Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Trenerzy kadry Polski U-20 bez winy. Piłkarze nie mają nawet podstaw

Trudno obarczać winą sztab szkoleniowy za to, że niedostatki techniczne poszczególnych zawodników uniemożliwiają realizację jakiegokolwiek planu na mecz. Największą przeszkodą są podstawy: przyjęcie, zastawienie się z piłką, wyjście na pozycję.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Pomiędzy młodzieżową reprezentacją do lat 20. a seniorską kadrą można postawić znak równości. I bynajmniej nie dlatego, żeby pognębić młodych zawodników. Sprawa jest znacznie poważniejsza niż mogłoby się wydawać. Właśnie w tym momencie, zaraz obok tych wszystkich porównań i odniesień do lustrzanych odbić, powinna się zapalić ostatnia z czerwonych kontrolek.

Zobacz wideo

Na pewno nie przez wynik czy wrażenie deja vu przez mistrzostwa świata z zeszłego roku. Całkiem oczywiste jest, że na młodzieżowych turniejach rezultat schodzi na dalszy plan. Tylko że to wcale nie działa na korzyść młodych kadrowiczów, bo w takim przypadku sprawą pierwszorzędną stają się indywidualne umiejętności, zabawa czy zwyczajne nabieranie pewności siebie. A tego piłkarze Jacka Magiery zwyczajnie nie czują, kiedy muszą grać w jednym zespole. Co innego w swoich klubach, gdzie niejednokrotnie stanowią ważny element układanek trenerów i bije od nich pewność siebie. Mowa m.in. o dziwnym przypadku Tomasza Makowskiego i Bartosza Slisza. Tymczasem w konfrontacji z Kolumbią trudno było tak naprawdę wskazać jednego gracza, który w tym meczu w trudnej sytuacji zdecydował się na drybling lub zastawienie się z piłką zamiast wycofywania do linii obrony. Nie wspominając już o pewności siebie, której całkowicie brakowało.

Abstrahując od niskich oczekiwań wobec zespołu, bo na długo przed turniejem było jasne, że Polaków czeka trudna przeprawa – wszyscy wyglądali na przerażonych. Tak, jakby po raz pierwszy znaleźli się na boisku, w takim układzie personalnym i kilka godzin wcześniej usłyszeli o całym wydarzeniu. W takiej sytuacji sztab szkoleniowy ma związane ręce, bo nie da się mówić o taktyce czy nawet jakimś zarysie pomysłu na spotkanie, jeśli kuleją podstawowe elementy: przyjęcie, wprowadzenie piłki do gry, wyjście do podania, czyli wszystko to, co jest doskonale znane z meczów drużyny Jerzego Brzęczka

Przez pierwsze 15-20 minut starcia można było odnieść wrażenie, że biało-czerwoni mają dość dobrze rozpracowanego przeciwnika i wiedzą, w jakim celu znaleźli się na boisku. Gdzieś tam przebijał się plan – może nie idealny, ale dopasowany do możliwości. Był zamysł kreatywnego wykorzystania Sebastiana Walukiewicza i jego przesuwania się w głąb pola w momencie wstępnego rozegrania, pojawiły się zejście środkowego pomocnika (Bartosz Slisz-Tomasz Makowski) do boku, żeby zwiększyć pole manewru na skrzydle i jeszcze wysoki pressing, kiedy defensorzy Kolumbii rozgrywali od tyłu.

Tak samo, jak w przypadku seniorów, po chwili nie pozostał nawet ślad po tych stosunkowo niezłych próbach. Chociaż nawet wtedy grę Polaków trudno było określić jako intensywną lub dynamiczną. Różnica była taka, że notowali całkiem sporo strat, ale jednocześnie pojawiał się odruch do zawężenia przestrzeni w środku pola i podwojenia krycia. Ivan Angulo wyprowadził swój zespół na prowadzenie w 23. minucie i od tego momentu wszystko całkowicie się rozsypało. To, że Sebastian Walukiewicz przyjmując piłkę wypuścił ją sobie za daleko do przodu, w efekcie nie zdołał jej opanować, a rywal znalazł się w świetnej sytuacji, nie było w tym meczu najgorsze.

Pomysł a wykonanie

Najtrudniej zrozumieć inne elementy, które teoretycznie powinny funkcjonować, ale przy takim natężeniu strat i niedokładnych podań, zupełnie nie mają racji bytu. Najwyraźniej jest to widoczne na przykładach Sebastiana Walukiewicza i Bartosza Slisza, którzy odgrywają kluczowe role w swoich klubach. Analizując konfrontację otwarcia trzeba jednak przyznać, że ich przypadki są zgoła odmienne.

Środkowy obrońca został wykorzystany w podobny sposób, co w Pogoni Szczecin – mógł swobodnie wprowadzać piłkę do gry przesuwając się z nią w głąb pola. Sam manewr jest świetny, bo pozwala zdynamizować akcję, zaangażować większą liczbę graczy w ofensywę. Problem w tym, że kiedy stoper przesuwał się wyżej, tak naprawdę nikt nie reagował – zamiast wyjścia bezpośrednio do zagrania, część zawodników wyrywała się bezpośrednio do przodu, część zostawała w miejscu (za przeciwnikiem). Żeby tego było mało, we wstępnym rozegraniu nadal brało udział kilku piłkarzy, tj. dwóch stoperów, schodzący pomiędzy nich defensywny pomocnik i często jeszcze jeden boczny obrońca. Tym samym manewr był tylko na papierze.

W przypadku pomocnika Zagłębia Lubin sprawa ma się nieco inaczej. W meczu z Kolumbią grał obok Tomasza Makowskiego, który w Lechii Gdańsk realizuje całkiem podobne zadania, co 20-latek w ekipie Miedziowych. Tym samym w środkowej strefie pojawiło się dwóch graczy o podobnej charakterystyce, którzy sprawiali wrażenie, jakby nie do końca wiedzieli, czego się od nich oczekuje. W tej „rywalizacji” nieco lepiej wypadł zawodnik biało-zielonych, który popełniał znacznie mniej błędów technicznych.

Bartosz Slisz nie wiedział, czy ma schodzić między stoperów, czy przesuwać się do boku i tam napędzać akcje krótkimi podaniami, czy doskakiwać do odbioru. Bo w sumie nikt inny tego nie robił, więc był rozdarty między kilkoma zadaniami. W ekipie z Lubina 20-latek nie ma stricte skonkretyzowanych obowiązków, ale jest ich pewna pula, którą wymienia się z Filipem Jagiełło i Filipem Starzyńskim. To sprawia, że młody gracz jest długodystansowcem – cały czas biega, ciągle jest blisko gry. A jeżeli „nie ma gry” – tak jak w starciu z Kolumbią – to sytuacja staje się patowa. Trudno się dziwić, że odbiło się to na jego pewności siebie i nie był w stanie zastawić się z piłką, będąc pod naciskiem rywala.

Strach ma wielkie oczy

Gra pod presją nie była problemem jedynie Bartosza Slisza. Młodzieżówce bardzo brakuje zawodnika, który weźmie na siebie ciężar gry, zastawi się z piłką i poczeka aż jego koledzy zorganizują się na boisku. Tylko że nawet jeśli by taki był, to mógłby się tego nie doczekać. Przede wszystkim Polacy byli notorycznie spychani na własną połowę i zmuszani do gry wszerz albo do obrońców i bramkarza. I nawet nie protestowali – nie próbowali się zastawić, odwrócić, przedryblować przeciwnika. Nie ma nic zaskakującego w tym, że Dominik Steczyk przez długi czas bezproduktywnie biegał, skoro nie dostawał podań. Tak samo jak w tym, że po kilku próbach prostopadłych zagrań Serafin Szota całkowicie je sobie darował, bo jego koledzy i tak zagrywali do tyłu nie radząc sobie z pressingiem rywala.

Paradoksalnie, poza tym, że nie było nikogo, kto przytrzyma piłkę, to biało-czerwoni byli również przepełnieni lękiem przed grą bez piłki. Wystarczyło włączyć mecz Meksyk-Włochy, żeby zobaczyć, ile zawodnicy osiągają samym korygowaniem ustawienia wtedy, kiedy akcja toczy się w innym sektorze boiska – tak, aby w każdym momencie być w gotowości do podania. Tymczasem u Polaków sytuacja była zero-jedynkowa: jeden przesuwał się z piłką, inni stali w miejscu. Ewentualnie startowali za późno, kiedy gdy rywal już doskonale wiedział, co się wydarzy.

Ten strach przed podjęciem jakiejkolwiek inicjatywy brał się również z problemów komunikacyjnych, które widać jak na dłoni w linii obrony. Dobrze obrazuje to akcja bramkowa Kolumbii na 2:0, kiedy pięciu graczy w polu karnym było zwróconych w kierunku Johana Carbonero, a żaden nie pilnował Luisa Sandovala. Jednakowe nieporozumienia można przenieść w inne sektory boiska w stosunku jeden do jednego: dokładnie w taki sam sposób Tomasz Makowski nie dogadywał się z Bartoszem Sliszem, Serafin Szota z drugą linią itd.

W takiej sytuacji nie można zwracać uwagi jedynie na taktykę i elementy, które nie zostały dostatecznie doszlifowane, jeżeli u zawodników kuleją podstawy podstaw. Piłkarze Jacka Magiery nie zagrali na miarę swoich możliwości. Pokazali, że mają kłopot nie tylko z odpowiedzialnością i pewnością siebie, ale przede wszystkim wyraźnie odstają pod względem wyszkolenia technicznego. Trudno zrzucać to na karb rangi wydarzenia, jeżeli z jednakowymi problemami zmaga się seniorska reprezentacja Polski.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ