie bronili by się przed spadkiem ze zmęczenia. Jednak w kolejnym sezonie walczyli by o mistrza.

  • pjck

    0

    Jak to jest, że jak u nas mocniej ich przyciśniesz na treningach, to są później "zajechani"? Inaczej jedzą, czy co?

  • louis_von_cypher

    0

    raczej to będzie EURO bączek.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX