Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Artur Boruc szczerze o swojej karierze: Co bym zmienił? Pewnie mniej bym pił

- Wydawało mi się wtedy, że alkohol jest mi potrzebny. Że pijąc, robię dobrze, że to słuszna decyzja. Zresztą to był etap, w którym każdą swoją decyzję uznawałem za fajną. Młodzieżowa głupawka. To chyba dobre określenie - mówi Artur Boruc o latach spędzonych w Legii i Celticu w obszernej rozmowie z WP SportoweFakty.

Po latach, gdy patrzy pan na wiele spraw z dystansem, coś by pan zmienił? - pyta Artura Boruca na wstępie redaktor WP SportoweFakty. - Pewnie mniej bym pił - odpowiada szczerze Boruc. - Z jednej strony alkohol czasami pomagał, bo na przykład na rauszu starałem się dwa razy bardziej i rzeczywiście dzięki temu lepiej szło mi na boisku. Ale często przeszkadzał w życiu - tłumaczy Boruc. I dalej wyjaśnia: Wydawało mi się wtedy, że jest mi potrzebny. Że pijąc, robię dobrze, że to słuszna decyzja. Zresztą to był etap, w którym każdą swoją decyzję uznawałem za fajną. Młodzieżowa głupawka. To chyba dobre określenie - mówi Boruc i wskazuje, że woda sodowa uderzyła mu do głowy, kiedy grał w Legii (1999-2005) i Celticu (2005-2010).

- W Legii bardzo długo nie mogłem pić alkoholu, ponieważ się leczyłem. I bardzo fajnie wspominam ten okres. W Szkocji dostosowałem się do tamtejszych zwyczajów. Na Wyspach idzie się ze znajomymi do pubu, zamawia piwa i siedzi. W Glasgow było z kim, wychodziliśmy czasem z Johnem Hartsonem, Chrisem Suttonem, Stiliyanem Petrovem czy Neilem Lennonem. Uczestniczyłem w tym wszystkim całym sobą. Myślałem, że tak trzeba, nie protestowałem, nie czułem, że wypadałoby coś zmienić. Zamknąłem się w czymś takim na kolejne kilka lata i w tym tkwiłem - wyjawia Boruc. I przyznaje, że grał kiedyś "na podwójnym gazie", ale nie chce powiedzieć gdzie i z kim.

Zobacz interwencje Boruca, które robiły furorę!

Zobacz wideo

Boruc miał w karierze wiele meczów i udanych interwencji, z których został zapamiętany. Niestety były też takie spotkania, o których jak najszybciej chciałby zapomnieć. Choćby to Belfaście, w marcu 2009 r., z Irlandią Północną (2:3), kiedy po mocnym podaniu od Michała Żewłakowa (na marginesie: bliskiego przyjaciela Boruca) nie trafił w piłkę, a ta wtoczyła się do jego bramki.

- Belfast? Mało tam było piłki, na głowę naciskały sprawy prywatne. U mnie zawsze życie brało górę nad tym, co działo się w sporcie. Sport bardziej pomagał odbić się od problemów, dawał fajne chwile. Ale wydaje mi się, że po Belfaście wyprostowałem się w miarę szybko. Nie pamiętam, ile mi to zajęło: parę kilo, kilka butelek. Alkohol ma to do siebie, że albo cię rozwesela, albo dołuje. Z reguły jestem wesołą osobą, ale wtedy miałem raczej większego doła - mówi Boruc.

Boruc ostatni mecz w kadrze rozegrał 14 listopada 2016 r. Polska w towarzyskim spotkaniu rozegranym we Wrocławiu zremisowała 1:1 ze Słowenią. Od pięciu lat jest bramkarzem angielskiego Bournemouth, z którym związany jest kontraktem do końca sezonu.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ