Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Igrzyska Europejskie w Krakowie? "Budżetu nie ma, PKOl nie chce pokazać wniosku. Do końca nie wiadomo, co to za zawody"

- Naszym zdaniem tego typu impreza ma być pokazem siły Prawa i Sprawiedliwości. Już w 2010 roku Jarosław Kaczyński deklarował, że chciałby letnich igrzysk olimpijskich w Polsce. Na to szanse są bardzo małe, więc ma być impreza niby podobna. Ale mieszkańcy wiedzą, że to zawody bez znaczenia, już widać wśród nich bardzo dużą mobilizację - mówi Tomasz Leśniak ze Stowarzyszenia Miasto Wspólne.

Kilka lat temu to współtworzona przez członków tego stowarzyszenia inicjatywa Kraków Przeciw Igrzyskom doprowadziła do referendum, w którym krakowianie sprzeciwili się pomysłowi organizacji przez miasto zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku.

W 2015 roku w Baku odbyła się pierwsza edycja Igrzysk Europejskich. Druga właśnie trwa w Mińsku, a trzecia ma się odbyć w 2023 roku w Krakowie. Taką decyzję 22 czerwca podjął Europejski Komitet Olimpijski. Poza Krakowem nie było chętnych do organizacji imprezy, która jest kosztowna, a cieszy się małym zainteresowaniem i ma niewielki prestiż.

Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: W maju 2014 roku doprowadziliście do referendum, w którym 70 proc. głosujących stwierdziło, że nie chce, by Kraków ubiegał się o organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku. Minęło pięć lat i marszałek województwa małopolskiego ogłosił, że w 2023 roku Kraków zorganizuje Igrzyska Europejskie. Doprowadzicie do kolejnego referendum?

Tomasz Leśniak: Jest na to duża szansa, bo reakcja mieszkańców na informację, że Kraków będzie gospodarzem Igrzysk Europejskich, jest jednoznaczna. Z tego, co obserwujemy, jest to reakcja bardzo negatywna.

Gdy chodziło o prawdziwe, wielkie igrzyska olimpijskie, nie od razu krakowianie byli niechętni, prawda?

- Wtedy większość mieszkańców była początkowo przychylna tej idei, ale w trakcie dyskusji o igrzyskach mieliśmy możliwość pokazania również ich negatywnych skutków, na przykład problemów miast-gospodarzy z zadłużeniem, i poparcie dla ich organizacji spadało. Aż w głosowaniu miażdżąca większość zdecydowała, że nie będziemy igrzysk organizować. Teraz od początku ludzie są negatywnie nastawieni. A większość pierwszy raz usłyszała o tej imprezie w momencie, w którym poinformowano, że Kraków będzie jej gospodarzem. Nawet dziennikarze do końca nie wiedzą, co to za zawody.

Trudno się dziwić, że nie pasjonujemy się takimi igrzyskami, na których nasz wicemistrz Europy w trójskoku został zgłoszony do skoku wzwyż i osiągnął wynik, który mógłby mu nie dać medalu mistrzostw Polski w rywalizacji kobiet.

- (Śmiech) to jest dobre podsumowanie. My się zwróciliśmy do różnych urzędów z prośbą, żeby nam udostępniły wniosek aplikacyjny i budżet igrzysk. Dostaliśmy odpowiedzi, że jedyną instytucją, która ten wniosek posiada, jest Polski Komitet Olimpijski. Niestety, PKOl nie chce nam wniosku udostępnić. A budżetu nie ma.

Na pewno nie ma? Marszałek Małopolski Witold Kozłowski twierdzi, że koszt organizacji imprezy wyniesie 150-200 mln złotych.

- To jest zgadywanie, zwykły strzał. Ani prezydent Krakowa nie ma żadnych informacji na temat budżetu, ani Urząd Marszałkowski, bo nam w ten sposób odpisywał, ani nawet PKOl, który z kolei twierdzi, że budżet to nie jest jego sprawa.

Już widzimy, że nie wygląda na to, żeby rząd chciał w całości sfinansować igrzyska, ale wyobraźmy sobie, że jednak to zrobi. Czy wtedy Stowarzyszenie Miasto Wspólne i tak chciałoby przeprowadzić referendum, czy uznalibyście, że skoro miasto nie poniesie kosztów, to imprezę warto zorganizować?

- Skoro mieszkańcy już raz opowiedzieli się przeciwko organizacji dużej imprezy sportowej, to trzeba się zastanowić, czy przez pięć lat zdanie mieszkańców mogło się jakoś diametralnie zmienić. Politycy nawet nie próbują bronić pomysłu organizacji Igrzysk Europejskich. Nie słyszeliśmy żadnych konkretnych argumentów, po co mielibyśmy to robić. Jeśli rząd miałby w całości je sfinansować, to i tak należałoby postawić pytanie, jakie konkretnie zadania będą finansowane. Przecież to by były pieniądze ze skarbu państwa i powinna być wybroniona sensowność ich wydawania. Wydaje mi się, że będzie o to bardzo trudno.

"Z takimi dużymi wydarzeniami nie ma samych kosztów. Są też dochody" - tak mówił w Radiu Kraków marszałek Kozłowski i zastanawiał się już, jak zysk będzie dzielony. Według pana Kraków mógłby zarobić na przykład na turystach, na sprzedaży biletów?

- Można śmiało powiedzieć, że w sezonie wakacyjnym Kraków nie potrzebuje więcej turystów niż ma. A czy na Igrzyskach Europejskich da się zarobić? Kiedy dyskutowaliśmy o zimowych igrzyskach, to mieliśmy masę badań, do których mogliśmy się odwoływać - o wpływie igrzysk w wymiarze ekonomicznym na zatrudnienie, na turystykę itd. Natomiast Igrzyska Europejskie są tak enigmatyczną imprezą, że nie możemy się dokopać do żadnych badań na ich temat.

Na pewno wiadomo, że nikt poza Krakowem nie chciał organizować następnej edycji, choć nawzajem gratulujący sobie politycy twierdzą, że inni kandydaci byli, ale się wycofali, uznając, że z Krakowem nie mają szans.

- Naszym zdaniem tego typu impreza w Polsce ma być pokazem siły Prawa i Sprawiedliwości. Już w 2010 roku Jarosław Kaczyński deklarował, że chciałby letnich igrzysk olimpijskich w Polsce. Na to szanse są bardzo małe, więc ma być impreza niby podobna. Ale mieszkańcy wiedzą, że to zawody bez znaczenia, już widać wśród nich bardzo dużą mobilizację, więc nawet jeśli będzie trzeba zbierać podpisy o organizację referendum, to może się udać.

Ile podpisów trzeba zebrać?

- Około 60 tysięcy, to jest 10 proc. mieszkańców Krakowa mających prawo do głosowania. Ale myślę, że podzielone mogą być zdania wśród radnych. Radni pamiętają doświadczenie z 2014 roku, dlatego wśród nich może być poparcie dla referendum. Oni mogą zainicjować referendum, wtedy nie będziemy musieli zbierać podpisów.

Tak było w 2014 roku?

- Wtedy było tak, że my byliśmy już gotowi przeprowadzać zbiórkę podpisów, ale prezydent Jacek Majchrowski w ostatniej chwili zrobił zwrot i powiedział, że jest za referendum i rada musiała je uchwalić.

Z wypowiedzi prezydenta Majchrowskiego wynika, że nie jest zwolennikiem Igrzysk Europejskich, więc może znów to on zdecyduje o referendum?

- Prezydent powiedział już, że jeśli referendum, to wojewódzkie. Naszym zdaniem to ma średni sens, bo nie wiadomo, które miejscowości poza Krakowem miałyby organizować imprezę, ale na pewno nieliczne. Przecież we wszystkich miejscowościach na terenie całego województwa te igrzyska by się nie odbywały.

Gdybyście musieli zbierać podpisy o referendum na terenie całego województwa, to mogłoby być trudno?

- Próg jest mniejszy, trzeba zebrać podpisy od pięciu procent uprawnionych do głosowania. Ale to jest olbrzymia liczba [na terenie województwa małopolskiego mieszka około 3 400 000 ludzi, uprawnionych do głosowania jest prawdopodobnie około 3 mln]. Liczę na krakowskich radnych.

Kiedy powinno być jasne, czy do referendum dojdzie?

- W pierwszym tygodniu lipca prezydent Majchrowski ma mieć spotkanie albo z premierem Mateuszem Morawieckim, albo z przedstawicielami ministerstwa sportu. Wtedy mają być ustalane kwestie związane z budżetem imprezy. My czekamy, aż będziemy mieć coś na papierze. Pięć lat temu ruszyliśmy, gdy mieliśmy wniosek aplikacyjny i budżet.

Przypomni pan, ile wynosił zakładany budżet zimowych igrzysk olimpijskich?

- To było około 20 miliardów złotych.

Myśli pan, że ta kwota tak wystraszyła ludzi, że głosowało ponad 30 procent uprawnionych, dzięki czemu referendum było ważne?

- Wtedy referendum było połączone z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Teraz, jeśli mielibyśmy uzyskać wymaganą frekwencję, to referendum musielibyśmy połączyć z wyborami do Sejmu i Senatu. Czyli odbyłoby się w październiku. To dobry termin. Jest czas na dyskusję o imprezie, na konsultacje społeczne. Mieszkańcy powinni poznać konkretne informacje o Igrzyskach Europejskich.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ