Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kownacki tłumaczy porażkę z Hiszpanią. "Nikt o tym nie mówił po meczu z Włochami"

- Szkoda, że kończymy takim wynikiem, ale on nie może zamazać tego, co zrobiliśmy przez dwa lata. Na sam koniec nie wyszliśmy z grupy na Euro, nie jedziemy na igrzyska, ale wygraliśmy duży szacunek kibiców - powiedział po meczu z Hiszpanią Dawid Kownacki. Dodał, że jedną z przyczyn porażki 0:5 było ogromne zmęczenie piłkarzy po meczach z Belgią i Włochami, "choć nikt o tym nie mówił".

Punkt - tyle reprezentacja Polski do lat 21 potrzebowała w ostatnim meczu fazy grupowej przeciwko Hiszpanii, by awansować do półfinału młodzieżowych mistrzostw Europy i zapewnić sobie udział w igrzyskach olimpijskich w Tokio. Niestety, zespół Czesława Michniewicza przegrał aż 0:5 i odpadł z turnieju.

Zobacz wideo

- Mimo ostatniego meczu jestem bardzo dumny z tej drużyny. Bardzo ciężko pracowaliśmy przez dwa lata. Każde zgrupowanie, każdy trening, każdy mecz scalał tę drużynę. Kończymy tę przygodę jak jedna, wielka rodzina. Trudno będzie się rozstać. Tej drużyny już nie będzie, w takim składzie już nigdy się nie spotkamy. Niektórzy kończą przecież swoją przygodę z reprezentacjami młodzieżowymi - powiedział po meczu Dawid Kownacki.

- Szkoda, że kończymy takim wynikiem, ale on nie może zamazać tego, co zrobiliśmy przez dwa lata. Na sam koniec nie wyszliśmy z grupy na Euro, nie jedziemy na igrzyska, ale wygraliśmy duży szacunek kibiców. Na początku nie każdy w nas wierzył, ale idąc przez eliminacje i dochodząc aż na mistrzostwa pokazaliśmy, że jesteśmy dobrą drużyną. Sztab szkoleniowy tak nas poukładał, że graliśmy to, co umiemy. Nikt nie oczekiwał od nas czegoś, czego nie umiemy robić - dodał.

Co w pierwszej kolejności zawiodło w meczu z Hiszpanią? - Zabrakło agresji, szczególnie na początku. Przeciwnik bardzo łatwo wchodził w nasze pole karne. Rywale oddali bardzo dużo strzałów. Nie wyciągaliśmy wniosków. Na przykład Fabian Ruiz, do momentu swojego gola, oddał cztery strzały. Dwa w poprzeczkę, jeden zablokowany, jeden nad bramką i piąty skończył się bramką. Poza tym od pierwszych minut za bardzo się cofnęliśmy. Zaczęliśmy praktycznie w swoim polu karnym. To była woda na młyn dla rywala. Oczekiwali tego. Mają takich piłkarzy, którzy umieją sobie w takiej sytuacji radzić. Jeśli nie wejdą do bramki, to oddadzą strzały z dystansu - skomentował Kownacki.

Po meczu Michniewicz przyznał, że drużyna mocno odczuła zmęczenie poprzednimi meczami z Belgią i Włochami. - Zmęczenie było spore. Nikt o tym nie mówił, bo był wynik i się napędzaliśmy. W sześć dni zagraliśmy trzy mecze na wielkiej intensywności. Dwa pierwsze mecze kosztowały nas bardzo wiele. Dużo biegaliśmy za piłką, traciliśmy przez to wiele sił. W trzecim meczu znów musieliśmy zagrać z drużyną świetnie operującą piłką. W takich chwilach sił może zabraknąć - przyznał napastnik.

- Najlepiej przygotowani, pod każdym względem, byliśmy na Belgów. Bo to był pierwszy mecz, większość przygotowań było pod nich. Do kolejnych było znacznie mniej czasu. Poza tym drugi mecz kosztował nas bardzo wiele sił. Grając trzeci mecz z drużyną, która ma cały czas piłkę przy nodze, to było bardzo wielkie wyzwanie. Biegaliśmy od jednego, do drugiego i sił nie wystarczyło.

Kownacki, chociaż wystąpił w dwóch poprzednich meczach, przeciwko Hiszpanom nie zagrał. Wszystko z powodu problemów z mięśniem dwugłowym. - O tym, że nie zagram zdecydowaliśmy w sobotę po obiedzie. Praktycznie do końca walczyliśmy o to, żebym zagrał. Bardzo tego chciałem. Trener też dał mi czas w zasadzie do ostatniego momentu. Uznaliśmy jednak, że lepiej będzie, jeśli zagra ktoś w stu procentach zdrowy, świeższy. Mój występ byłby ryzykiem. Mogło być tak, że po 10 minutach zszedłbym z poważną kontuzją, zerwanym mięśniem. Noga była w takim stanie, że wystarczyłyby trzy sprinty i mogłoby się tak stać. Takie było zagrożenie. Ustaliliśmy z trenerem, że jeśli będzie taka konieczność, to zaryzykujemy i wejdę na końcówkę. Chciałem wziąć to na własne ryzyko. Wynik był jednak taki, że nie było sensu, żebym wchodził - wyjaśnił Kownacki.

- Próbowałem motywować chłopaków z boku, z ławki. Po stracie goli było bardzo cicho. Chłopaki spuścili głowy w dół. To, że nie było mnie na boisku i ktoś inny miał opaskę kapitana nie znaczy, że przestałem być kapitanem. Czuję się odpowiedzialny za ten zespół, czuję się kapitanem. Chociaż z ławki chciałem pobudzić chłopaków do walki - dodał.

- Mówiłem do chłopaków w czasie meczu: zobaczcie, jaka jest piłka. Hiszpanie strzelili gola Belgom w 90 minucie i to utrzymało ich w turnieju. A teraz mogą dojść do finału i wygrać mistrzostwo. Dlatego ludzie kochają ten sport. Bo jest nieprzewidywalny. Dla niektórych szczęśliwy, dla innych bolesny. Tak się to ułożyło, że z sześcioma punktami jesteśmy na trzecim miejscu. Wygraliśmy pierwszy mecz, później pokonaliśmy gospodarzy, byliśmy blisko, a jednocześnie tak daleko. Przegraliśmy jeden mecz i nas nie ma. Musimy z tego turnieju wyciągnąć dobrą lekcję. Dla wielu chłopaków był to pierwszy poważniejszy turniej. Oswoili się z tym, to zaprocentuje w przyszłości - kontynuował Kownacki.

- Zresztą, podczas ostatnich meczów wielu chłopaków trafiło do notesów skautów z poważnych klubów. Będą mieli szansę zrobienia kolejnych kroków w karierze. Super przykład dał Kamil Pestka. W ekstraklasie nie łapał się do składu Cracovii, został wypożyczony do Chrobrego Głogów, a w dwóch pierwszych meczach "schował do kieszeni" Dodiego Lukebakio, a później Federico Chiesę i Moise Keana. To dowód na to, że mamy potencjał.

Dla Kownackiego było to trzecie z rzędu lato z dużym turniejem. Dwa lata temu napastnik Sampdorii wystąpił na MME w Polsce, przed rokiem na mundialu w Rosji. Jak porównał te turnieje?

- Każdy był zupełnie inny. Dwa lata temu byłem jednym z najmłodszych zawodników. Zacząłem grać dopiero od drugiego meczu, czyli od meczu o wszystko. To była zupełnie inna drużyna. Mistrzostwa świata rok temu - niesamowite przeżycie, nie ma czegoś większego niż możliwość udziału w tym turnieju, ale wynik był, jaki był, wielki zawód. A turniej we Włoszech był słodko-gorzki. Nie ma w szatni płaczu, ale jest spore rozgoryczenie - zakończył Kownacki.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ