Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polska - Czechy 0:1. Co testujemy, dokąd zmierzamy?

- W moim odczuciu zaangażowanie, złość i determinację po straconej bramce należy uznać za bardzo duży pozytyw - powiedział na konferencji trener Brzęczek. Najbardziej podstawowy obowiązek piłkarzy urasta do rangi czegoś, za co należy chwalić, a jednocześnie nadal trudno stwierdzić, jaki jest pomysł na kadrę narodową.

Fundamentalne pytanie

Gdyby wyniki szły w parze ze stylem lub chociaż dałoby się wskazać jakąś strategię, która będzie stopniowo wprowadzana, mało kto przykładałby wagę do słów szkoleniowca. Są wyeksponowane, bo świetnie dopełniają obraz sytuacji, w jakiej znaleźli się Biało-Czerwoni. Ot, gwóźdź do trumny, bo zamiast bicia się w pierś i przyznania do błędów, na siłę wyciągane są plusy, by zachować twarz.

Robert Lewandowski skomentował swoje pudło

To nie działa w ten sposób. Żeby zbudować drużynę, potrzeba nie tylko czasu i cierpliwości, ale przede wszystkim konsekwentnych działań – wyznaczonej ścieżki rozwoju, żeby w ogóle był jakiś mniej lub bardziej odległy punkt, do którego się dąży. Nikt, kto racjonalnie patrzy na piłkę nożną, nie oczekuje wyników „na już”, po pstryknięciu palcami. Tylko że warto najpierw zadać pytanie, jaki jest pomysł na kadrę narodową, a dopiero później szukać odpowiedzi poprzez eksperymenty lub testy poszczególnych wariantów i zawodników.

Tymczasem można odnieść wrażenie, że sztab szkoleniowy postępuje zupełnie odwrotnie. Poszukiwania prowadzone są po omacku, ponieważ nikt nie wyznaczył konkretnego celu. Głównie dlatego narasta frustracja, a problemy piętrzą się tak bardzo, że za chwilę trzeba będzie rozplanować budowę na nowo. 

Futbol chodzony

Trener Brzęczek tym razem postawił na czwórkę Bereszyński, Bednarek, Kamiński, Kędziora, a wpływ na wybory personalne miały kontuzje i ciągła potrzeba poszukiwania optymalnych rozwiązań. Trudno się dziwić, że obrona nie funkcjonowała, jak jeden organizm, skoro została zestawiona w sposób eksperymentalny.

Miało to bezpośrednie przełożenie na jeden z bardziej podstawowych elementów, jakim jest wprowadzenie piłki do gry. W całym spotkaniu pojawiło się kilka wariantów, ale przy wszystkich można postawić takie samo pytanie – jakie są korzyści dla drużyny?

Zdecydowanie najczęściej cała odpowiedzialność spadała na stoperów, którzy przesuwali się albo bezpośrednio zagrywali w kierunku flanki celem uruchomienia bocznego obrońcy. Problem w tym, że gdy już futbolówka dotarła na skrzydło, to akcja w wielu przypadkach paliła na panewce. Najczęściej zawodnicy startowali zbyt szybko, przez co Czesi nie mieli większych trudności, żeby nałożyć pressing na Kędziorę/Bereszyńskiego i odciąć strefę. Podobnie wyglądała zresztą sytuacja ze środkiem pola. Brakowało konkretnie wyznaczonych zadań – wszyscy mieli być od wszystkiego.

Zbigniew Boniek skomentował mecz Polska - Czechy

Formacja przeciwnika przesuwała się bardzo konsekwentnie. Pierwsza linia pressingu (Jankto, Vydra, Schick) stopniowo odcinała środek obrony, dając jednocześnie sygnał do działania reszcie ekipy. Tym samym do Jankto podłączał się Novak, pozbawiając Kędziorę szans na dobre podanie.

Inny wariant zakładał, że stoperzy będą rozstawieni bardzo szeroko i albo to Skorupski zagra lagę na ofensywę, albo między nich (przed kołem środkowym, na własnej połowie) zejdzie Klich lub Krychowiak, który swoim ruchem zagarnie rywala i uruchomi zawodnika wychodzącego na wolne pole. Główna trudność polegała na tym, że gdy jeden gracz był przy piłce, pozostali czekali na to, co on zrobi. Nie było ruchu do podania z drugiej linii. Tym samym boczni obrońcy ustawiali się wyżej i szerzej, a to potęgowało błędy po stracie.

To wszystko sprawiało, że Polacy nie wykorzystywali centralnej strefy – próbowano organizować grę po obwodzie, nie mając jednocześnie pomysłu na to, co zrobić z piłką, gdy już znajdzie się ona na skrzydle.

Błędne koło

Od tego prostego elementu zaczynała się większość problemów kadry narodowej. Trudno mówić o drużynie, jeśli ruch jednego nie pociąga za sobą działania drugiego. Nie chodzi jedynie o brak reakcji czy niedopasowane tempo gry, ale również ustawienie wyjściowe, które już samo w sobie było narażone na spore trudności. Odległości pomiędzy poszczególnymi częściami formacji były zdecydowanie za duże, przez co Czesi z powodzeniem mogli ustawiać się w między liniami.

Idealnie było to widoczne na przykładzie gry obronnej. Krychowiak i Klich przesuwali się do odbioru już na własnej połowie, ale w ich doskoku brakowało zdecydowania, co sprawiało, że przeciwnik był w stanie kontynuować atak pozycyjny lub podawać prostopadle (np. Dockal-Vydra). W momencie tego przesunięcia wytwarzała się spora przestrzeń do gry (środkowi pomocnicy nie wracali lub robili to zbyt późno) pomiędzy drugą linią a głęboko ustawioną obroną. Co więcej, bardzo często boczni defensorzy zostawali w sytuacjach 1v2. Kłopoty pojawiały się niezależnie od skrzydła, bo Grosicki i Frankowski zamieniali się stronami, niemniej jednak bezsprzecznie większe wsparcie zapewniał gracz Jagiellonii.

Polska - Czechy 0:1Polska - Czechy 0:1 Sport.pl

Na powyższej grafice widać rozdźwięk między poszczególnymi częściami formacji. Pressing jest nie tylko spóźniony, ale i pozorny, co umożliwia rywalowi zorganizowanie się w wolnej przestrzeni między blokami. Ponownie wynikało to nie tylko z opóźnionej reakcji, ale przede wszystkim z ustawienia wyjściowego. Nie było szans na sprawny odbiór, biorąc pod uwagę, jak bardzo poszczególni zawodnicy byli rozrzuceni po murawie.

Brak asekuracji z drugiej linii przekładał się w sposób bezpośredni na (i tak już) niepewną grę z tyłu. Problemem nie było jedno ogniwo, a cała strefa.

Zagubieni w przestrzeni

Reakcje defensorów gospodarzy można porównać do filmu, w którym dźwięk rozjechał się z obrazem. Czesi robili krok, a dopiero w ślad za nimi przesuwali się Polacy. Nie miało to absolutnie nic wspólnego z odczytywaniem zamiarów przeciwnika – w efekcie nie musiał się szczególnie wysilać, żeby zyskać przewagę w okolicach „szesnastki”.

Polska - Czechy 0:1Polska - Czechy 0:1 Sport.pl

Po tym jak środkowi pomocnicy przegrywali pojedynki na 30.-35. metrze, formacja obronna cofała się bardzo głęboko, nawet we własne pole karne. Czterech graczy przesuwało się, jednocześnie w ogóle nie zastanawiając się – ponownie pojawia się to pytanie – jaki jest cel ruchu. W ten sposób nie było ani pilnowania linii spalonego, ani ograniczania możliwości rywalowi. Wystarczy wrócić do bramki dla Czechów, którą rozpoczęło zagranie Dockala w kierunku Schicka.

Polska - Czechy 0:1Polska - Czechy 0:1 Sport.pl

Wyglądało to tak, jakby gdzieś tam dzwoniło, że trzeba zagęścić strefę, ale nikt nie mógł sobie przypomnieć, po co tak naprawdę się to robi. Na powyższej grafice widać, jak kolejni zawodnicy znajdują sobie miejsce w okolicach 11. metra. Najpierw zrobił to Schick, na którym była skupiona uwaga aż trzech Polaków, następnie zamieszanie wykorzystali Kaderabek, Vydra i Dockal. Warto zwrócić uwagę na odległości, które uniemożliwiają jakąkolwiek korektę błędów. Vydra niemalże od początku akcji poruszał się obok Bednarka, a on nic sobie nie robił z jego obecności.

Polska - Czechy 0:1Polska - Czechy 0:1 Sport.pl

Poszczególni piłkarze nie do końca byli świadomi swoich obowiązków. Świetnie obrazuje to powyższa sytuacja, która łączy kilka problemów. Poza tym, że Biało-Czerwoni sami proszą się o kłopoty, bo cały blok defensywny jest rozrzucony po murawie, brak jest jakichkolwiek wniosków na bieżąco. Dzięki temu Jankto wygrywa sytuację 1v2 z Krychowiakiem i Kędziorą (błąd w przyjęciu drugiego, zbyt późny doskok pierwszego), a przesunięcie środkowego pomocnika do bocznego sektora sprawia, że Vydra ma przed sobą mnóstwo miejsca do zagospodarowania. Przed oddaniem strzału zaliczył dwa kontakty z futbolówką, a Schick był w stanie jeszcze do niego odegrać, mimo teoretycznego krycia Kamińskiego, Bednarka i Bereszyńskiego. Akcję strzałem zakończył Vydra, który został pozostawiony samemu sobie w polu karnym Polaków.

Bez odpowiedzi

Błędy musiały się nawarstwiać, skoro zawodnicy nie wiedzieli jaki jest podział obowiązków w grze obronnej – jedynym czynnikiem destabilizującym nie było kompletne niezrozumienie na linii Bednarek-Kamiński, ale również brak wsparcia ze środkowej strefy. Na początku drugiej połowy sytuacja jeszcze się zaogniła, bo wyższy pressing nie przyniósł nic dobrego poza większym chaosem i potężnym kanionem między defensywą a centralnym sektorem boiska.

Nie chodzi bynajmniej o to, że trener Brzęczek wrzuca jeden, dwa, nawet trzy nowe elementy i mówi „sprawdzam”. Każdy eksperyment, każdy kolejny wariant nie ma solidnego uzasadnienia. Trudno tak naprawdę wskazać przyczynę zastosowania danego rozwiązania. Weźmy na przykład rzuty rożne, do których podchodzili Grosicki i Zieliński, po czym bezpośrednio przed dośrodkowaniem jeden wędrował bliżej narożnika pola karnego (czytelnie, bez elementu zaskoczenia).

Podobnie zresztą wygląda sytuacja z tym fundamentalnym pytaniem, na które wciąż nie ma odpowiedzi. Co testujemy, dokąd zmierzamy? Na chwilę obecną łatwiej wypunktować pojedyncze problemy, które wywołują efekt domina niż wskazać kierunek rozwoju reprezentacji Polski.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ