Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Eliminacje ME. Polska - Izrael 4:0. Dodatki do jakości

Liczba celnych strzałów w tym meczu była identyczna u obu stron i choćby przez to wynik można uznać za nieco zawyżony. Nadal jednak po raz pierwszy za kadencji Jerzego Brzęczka o Polakach można mówić jako o stronie dyktującej warunki i odnoszącej pewne zwycięstwo.

Odrobiona lekcja

Polacy przystąpili do tego spotkania z pomysłem zbliżonym do tego, którym otwierali drugą połowę starcia w Macedonii. Zieliński wylądował na prawym boku pomocy, gdzie radził sobie znacznie lepiej, niż jako łącznik między napastnikiem i resztą zespołu. W tej roli zastąpił go Lewandowski, na szpicy pojawił się Piątek. W odróżnieniu od drugiej połowy starcia z Macedonią stosunkowo rzadko wyżej po stronie Zielińskiego przesuwał się Klich, jednak bardzo ofensywna gra Kędziory pozwalała pomocnikowi Napoli trzymać się dalej od linii. Nie mniej ofensywny był na drugiej stronie boiska Bereszyński, który również zapewniał szerokość i opcję podania na flance, czym absorbował uwagę rywali. Zostawiało to więcej miejsca Grosickiemu i pozwalało mu na częstsze indywidualne akcje. Sam pomysł zestawienia drużyny w ten sposób i z tym rozkładem zadań wydawał się dawać więcej możliwości i szansę na płynniejszą grę z przodu boiska. Wprawdzie nieco osłabiano defensywę, jednak za cenę znacznego wzmocnienia siły ataku. Potwierdziło się po raz kolejny, że z takim potencjałem ofensywnym Polacy nie powinni skupiać się przede wszystkim na obronie. Zwłaszcza w starciach ze słabszymi rywalami taka siła ofensywna powinna samoczynnie zmusić przeciwników do bardziej ostrożnej gry i odciążenia naszej defensywy.

Zobacz wideo

Na ostudzenie

Dość szybko znalazło to potwierdzenie na boisku. Piłkarze z Izraela cofnęli się głęboko na własną połowę, zaś Polacy, dzięki odbijającym do środka bocznym pomocnikom i schodzącemu Lewandowskiemu, mieli sporo opcji rozegrania i całkiem dobrze utrzymywali się przy piłce. W pierwszym kwadransie zanotowali 64 procent jej posiadania, choć trzeba jednak przyznać, że podania niekoniecznie były konstruktywne. Bardzo dużo z nich ograniczało się do wymian między dwójką defensywnych pomocników, wspieranych przez bocznych obrońców i Zielińskiego. O ile piłki nie traciliśmy, to jednak ciężko było się pokusić o stworzenie czystych sytuacji. Na plus należy jednak zapisać to, że w odróżnieniu od wcześniejszych meczów kontrolowaliśmy zapędy rywali w znacznie dalszej odległości od własnej bramki. Nadal jednak Grosicki i Piątek znajdowali się często poza grą, zamiast angażować się w rozegranie, czekali na swoje okazje.

Cementowanie

Przy mocniejszym przeciwniku może się to okazać czekaniem w nieskończoność, jednak na Izrael wystarczyło w zupełności. Rywale momentami groźnie kontrowali, jednak Zahavi jak się okazało nie osiągnął jeszcze poziomu Lewandowskiego i w dość dogodnych sytuacjach nie oddawał nawet strzałów. Nasza gwiazda z kolei zagrała idealną piłkę, która pomogła Piątkowi otworzyć wynik spotkania. Nie od dziś przy tym wiadomo, że Polacy najlepsi są wtedy, kiedy gra się nieco bardziej otworzy. Mniej przydatny w ciasnych przestrzeniach Grosicki odżywa, gdy zyska trochę miejsca. Gdy trzeba się mierzyć bezpośrednio z rywalem ma on ogromne problemy (w tym meczu co trzecie podanie niecelne, tylko dwa wygrane pojedynki), jednak gdy ma odrobinę miejsca - nie kalkuluje. Właśnie to przyniosło dwie kolejne bramki. Przez cały jednak czas Jerzy Brzęczek nie zamierzał zmieniać zwycięskiej formuły. Za napastnika wszedł napastnik, a Milik dodał grze Polaków jeszcze nieco więcej mobilności. Właściwie dopiero ostatni kwadrans przyniósł nieco spuszczenia z tonu, jednak nawet i wtedy potrafiliśmy przycisnąć rywali pressingiem, co zresztą przyniosło czwartego gola. Trzeba jednak przyznać, że wymuszenie indywidualnych błędów przychodziło Polakom łatwo. Bardzo dobrze sprawdził się plan, polegający na naciskaniu na przeciwników możliwie daleko, co odcinało Zahaviego od podań i pozwalało kontrować.

Czy to szkielet?

Sam plan taktyczny sprawdził się bardzo dobrze. Dwójka defensywnych pomocników zapewnia dużą stabilność, na boisku daje upchać oprócz tego klasycznego rozgrywającego (Zieliński), ciężko pracującego napastnika (Lewandowski), egzekutora (Piątek) i odrobinę szaleństwa (Grosicki). Gra Polaków staje się w ten sposób wielowymiarowa w ofensywie, jednak trzeba się liczyć z tym, że to, co ładnie wygląda ze słabymi drużynami, nie będzie już tak efektywne z lepiej zorganizowanym przeciwnikiem. Piątek i Grosicki nie są zbyt przydatni w wyprowadzaniu akcji podaniami, a gdy potrzebna będzie gra oparta na szybkich decyzjach, zwłaszcza temu drugiemu sama przebojowość może nie wystarczyć. Dodatkowo gdy Zieliński gra bliżej flanki staje się dość łatwy do zamknięcia przy linii bocznej i ma mniejsze pole działania przy rozgrywaniu akcji. Nadal jednak wydaje się, że to optymalne ustawienie. A zestawienie personalne jeśli nie optymalne, to bliskie takiemu. Z uwagi jednak na słabość naszej grupy eliminacyjnej, będziemy musieli dość długo poczekać, by sprawdzić jak zda ono egzamin przeciwko wymagającemu rywalowi.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ