Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja. Polska - Włochy. Koźmiński: Weryfikacja naszego potencjału wypada słabo. Czasu na eksperymenty już nie ma

- Z Włochami absolutnie musimy zagrać w najsilniejszym składzie. Nie widzę innej opcji. Liga Narodów to nie są jakieś tam sparingi, to weryfikacja naszego potencjału. Na razie nie wypada on zbyt korzystnie - powiedział Sport.pl wiceprezes PZPN Marek Koźmiński.

Sebastian Staszewski: Porażka 2:3 z Portugalią w Chorzowie powinna budzić obawy?

Marek Koźmiński: Powinna.

Przez styl, wynik?

- Mecze Ligi Narodów powinniśmy traktować jak weryfikację naszego potencjału, to nie są jakieś tam sparingi. Na razie ta weryfikacja nie wypada zbyt korzystnie. Pamiętajmy, że dziś nie trwa żadna budowa kadry. Zmiany są minimalne. Retusz, tak bym to nazwał. Z jednej strony więc fajnie, że nie ma zbędnej rewolucji, z drugiej: w tej chwili nie wygląda to dobrze.

Zamiast postępu jest coraz gorzej: tracimy więcej bramek, przegrywamy.

- Kalendarz jest jaki jest i czas na eksperymenty ograniczył się do minimum. Pamiętajmy jednak, że do tej pory graliśmy z mistrzem Europy, który okazał się zdecydowanie lepszy i z niebezpiecznymi u siebie Włochami. Trzeci był mecz towarzyski z Irlandią, który zagraliśmy słabo, tak jak większość naszych sparingów. To żadne wytłumaczenie, ale tak bywa. Problem więc istnieje, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, ale nie jest to kataklizm albo zapaść.

Mecz z Portugalią po raz kolejny udowodnił, że Polska grająca bez skrzydłowych to Polska tracąca największy atut, czyli Roberta Lewandowskiego? W Chorzowie z piłek bocznych pomocników nie mógł też korzystać Krzysztof Piątek. Dopiero pojawienie się na murawie Jakuba Błaszczykowskiego i Kamila Grosickiego wniosło trochę ożywienia.

- Nie zgodzę się z tą tezą. Nie jest tajemnicą, że Polska bez skrzydeł ma wielki problem. Kamil i Kuba mają w tej chwili kłopoty z dyspozycją – i to z różnych powodów. W Chorzowie dali bardzo dobre zmiany, ale dziwię się czytając przesadzone oceny, że wrócili na właściwie tory. Tak jak obaj nigdy nie byli w czarnej dziurze, tak teraz nie wolno mówić, że znów są w gazie.

Ale wydaje się, że z ich pomocą Lewandowskiemu i Piątkowi byłoby nieco łatwiej.

- Od jakiegoś czasu Robert jest skazany na walkę w osamotnieniu. Nie jest w takiej formie, jak miesiąc temu. Bundesligę zaczął świetnie, ale dopadł go mały kryzys. To nic zaskakującego, bo nie ma na świecie piłkarza, który gra równo przez cały sezon. Nie zmienia to jednak mojej oceny współpracy duetu Lewandowski-Piątek. A ta – niestety – jest bardzo przeciętna.

Co wpłynęło na taką ocenę?

- Każdy z nich grał dla siebie. Jeżeli policzymy podania Piątka do innych zawodników, to będzie ich ledwie kilka. Krzysiek to całkiem inny typ piłkarza, niż Arek Milik czy Łukasz Teodorczyk. To egzekutor. Jemu piłkę trzeba dograć, wtedy on może ją uderzyć. Nie weźmie odpowiedzialności na swoje barki, jak Arek. W czwartek próbował to robić Robert, który ustąpił pola młodszemu koledze, aby mu pomóc. I może przez to nie dostawał podań, bo w trakcie meczu miał ich tylko kilka. Nie marnował sytuacji, bo do nich nie dochodził.

Widzi pan przyszłość dla tego duetu?

- Tak, chociaż musimy pamiętać o Miliku, który ma atuty, których Piątek nie posiada.

Pana, jako byłego obrońcy, nie zmartwiła niefrasobliwość naszej defensywy?

- Nie chcę nas wybielać, ale graliśmy z przecież z mistrzem Europy. No i kłopoty były…

Artur Jędrzejczyk przegrywał prawie każdy pojedynek z Bernardo Silvą, grał na alibi.

- Silva to w tej chwili jeden z najlepszych piłkarzy Premier League. Różnicę szybkościową było widać od pierwszej minuty, nie dało się jej zniwelować. Silva i prawy obrońca Joao Cancelo biegali szybciej od Artura. Ale nie tylko „Jędza” miał z nimi problemy, bo cała lewa strona nie dała rady. Nigdy nie lubiliśmy takiego stylu, jaki ma Portugalia, Hiszpania, bo nie jesteśmy w stanie przeciwstawić się techniką. Różnicę możemy nadrobić tylko fizycznością.

Ale w czwartek to się nie udało.

- No nie.

A co się udało?

- Niewiele. Ale sytuacja nie jest wcale dramatyczna. Mamy na przykład nadmiar wyboru w ataku. Od lat polska piłka nie miała takiego komfortu, jak dziś. Lewandowskiego, Piątka i Milika nie da się zmieścić na boisku. Kłopot, ale nie bogactwa, mamy za to w pomocy. Przede wszystkim odstajemy fizycznie – Portugalczycy szybkościowo nas zniszczyli. Wybór też nie jest wielki. Niezbyt dobrze radzą sobie zawodnicy, którzy zmienili kluby, chociaż i tak jest lepiej, niż przed mistrzostwami świata. Na przykład Arek Reca nie gra w Atalancie, ale z drugiej strony przecież on jest w Serie A dopiero od kilku miesięcy. Musimy być cierpliwi.

Jak wielu zmian powinien dokonać trener Jerzy Brzęczek? Bo wyjścia są dwa: albo najsilniejszy skład i walka o punkty w Lidze Narodów, albo kolejny eksperyment.

- Absolutnie musimy grać najsilniejszym składem. Nie widzę innej opcji. Liga Narodów to turniej, walczy się w nim o punkty. Jeśli pokonamy Italię, to zapewnimy sobie utrzymanie w naszej grupie. A warto o to powalczyć, bo lepiej grać z potęgami, niż z przeciętniakami. Poza tym ciągle musimy patrzeć na ranking. Jeśli wygramy to wzrośnie szansa, że będziemy losowani z pierwszego koszyka. To zbyt poważne cele, aby odpuścić je dla eksperymentu.

W Chorzowie zagramy dużo odważniej, niż w Bolonii?

- W Bolonii faktycznie mogliśmy zagrać ofensywniej, mogliśmy spróbować zaatakować w końcówce. Z drugiej strony pięć lat temu taki remis byłby odebrany jak zwycięstwo, a dziś słyszymy tylko narzekania, że to „ledwie jeden punkt”. Realniej musimy oceniać nasze siły.

W Danii obejrzał pan zremisowany mecz młodzieżówki w ramach eliminacji mistrzostw Europy. Widział pan tam piłkarzy, którzy mogliby pomóc drużynie Jerzego Brzęczka?

- Tak. Więcej, niż jednego. Ale nazwisk panu nie powiem.

Polska - Włochy. Jerzy Brzęczek: Musimy zacząć odbudowywać zaufanie kibiców

Reprezentacja Polski. Polska - Włochy. Stadion Śląski stęskniony za kadrą. Dwa mecze i niemal 100 tys. widzów

Krzysztof Piątek na celowniku AS Roma

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ