Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polska - Łotwa. Męczarnie i nerwy na Narodowym, ze słabym rywalem wygraliśmy w końcówce

Po pierwszych siedmiu minutach było 0:3 w strzałach dla gości. Eliminacyjne spotkanie ME z Łotwą na Stadionie Narodowym, do przyjemnych i łatwych w odbiorze nie należało. Najważniejsze są trzy punkty, bo wynik 2:0 ze słabym rywalem na nikim wrażenia nie zrobił.

Osiem wygranych, dwa remisy, dwie porażki. Wydawało się, że kolejny mecz z Łotwą, rozgrywany na szczęśliwym dla nas Stadionie Narodowym będzie znakomitą okazją do poprawienia przez Polskę bilansu z notowanym aktualnie na 131 miejscu rankingu FIFA rywalem. Rywalem, który od miesiąca ma nowego trenera, a walkę w kwalifikacjach zaczął od 1:3 z Macedonią. Łatwo nie było. Było męcząco.

Znów ten nieszczęsny kwadrans

Już początek spotkania pokazał, że łatwo nie będzie. Po 5 minutach meczu goście mieli dwa strzały na naszą bramkę z czego jeden celny i bardzo groźny, zresztą oddany przez znanego z występów w Termalice Gutkovskisa. Po 7 minutach w strzałach było 3:0. Polska na pierwsze, które poleciało w stronę bramki uderzenie rywala czekała 18 minut. Niecelny strzał oddał Robert Lewandowski. Nie był to wynik pracy Polaków, ale przejęcia piłki, którą zgubili rywale. Pierwszy kwadrans w tym meczu był przez nas przespany. Spotkanie równie dobrze mogło zacząć się po nim.

Tym bardziej, że kapitan naszej kadry znów szybko doszedł do stuprocentowej sytuacji i strzelił. Rywal zablokował piłkę, a Piątek który do niej dopadł przewrócił się w polu karnym. Sędzia gwizdnął, ale radość z karnego szybko zamieniła się na żółtą kartkę dla snajpera AC Milan. Polska zaczęła przeważać, ale na zagrożenie bramki rywala się to nie przekładało - poza strzałem w słupek, w który Lewandowski trafił w 35 minucie i główką Piątka po rogu, skierowaną w środek bramki. Rywale też jednak oddawali kolejne celne strzały na bramkę Szczęsnego, ale po pierwszej połowie było 0:0. Raczej nas nie krzywdzące.

Znów ta nieszczęsna nerwówka 

Na drugą połowę biało-czerwoni wyszli z nastawieniem, by scenariusz z Łotwą nie przypominał ostatniego meczu z tym rywalem, gdy w ostatnich minutach wygraną zapewnił nam Artur Sobiech. Wtedy skończyło się na skromnym 1:0. Jeszcze wcześniejszych wydarzeń z el. ME w 2002 roku z Łotyszami lepiej nie przypominać. Ugraliśmy z nimi, tylko trzy punkty, bo spotkanie w Warszawie przegraliśmy (na Łazienkowskiej), ale wtedy inna był a też siła oponentów.

Polska ruszyła zatem do ataku. Odważniej lewą stroną popędził Grosicki i celnie strzelił. Steinbors z trudem wybił piłkę. Dobitka Lewandowskiego została zablokowana. Główkował też Piątek. Płynne ataki biało-czerwonych mącił tylko od czasu do czasu Arkadiusz Reca. Źle dogrywał, nia łapał pomysłów partnerów, częściej to Grosicki grał bliżej obrony niż obrońca Atalanty, który czasem był wolnym elektronem. My siedzieliśmy na polu karnym rywala, on groźnie kontratakował. Karasausks był sam na sam ze Szczęsnym. Polak odbił piłkę. Przypominały się obrazki pamiętane z domowego meczu z Armenią. Ironią jest, że nawet Brzęczek przypomniał to spotkanie na konferencji prasowej, pytany czy nasi dadzą w niedzielę show. Show zamieniało się w melodramat.

Minuty upływały, Lewandowski znów próbował, Piątek strzelał z ostrego kąta. Wreszcie nadeszła 76 minuta. Reca dośrodkował z pola karnego. Na piłkę nabiegł Lewandowski. Gol!.

Stadion, ryknął, skoczył i odetchnął. Dalej już jakoś poszło. Z rogu tym razem dośrodkował wprowadzony w drugiej połowie Jakub Błaszczykowski. Najwyżej wyskoczył Kamil Glik i było 2:0. Reszta już nie miała znaczenia. Trzy punkty były zabezpieczone. Wynik też, bo na 2:0 się skończyło.

Po dwóch meczach w grupie G Polska ma komplet punktów i jest jej liderem.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ