Z dużym prawdopodobieństwem był to mecz, w którym najbardziej było widać autorski plan Jerzego Brzęczka. Selekcjoner zdecydował się wykorzystać ofensywnie usposobionych bocznych obrońców i desygnował do pierwszego składu Jacka Góralskiego, dzięki czemu wyżej mógł operować Krychowiak, dzielący się w ten sposób obowiązkami "ósemko-dziesiątki" z Zielińskim. Do tego dość często głęboko schodził Lewandowski, by pomagać tworzyć przewagę w ścisku w środku pola, a skrzydłowi grali bardziej indywidualnie, starając się samodzielnie stworzyć przewagę. Tam też było zdecydowanie więcej miejsca, Grosicki i Szymański musieli walczyć o piłkę 12 razy. Sam Lewandowski robił to o 9 razy więcej. Mimo tej aktywności w starciach bezpośrednich, kreowanie ataków przez środek nie przynosiło zbyt wiele dobrego i uciekaliśmy z akcjami do boków. Akcje flankami zakończyliśmy strzałem 11 razy, ataki środkiem - tylko 3. Choć pod kątem personaliów i domniemanego pomysłu na grę można było dostrzec zmianę, w praktyce w rozgrywaniu aż tak wiele się nie zmieniło. Na plus jednak należy zapisać Polakom, że nie przegrali bitwy o środek pola, gdzie Macedończycy sprawiają najlepsze wrażenie.
Przesunięcie wyżej Krychowiaka i zwolnienie go po części z zadań ofensywnych spowodowało lepsze krążenie piłki na połowie rywala. Mniej pilnowany był Zieliński, obaj mogli się wymieniać w roli zawodnika, który schodził w głąb pola i wspierał bardziej defensywnych zawodników w rozegraniu. Momentami ciężar rozgrywania starał się brać na siebie również Góralski, jednak blisko połowa z jego zagrań to podania bezpieczne i oparte na utrzymanie się przy piłce. Skoro taki wynik został osiągnięty ze stosunkowo słabym i niezbyt wysoko pressującym rywalem, nie należy się spodziewać cudów s meczach z silniejszymi przeciwnikami. Jednak ze swojej roli odciążenia Krychowiaka z zadań defensywnych wywiązał się znakomicie. Miał najwięcej odbiorów i przejęć piłek, wygrał też zdecydowanie najwiecej pojedynków w defensywie. A że przy rozegraniu był mniej użyteczny? Cóż, gdyby był skuteczny w obu elementach rzemiosła prawdopodobnie zabijałyby się o niego najlepsze europejskie kluby.
O ile w pomocy gra wyglądała przyzwoicie, wykończenie znowu zależało dość mocno od indywidualności, a ze stworzeniem zagrożenia po płynnych akcjach było ciężko. Przy obu golach doskonałą pracę wykonał Lewandowski, a choćby poprzeczka Zielińskiego to bardziej efekt magicznego przyjęcia piłki niż wspaniałego rozegrania piłki, sprawiającego, że zawodnik znajdzie się w czystej pozycji do oddania strzału. Expected Goals Polaków w tym meczu to 1,73, jednak rozkłada się aż na 19 strzałów. Tym samym średnio były to sytuacje, w których gol realnie pada po jednym strzale na dziesięć. Oprócz tego najlepsze okazje były tworzone przy grze szybszej i bardziej bezpośredniej. Lewandowski zawsze będzie groźniejszy, gdy otrzyma piłkę w okolic pola karnego, jednak w ramach cierpliwego ataku pozycyjnego z przyzwoitym rywalem wydaje się to mało realne. Nawet z Macedonią musiał często schodzić w głąb pola i pomagać w rozegraniu, a Polacy mimo to mieli problem ze stwarzaniem sobie sytuacji. Kiedy zaś dostawał dłuższą piłkę na 18 metr, natychmiastowo robiło się groźniej. Mimo wszystkich wysiłków i zmian, pozostajemy najmocniejsi w tym, w czym pozostawaliśmy - szybsze dłuższe zagrania, ewentualnie przedarcia się Grosickiego przeciwko trzem rywalom.
Po meczu zapanowała trudna do wyjaśnienia euforia, wspominano nawet o "micie założycielskim". Tymczasem w pokonanym polu pozostawiliśmy europejskiego przeciętniaka, z którym stracenie punktów byłoby kompromitacją. To pokazuje jak bardzo obniżyły się oczekiwania względem tej kadry. Ciężko dopatrzeć się w jej grze wyraźnego postępu, stosunkowo łatwo przychodzą zwycięstwa z rywalami, gdzie triumf jest niemal obowiązkiem, ale kiedy średniej klasy przeciwnik zagra dobry mecz, mamy sporo problemów. To może być wina trenera, ale nie musi. Możliwe, że po poprzednich Mistrzostwach Europy mamy nieco zawyżone oczekiwania w stosunku do naszej reprezentacji. Obecność wśród 24 najlepszych drużyn kontynentu to oczywistość. Wśród 16 - mimo wszystko nadal obowiązek. Ale czasy, gdzie realnie mogliśmy myśleć o półfinale, bo czołówka nie była aż tak daleko od nas, chyba jednak minęły.