Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polska - Czechy 0-1. Za Nawałki by wpadło...

W meczu z Czechami trener Jerzy Brzęczek przestał szukać stylu, a zaczął wyniku. Jak na ironię wyniku nie znalazł, ale za to zakończenie eksperymentów sprawiło, że przynajmniej w ofensywie Polacy zaczęli przypominać siebie sprzed kilkunastu miesięcy.

Reprezentacja Polski zagrała w mocnym składzie, a i tak zawiodła

Mimo, że wyjściowy skład Polaków był, jak na mecz bez stawki, zaskakująco mocny, w pierwszej połowie nie znalazło to przełożenia na jakość gry. Czesi postawili twarde warunki, szukając dość wysokiego pressingu, często naciskając jeszcze na naszych obrońców. Niestety, odpowiedzią naszej reprezentacji nie była zwiększona aktywność w grze bez piłki, stwarzająca więcej opcji podań. W efekcie nasi rywale blokowali nas bardzo skutecznie, zmuszając do ponoszenia dużego ryzyka przy wyprowadzaniu piłki blisko naszej bramki.Tym samym pierwszych 45 minutach Polacy nie osiągnęli nawet 80 procent skuteczności podań, trzynastokrotnie tracąc piłkę jeszcze na własnej połowie. Sytuacje bramkowe były przez nas tworzone nie dzięki sprawnej i płynnej grze, ale głównie za sprawą wygranych starć bezpośrednich, co pozwalało na tworzenie przewagi sytuacyjnej. Te momenty były jedynymi pozytywami w pierwszej połowie. Nie mogą jednak być one powodem do optymizmu, gdyż przeciwko rywalowi sprawniejszemu w indywidualnych starciach niż Czesi, takie zrywy nie przyniosą powodzenia.

Trio Klich-Krychowiak-Zieliński zawiodło w pierwszej połowie

Mimo ustawienia, które Polakom powinno być dobrze znane, bardzo źle funkcjonował w pierwszej połowie środek pola. Klich i Krychowiak starali się wycofywać i odbierać piłkę od obrońców, jednakże Czesi odpowiedzieli najprościej, jak to możliwe. Sytuacyjnie pilnowali ich indywidualnie, co w połączeniu z mało aktywnym Zielińskim (najmniej podań otrzymanych w zespole) skutecznie paraliżowało nasze poczynania. Nawet kiedy któryś z naszych defensywnych pomocników zdołał wygrać pojedynek, nadal Czesi mieli jeszcze dodatkowego zawodnika asekurującego akcję presujących kolegów. Występujący w tej roli Pavelka doskonale przesuwał się za akcją, dobrze odczytując zamiary Polaków. Pięciokrotnie dokonał przechwytów na naszej połowie. Dla porównania - cały zespół biało-czerwonych dokonał tego ledwie dwukrotnie więcej. Niewiele pomagało przy tym wsparcie ze skrzydeł. Grosicki był tradycyjnie mocno przyspawany do linii, zaś Frankowski, mimo ambitnej gry, chyba więcej w tym meczu dał defensywie, niż ofensywie.

Polacy obudzili się w drugiej połowie

Druga połowa przyniosła w grze Polaków nie tyle poprawę organizacyjną, ale przede wszystkim więcej życia w egzekwowaniu planu. Więcej ruchu powodowało, że piłka zaczęła krążyć szybciej, a i Czesi nie byli już w stanie każdorazowo doskakiwać do odbiorców podań atakujących. Nie od dziś wiadomo, że kiedy nasza reprezentacja ma nieco więcej miejsca, radzi sobie bardzo dobrze i potrafi tworzyć ataki na szybkim tempie. W pierwszej połowie rywale na to nie pozwalali, ale kiedy w drugiej wkradło się w ich szeregi rozluźnienie - zaczęliśmy to wykorzystywać. Widoczniejszy w ofensywie zaczął być Frankowski, Klichowi i Krychowiakowi zaczęło się udawać podchodzić z akcją wyżej, co wreszcie sprawiło, że Lewandowski nie musiał schodzić po piłkę w okolice środowego koła. Natychmiast sprawiło to, że defensywa Czechów zaczęła się gubić, nawet mimo głębszego ustawienia, zaś Polacy zaczęli stwarzać sobie całkiem niezłe szanse, które przy odrobinie szczęścia (nawałkowskiego?) powinny przynieść przynajmniej wyrównanie.

Zieliński i Lewandowski nie współpracują ze sobą

Nie można się jednak oprzeć wrażeniu, że sytuacje nie były efektem nowej jakości w planie taktycznym, co bardziej zwiększonego zaangażowania wykonawców. Sama koncepcja Jerzego Brzęczka zdaje się wypłukiwać wraz z kolejnymi meczami. Po spotkaniach, gdzie pomysły selekcjonera zawodziły, wracamy do starych, sprawdzonych sposobów na grę, które stosunkowo niedawno potrafiły przynieść piorunujące efekty. Problem polega jednak na tym, że wykonawcy tej koncepcji znajdują się daleko od swojej najlepszej dyspozycji. Z kolei pewne naturalne wydawać by się mogło rozwiązania, za żadne skarby nie chcą w kadrze zadziałać. Współpraca Zieliński - Lewandowski nie układa się tak dobrze, lepiej wyglądało to, kiedy nasz snajper miał obok siebie ciężko pracującego dookoła Milika, który jednak również do swojej najlepszej gry się zbliżyć nie może. Jerzy Brzęczek jest w tym wypadku łatwym celem ataków. Strąca wysoko zawieszoną poprzeczkę, ale też nie pomaga mu aktualna dyspozycja kadrowiczów. Powrót do prostszych taktycznie korzeni można mu zapisać na plus, bo w warunkach niskiej częstotliwości treningów kadry tylko takie schematy są możliwe do wdrożenia. Trzeba jednak na tym polu działać szybko, intensywnie i konsekwentnie, bo niestety dla naszej kadry, ale wyrównane mecze przestały wygrywać się same.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ