Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Narodów. Polska - Portugalia. Z wygnańca do kapitana. Artur Jędrzejczyk ratunkiem kadry?

Niedawno był wypychany z Legii Warszawa, wiele osób twierdziło, że w kadrze bez Adama Nawałki jest już skończony. On jednak pokazał, że poddawać się nie zamierza - w klubie z wygnańca zmienił się w kapitana, a w reprezentacji zaczął walczyć o rolę partnera Kamila Glika. Artur Jędrzejczyk, który po przerwie wraca do kadry, może zagrać również na lewej obronie, gdzie problemów także nie brakuje.

Artur Jędrzejczyk i Kamil Grosicki, to dwa najgłośniejsze powroty do reprezentacji Polski. Obydwaj we wrześniu zostali pominięci przez Jerzego Brzęczka, teraz znaleźli się jednak na liście zawodników, którzy będą brani pod uwagę przy ustalaniu składu na mecze z Portugalią (11 października) i Włochami (14 października). Szczególnie pierwszy z nich swoją postawą w ostatnich tygodniach zasłużył na kolejną szansę.

>> Damian Kądzior dla Sport.pl: Jeżeli chodzi o skrzydłowych, to statystyki mam najlepsze

Za drogi na grę

Kiedy w styczniu 2017 roku Jędrzejczyk wracał do Legii Warszawa po swojej zagranicznej przygodzie, wszyscy uznawali ten powrót za hitowy i idealny. Reprezentant Polski, kilka miesięcy po bardzo udanym Euro przechodzi do drużyny mistrzów Polski, gdzie ma stanowić o sile defensywy, wszystko musi się udać.

Mija jednak kilkanaście miesięcy i wszyscy o jego roli w drużynie jednak zapominają, głównie przez zarobki, które zdaniem prezesa warszawiaków są po prostu za duże. Klub Jędrzejczyka nie chce, a on nie chce odchodzić. Impas. Przynajmniej tak wydaje się do momentu zwolnienia Deana Klafuricia, bo to za jego rządów Jędrzejczyk stracił miejsce w kadrze, i za jego rządów stał się piłkarzem niechcianym. Po odejściu Chorwata, a raczej całej chorwackiej „grupy trzymającej władze”, okazuje się, że z 30-latkiem jednak można się dogadać. Legia wyciąga rękę, to samo robi zawodnik, i od tego się wszystko zaczyna.

>> Trzy kłopoty: gra, forma, zdrowie. Brzęczek ma więcej problemów niż przed debiutem

Broni, strzela, daje pewność

Jędrzejczyka do składu przywrócił Aleksandar Vuković, który przejął prowadzenie pierwszej drużyny tymczasowo, do momentu zatrudnienia nowego szkoleniowca. Były piłkarz mistrzów Polski pominął go jeszcze w meczu 4. kolejki Lotto Ekstraklasy z Lechią, ale w następnym spotkaniu z Piastem Gliwice dał mu szansę od pierwszej minuty. I tą szansę Jędrzejczyk wykorzystał znakomicie, bo nie dość, że był jednym z najlepszych zawodników na boisku, to jeszcze strzelił gola, a do wpisania się na listę strzelców potrzebował zaledwie 22 minut gry, po tym jak opuścił aż 10 pierwszych meczów sezonu. Wynik imponujący, na obrońcę tym bardziej.

Na wyjeździe do Gliwic Jędrzejczyk się jednak nie zatrzymał - w kolejnym meczu, w którym znów dostał szansę od Vukovicia, zdobył kolejną bramkę, a Legia pokonała na własnym boisku Zagłębie Sosnowiec (2:1). We wspomnianych spotkaniach 30-latek grał na prawej obronie warszawiaków, gdzie gwarantował pewność, dobrą grę w defensywie i wsparcie w ataku.

Drugie życie od Sa Pinto

Jeżeli jednak Jędrzejczyk otrzymał drugą szansę od Vukovicia, to od Ricardo Sa Pinto (przyszedł do Legii po wspomnianych dwóch spotkaniach) dostał drugie piłkarskie życie. Portugalski szkoleniowiec wystawiał go bowiem w sześciu kolejnych meczach ligowych. Dodatkowo przywrócił go na jego naturalną pozycję. Bo można mówić, że 30-latek to piłkarz uniwersalny, który może grać zarówno na lewej, jak i prawej stronie defensywy, ale każdy były trener, kolega z boiska, czy nawet on sam przyzna, że najlepiej czuje i spisuje się na środku formacji defensywnej. Właśnie w roli stopera trafiał przecież pierwszy raz do Legii, kiedy jej szefowie dostrzegli go jeszcze w barwach Iglopolu Dębica.

We wszystkich spotkaniach pod wodzą Sa Pinto, w których 30-latek zagrał na środku obrony, był najlepszy spośród wszystkich defensorów, a w dodatku prawie zawsze znajdował się w pierwszej trójce najlepiej ocenianych Legionistów. Wszystkie występy kończył z niemal 70-procentową skutecznością pojedynków i z niemal 90-procentową celnością podań. Gorsze statystyki miał tylko raz, kiedy Legia niespodziewanie przegrała 1:4 z Wisłą Płock. Z obrońców i tak noty otrzymał jednak najlepsze.

Dobra gra Jędrzejczyka nie wzięła się znikąd. Wzięła się przede wszystkim z zaufania, którego nie otrzymywał od bardzo dawna, a którego Sa Pinto mu nie szczędził, a także z tego, że zawodnik nie zważał na ogromną krytykę i problemy, cały czas profesjonalnie podchodząc do treningów i walki o skład. – Nie patrząc na nic robiłem wszystko, by wrócić do drużyny i prezentować się jak najlepiej. Nie po to wracałem z zagranicy, żeby znowu gdzieś wyjeżdżać – przyznał piłkarz po jednym z występów.

>> Osieroceni po Michale Pazdanie. Trwa walka o miejsce u boku Kamila Glika

„United we stand, divided we fall”

“Zjednoczeni przetrwamy, podzieleni upadniemy” brzmiał napis na transparencie zaprezentowanym przez kibiców Legii podczas wygranego meczu z Lechem. Napis, który idealnie wkomponował się w sytuację, z jaką zmierzyć się musiał Sa Pinto. Sa Pinto, który objął drużynę rozbitą, pełną podziałów, nie mającą hierarchii, albo mającą ją bardzo mocno zaburzoną. Legia w żadnym aspekcie swojego działania nie była „united”, a przecież to bycie zespołem zjednoczonym zdaniem jednego z ostatnich trenerów mistrzów Polski, Stanisława Czerczesowa, jest kluczem do sukcesu.

Sa Pinto doskonale o tym wiedział i – poza bardzo ciężkimi treningami, których dzienną dawkę kilka razy podwajał – skupił się na budowaniu pozytywnej atmosfery, włączając w to właśnie Jędrzejczyka, znanego z poczucia humoru i żartów. - Jest to kluczowa kwestia w prowadzeniu zespołu. Będąc trenerem musisz rozumieć swoich piłkarzy, rozmawiać i żartować z nimi. Piłkarze są częścią mnie - ja żyję dla nich, oni żyją dla mnie, wspólnie żyjemy dla klubu. Wszyscy angażujemy się możliwie jak najbardziej. Chcemy, aby wszyscy czuli się tutaj jak rodzina. Każdy może opowiedzieć o swoich problemach i odczuciach, przede wszystkim jednak każdy może być sobą – mówił Sa Pinto w rozmowie z portalem „legia.com”.

>> Bartłomiej Drągowski w reprezentacji Polski. "Czas jest po jego stronie"

„Z wygnańca do kapitana”

Z Jędrzejczykiem Sa Pinto poszedł jednak krok dalej, niż z innymi, bo przekazał mu opaskę kapitańską. 30-latek poprowadził swój zespół w pięciu ostatnich meczach ligowych przed zgrupowaniem kadry, radząc sobie w tej roli bardzo dobrze. Widać było bowiem, że reprezentant Polski ma wśród swoich kolegów posłuch, podpowiada im i nimi kieruje, a ci mu ufają i temu kierowaniu się podporządkowują, bo trudno nie podporządkować się komuś, kto w tak krótkim czasie przebył drogę – jak napisał Mateusz Borek – od wygnańca do kapitana.

>> Czy Krzysztof Piątek może grać obok Lewandowskiego? "Heatmapa" pokazuje, że to boiskowe klony

Partner Glika?

8 – dokładnie tyle lat minie podczas najbliższego zgrupowania od debiutu Jędrzejczyka w reprezentacji Polski. Zawodnik urodzony w Dębicy, w seniorskiej kadrze zagrał bowiem po raz pierwszy 12 października 2010 roku, kiedy Franciszek Smuda wprowadził go na ostatnie 22 minuty spotkania towarzyskiego z Ekwadorem (2:2). Później obrońca rozegrał jeszcze 36 meczów, z czego cztery w eliminacjach Euro 2016. Eliminacjach, których dużą część stracił przez zerwanie więzadła krzyżowego w kolanie.

Poważna kontuzja nie przekreśliła jednak jego szans na powrót do kadry. A jak już do niej wrócił, to wywalczył miejsce w podstawowym składzie na mistrzostwa Europy, gdzie wszystkie mecze zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. Po ME regularnej gry było coraz mniej, ale na mundial jeszcze pojechał. Dwa pierwsze mecze oglądał z ławki, a kiedy zagrał przeciwko Japończykom, zaprezentował się bardzo dobrze. Mimo wszystko wiele osób sadziło, że i tak był to jego występ pożegnalny, co późniejsze kłopoty w Legii mogły tylko potwierdzić.

Przez brak regularnej gry na początku sezonu, Jerzy Brzęczek nawet nie wziął go pod uwagę przy powołaniach na wrześniowe mecze kadry (1:1 z Włochami i 1:1 z Irlandią). Teraz zdecydował się jednak dać mu szansę. Szasnę, której nie dostał jego kolega, wcześniej etatowy kadrowicz – Michał Pazdan.

Pod, kolejną już, nieobecność Pazdana, wiele wskazuje na to, że Jędrzejczyk prawdopodobnie wystąpi w którymś z najbliższych spotkań, bo poza Kamilem Glikiem, ze środkowych obrońców Brzęczek wybrał dwóch graczy: Jana Bednarka i Marcina Kamińskiego. Legionista w walce o podstawowy skład na straconej pozycji nie stoi, choć łatwo mieć nie będzie. Bednarek na razie istotnej roli w Southampton nie odgrywa, ale powoli pnie się w hierarchii Marka Hughuesa. Dostał bowiem szansę w meczu z Liverpoolem, zagrał też w starciu z Chelsea (został zmieniony po pierwszej połowie, ale głównie ze względu na zmianę formacji. Brytyjskie media uznały jego występ za dobry). 180 minut rozegrał także w Pucharze Ligi Angielskie, ostatnie zaledwie kilka dni temu w wygranym pojedynku z Evertonem. Nieco sceptycznie – takie przynajmniej można było odnieść wrażenie – do wystawienia 22-latka w pierwszym składzie podchodzi jednak lider bloku obronnego, Kamil Glik. – Trzeba zapytać Janka jak on się teraz czuje, czy wykonuje dodatkową pracę, kiedy drużyna gra a on jest na ławce. Każdy piłkarz trenuje po to, aby grać, ale żaden trening nie zastąpi grania po 90 minut – oceniał obrońca Monaco na jednej z ostatnich konferencji prasowej.

>> Zgrupowanie krótkie, ale intensywne. Większość piłkarzy na kadrę dotrze w poniedziałek

Duże szansę na grę ma także Kamiński, któremu w Bundeslidze wiedzie się teraz bardzo dobrze – na siedem możliwych występów zebrał sześć, w których grał od pierwszej do ostatniej minuty. Regularna gra przybliżyła go do kadry bardziej niż kiedykolwiek, a w dodatku dała mu pewność i zlikwidowała stres, który wcześniej często dawał o sobie znać. 26-latek szansę od Brzęczka już dostał, we wrześniu, kiedy rozegrał pełne 90 minut w starciu z Irlandią (1:1). Za występ był chwalony – przez kibiców i dziennikarzy, a ostatnio przez Łukasza Fabiańskiego, choć nie bezpośrednio. – Powiem ze swojego doświadczenia z gry w kadrze: patrząc na ostatnie spotkania to obrona funkcjonowała nieźle. To formacja nad którą ciągle trzeba pracować, ale w ostatnich meczach wszystko było na niezłym poziomie. I mowa tu nie tylko o Kamilu czy Janku, ale także o Michale Pazdanie czy „Kamyku”. Zawsze w tym wszystkim potrafiliśmy znaleźć wspólny język – przyznał bramkarz West Hamu podczas jednego ze spotkań z dziennikarzami.

Jeśli selekcjoner na środku obrony obok Glika postawi na kogoś z dwójki Bednarek-Kamiński, wciąż nie przekreśli to szans Jędrzejczyka. Brzęczek sam bowiem przyznał, że ma problem z obsadą lewej strony obrony, a o wszechstronności zawodnika Legii pamięta. – W jego przypadku bierzemy pod uwagę wszystkie opcje. Nie tylko w reprezentacji grał na każdej pozycji w obronie. Oznacza to, że  może on być zastępstwem również na lewej stronie – przyznał trener na konferencji.

Możliwe więc, że Jędrzejczyk, który jeszcze niedawno był zawodnikiem niechcianym w Legii, a według niektórych skończonym w kadrze, teraz stanie się jej ratunkiem i podporą. Tak samo, jak warszawskiego zespołu.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ