Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polska - Czechy. Zagrać, przegrać i zapomnieć. Przedostatni w tym roku test wypadł fatalnie i na dodatek nie dał nam żadnych nowych odpowiedzi

Przed meczem z Czechami zakładaliśmy, że trener Jerzy Brzęczek będzie szlifował to, czym zamierza zaskoczyć rywali w eliminacjach Euro 2020. Zamiast testu generalnego w Gdańsku zobaczyliśmy skład reprezentacji Polski, który prawdopodobnie nie powtórzy się już nigdy. Przegraliśmy 0:1, a przedostatni w tym roku egzamin nie dał nam żadnych nowych odpowiedzi.

Największym wrogiem Jerzego Brzęczka jest czas. Każda minuta przybliża reprezentację do marcowego startu eliminacji mistrzostw Europy. Gdyby kadra była gotowa do boju o Euro 2020 od dziś, problem by nie istniał. Ale nie jest. Brzęczek pierwsze cztery mecze poświęcił na eksperymenty: testował przeróżne warianty w ofensywie, na lewej obronie szukał zastępcy kontuzjowanego Macieja Rybusa, sprawdzał ustawienie bez skrzydłowych. Rezultaty jego pracy nie są zadowalające, bo nie wygraliśmy choćby jeden raz. Rezultaty poszukiwań też nie rzucają na kolana. W czwartek zobaczyliśmy duet Piotr Zieliński-Robert Lewandowski na który decydował się Adam Nawałka. Na lewej obronie wystąpił Bartosz Bereszyński, który w klubie gra na prawym boku. Po testach porzucono też system 1-4-3-3 i powrócono do taktyki ze skrzydłami. Mimo to znów przegraliśmy. A mecz nie dał nam żadnej nowej odpowiedzi.

Polska - Czechy. Kolejna porażka reprezentacji Jerzego Brzęczka

Jak się nie ma tych, co się lubi, to grają Kędziora z Kamińskim

Brzęczek miał prawo do poszukiwań. Adam Nawałka, zanim jego reprezentacja pokonała Niemców, odniósł tylko dwa zwycięstwa: z Litwą i Gibraltarem. A od przejęcia przez niego kadry mijał wtedy prawie rok. Brzęczek pracuje z drużyną tylko cztery miesiące i także nie może popisać się wynikami. Wydawało się, że listopadowe zgrupowanie w Sopocie może być przełomowe. Wszyscy w sztabie selekcjonera zdali sobie sprawę, że czas na eksperymenty się skończył i nadeszła chwila, gdy powinniśmy szlifować to, co mamy najlepszego. A jednak wątpliwe, aby skład na jaki zdecydował się w czwartek Brzęczek, będzie miał coś wspólnego z drużyną, która w marcu rozpocznie wyścig o udział w mistrzostwach Europy w 2020 roku.

Trudno wyobrazić sobie, aby wiosenne mecze rozpoczynali w podstawowej jedenastce: trzeci bramkarz Łukasz Skorupski, Tomasz Kędziora, który w kadrze grywa tylko epizodycznie i to zazwyczaj w meczach towarzyskich, Marcin Kamiński, przegrywający rywalizację nawet z siedzącym w Southampton na trybunach Janem Bednarkiem czy też skrzydłowy Przemysław Frankowski. Personalne decyzje Brzęczka nie były jednak spowodowane widzimisię, a trudną sytuacją w jakiej znalazła się kadra. Na środku obrony zapewne wystąpiłby Kamil Glik, ale on w Monako wraca do zdrowia po urazie pachwiny. Kontuzje przeszkodziły w powołaniach lewych obrońców Macieja Rybusa i Arkadiusza Recy, których z musu zastąpił Bereszyński. A występ Frankowskiego to zasługa Jakuba Błaszczykowskiego, który nie gra w Wolfsburgu.

W obronie znów dużo chęci i znów mało jakości

Jeśli występ Skorupskiego, Kędziory, Kamińskiego i Frankowskiego można rozpatrywać w jakimkolwiek kontekście, to tylko ewentualnej przydatności kadrowiczów jako zmienników. Do przerwy wszyscy poza Skorupskim, który nie miał zbyt wiele pracy, prezentowali się źle. Znów niepewny był Kamiński, który popełnił dwa szkolne błędy. Szczególnie poważny był ten z 20 min., gdy stoper Fortuny Dusseldorf minął się z piłką i sytuację musiał ratować Bednarek, który wślizgiem zablokował strzał Borka Dockala. Kamińskiemu zdarzało się też niedokładne wyprowadzanie piłkę, gdy w prostych sytuacjach oddawał ją rywalom. Nieco lepiej prezentował się jego kolega z Lecha Poznań Tomasz Kędziora, który dość udanie kasował zagrożenie pojawiające się na prawej stronie boiska. Gdy akcji nie mógł przerwać wślizgiem, przerywał ją plecami. Potrafił też wyłuskać piłkę w ataku, jak wtedy, gdy dograł do Mateusza Klicha, a ten wywalczył rzut rożny. Obrońcy Dynama Kijów nie wychodziły natomiast długie podania kierowane do skrzydłowych. Te za każdym razem przecinał Filip Novak. 24-latek był zamieszany także w utratę bramki. To on z boku obserwował bezradnego Bednarka, którego przepchnął Patrik Schick, a następnie nie zablokował strzału Jakub Jankto.

Robert Lewandowski zanotował fatalne pudło

Frankowski mógł mieć asystę, a z boiska zszedł jako pierwszy

Na boku Kędziorze miał pomagać Przemysław Frankowski, który w Jagiellonii Białystok gra regularnie, ale nie zachwyca statystykami: w tym sezonie zebrał trzy bramki i trzy asysty. Gdyby więcej szczęścia, Frankowski z asystą zakończyłby również spotkanie z Czechami. Ale w 55 min. Robert Lewandowski stojąc cztery metry przed pustą bramką zamiast strzelić gola, pozwolił, aby futbolówka przeszła mu między nogami. Do przerwy Frankowski nie był jednak najbardziej aktywnym piłkarzem kadry Jerzego Brzęczka. Długo wydawał się przestraszony, chował się za plecami kolegów. Na dodatek popełniał błędy w kryciu, tak jak wtedy, gdy do siatki trafił Jakub Jankto, ale sędzia odgwizdał spalonego. W tej sytuacji to skrzydłowy nie pomógł w kryciu piłkarza Sampdorii Gernua osamotnionemu Bednarkowi. I to on jako pierwszy opuścił murawę, gdy po godzinie gry zmienił go Jakub Błaszczykowski.

Najmniej można powiedzieć o występie Skorupskiego, który meczu nie zakończył z czystym kontem, ale trudno zarzucić mu błąd przy straconej bramce. Poza tym 27-latek nie miał zbyt wiele zajęć. Niezależnie zresztą od postawy golkipera Bolonii i tak jasne jest, że w eliminacjach mistrzostw Europy grać będzie albo Wojciech Szczęsny, albo Łukasz Fabiański.

W Portugalii zagramy o zimę bez kolejnych stresów

Pytań przed meczem z Czechami było kilka: czy Jan Bednarek jest gotowy do gry mimo, iż w klubie jest tylko rezerwowym? Czy Jakub Błaszczykowski mimo przyspawania do trybun może dać jeszcze coś reprezentacji? Czy w środku pola Grzegorz Krychowiak może być Grzegorzem Krychowiakiem z Euro 2016? I czy duet Zieliński-Lewandowski będzie umiał pokazać to, co prezentuje w Neapolu i Monachium? Odpowiedzi są różne. Bednarek popełnił błąd, który po raz kolejny świadczy o tym, że nierozegranych w Anglii minut nie można zastąpić nawet największą ambicją (chociaż w 67. min wybił też piłkę zmierzającą do naszej bramki). To samo można powiedzieć o Kubie, którzy przez pół godziny ani razu nie zagroził bramce Czechów. Krychowiakowi wciąż daleko do piłkarza za którego PSG zapłaciło 26 mln euro. Natomiast duet Zieliński-Lewandowski dobrze zaczął, ale później popadł w niemoc. Może inaczej ocenialibyśmy szczególnie postawę kapitana, gdyby w drugiej połowie trafił do siatki. Ale nie trafił. Nie zachwycili też ci, którzy w składzie znaleźli się dzięki problemom kolegów. Kamiński, Kędziora i Frankowski nic a nic nie zbliżyli się do regularnej gry kadrze.

Polska - Czechy. Marcin Kamiński zmarnował kolejną szansę. Brzęczek musi szukać dalej

Spotkanie z Czechami w wykonaniu Polaków było bardzo słabe. Ponieśliśmy trzecią porażkę i zanotowaliśmy piąty mecz bez wygranej. Ale czwartkowej rywalizacji i tak nie powinniśmy traktować jako pełnoprawnego testu. Ten odbędzie we wtorek w Guimaraes, gdy zagramy się z Portugalią. Na kolejne miesiące to właśnie ten mecz będzie naszym punktem odniesienia.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ