Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Raport PZPN ośmieszył sztab Adama Nawałki. Kluczowe pytania bez odpowiedzi

Raport PZPN podsumowujący MŚ 2018 doskonale pokazuje, dlaczego polska piłka nożna jest w takim, a nie innym miejscu. Niestety, to najważniejszy wniosek z tego dokumentu. Jego publikacja wyłącznie ośmiesza PZPN i sztab Adama Nawałki. Gdzie jest prawdziwy raport? Nie chodzi już nawet o proste błędy, czyli o to, którzy zawodnicy tak naprawdę zostali powołani.

- Moim największym błędem było myślenie, że możemy wyjść z grupy grając futbol oparty na posiadaniu piłki. Otarłem się wręcz o arogancję - powiedział Joachim Loew tłumacząc katastrofę reprezentacji Niemiec w Rosji. Dodał, że w rozgrywkach ligowych wygrywają drużyny opierające swój styl gry o wysokie posiadanie piłki, ale do finału Ligi Mistrzów awansowały dwie ekipy skupiające się na kontratakach (Real Madryt i Liverpool).

- Użyliśmy wszystkich dostępnych danych. W 2010 roku więcej kontratakowaliśmy, a w 2018 roku bardziej skupialiśmy się na posiadaniu piłki, zdominowaniu rywala. Dane pokazują, że w 2014 roku osiągnęliśmy idealną równowagę - tłumaczył dalej Loew. Dowiedzieliśmy się, że Niemcy biegali tyle, co w poprzednich turniejach, ale na dużo niższej intensywności. Dzięki temu rywale mieli więcej czasu na zorganizowanie defensywy. Taki raport ma sens. Nie przynosi odpowiedzi na wszystkie pytania. Tego oczywiście nie da się zrobić, jest za wiele zmiennych. Ale zawsze stanowi to dobry punkt wyjścia.

Nawałka popełnił błąd i potem poszła lawina. Kluczowy załącznik pozostanie tajemnicą

Raport PZPN jak praca zaliczeniowa

Jaki punkt wyjścia stanowi raport sztabu Nawałki? Odpowiedzi na pewno nie przynosi wspomniany dokument. Ma 91 stron, ale wygląda bardziej niczym praca zaliczeniowa na uczelnię. I to niezbyt renomowaną. Dużo niewiele wnoszących, nieopisanych i nieopatrzonych żadnym komentarzem wykresów. Dowiadujemy się z nich m.in. ilu rzutów karnych w swojej karierze nie wykorzystał Arkadiusz Milik. Uważna analiza raportu przynosi też kilka kwiatków. Na ogólnej liście obserwowanych piłkarzy nie ma Jakuba Żubrowskiego, ale na tej samej liście wzbogaconej o dodatkowe statystykami już się znajduje. To selekcjoner go w końcu obserwował czy nie? Wśród 69 nazwisk zabrakło zupełnie takich zawodników jak Maciej Wilusz (regularne występy w FK Rostów) czy Waldemar Sobota (regularna gra w FC St. Pauli). Kolejny kwiatek? Ranking piłkarzy na 2 lipca. W podstawowym ustawieniu nie ma żadnych ocen, w 3-4-3 już są.

Rywalizacja o miejsce w kadrze była bardzo wyrównana i trwała do ostatniego treningu przed powołaniami - czytamy w raporcie. Jednak ranking reprezentantów (po każdym meczu rozegranym w 2018 roku sztab szkoleniowy przyznawał oceny zawodnikom) pokazuje, że trudno mówić o jakiejkolwiek rywalizacji. Nawet w sparingach grali w większości ci sami piłkarze. Zabrakło świeżej krwi. Jedynym zawodnikiem, który nie zagrał w żadnym sparingu na pół roku przed MŚ, a mimo to został powołany jest... Sławomir Peszko.

.. Lukasy

Kto został powołany na MŚ?

 Z zawodników, którzy ostatecznie nie pojechali na MŚ, ocenę dostał jedynie Tomasz Kędziora. Krzysztofa Mączyńskiego i Łukasza Skorupskiego trudno liczyć, oni nie pojechali do Rosji przez problemy zdrowotne. Potem w rankingach pojawiają się kolejne bzdury. Z ocen w ustawieniu 4-4-2 wynika, że na mundial nie pojechał Artur Jędrzejczyk, a Krzysztof Mączyński. Tak naprawdę to Jędrzejczyk zagrał w Rosji, a Mączyński nie został powołany. Takich bubli jest więcej i pokazują, że raport pisany był na kolanie, niesprawdzony pod kątem ew. błędów.

Czystej analizy i wniosków jest niecałych 20 stron. Czytamy tam, że "plany i przebieg przygotowań w obszarze motorycznym zostały zrealizowane i należy je ocenić pozytywnie". Ale jednocześnie "mikrocykl przed meczem z Senegalem został błędnie zaplanowany, co przełożyło się na dyspozycję zawodników podczas meczu". Czyli wszystko było dobrze, ale jednocześnie błąd sztabu szkoleniowego sprawił, że wyszliśmy na kluczowy mecz tak naprawdę tracąc gola już w szatni. Ważniejsza połowa zespołu - Jakub Błaszczykowski, Łukasz Piszczek, Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Kamil Grosicki - przez wspomniane zajęcia nie była w optymalnej dyspozycji. Jak widać, przeprowadzenie treningu w najcieplejszym mieście MŚ 2018 niemal w południe nie okazało się najlepszym pomysłem. Wcześniejsze zajęcia były kilkukrotnie przekładane na późniejsze godziny. Dlaczego tym razem również tego nie zrobiono?

"Panowie, no co jest!? Jeszcze nie padła żadna bramka". Pierwszy trening kadry Jerzego Brzęczka

Brak odpowiedzi

Dochodzi jeszcze kwestia mentalności. - Przygotowanie mentalne zespołu do meczu na odpowiednim poziomie. Wyjątkiem był Arek Milik, który w trakcie rozgrzewki i samego meczu nie był odpowiednio skoncentrowany, co przełożyło się na jakość jego gry. Mecz pokazał, że niektórzy zawodnicy nie byli optymalnie przygotowani pod względem mentalnym i nie wytrzymali presji tego spotkania. Nasuwa się wniosek, że w przygotowaniu mentalnym istniały rezerwy. Okazało się, że drużyna nie była optymalnie przygotowana pod względem mentalnym do skali trudności, jaka występuje podczas mundialu. Nie udało się zrobić wszystkiego, aby scalić zespół w najtrudniejszych momentach mistrzostw - czytamy w podsumowaniu sfery mentalnej. Jak to możliwe, że piłkarz nie jest odpowiednio przygotowany mentalnie do najważniejszej imprezy swojego życia? Na to pytanie w raporcie nie znajdujemy odpowiedzi. Można odnieść wrażenie, że wszystkiemu był winien jeden trening przeprowadzony o nieodpowiedniej godzinie.

Gdzie reszta analizy?

Przecież to powinien być początek analizy. Teza, która powinna zostać udowodniona, a już na pewno nie podsumowanie. Takie wnioski może wyciągnąć każdy kibic siedzący przed telewizorem. Sztab szkoleniowy jest od tego, żeby zgłębić takie kwestie, starać się znaleźć ich przyczyny. By ich nie powtórzyć. Z innych wniosków hitem jest piąty punkt po meczu z Senegalem. Brzmi on "dokonanie trafnych wyborów personalnych na spotkanie z Kolumbią". Czytamy też, że "zespół nie najlepiej funkcjonował w transferze negatywnym i fazie gry defensywnej". Dowodem na to ma być statystyka 1,7 straconej bramki na mecz. Nie jest to pogłębiona analiza, jakiej moglibyśmy spodziewać się po sztabie szkoleniowym reprezentacji Polski. Tym bardziej, że Adam Nawałka kreował się na trenera dbającego o najdrobniejsze detale.

I to nas piłkarsko różni od Niemiec. Dyskusja stoi na zupełnie innym poziomie. - Wykonaliśmy o 22 procent sprintów mniej niż w meczach eliminacyjnych, podczas gdy rywale w tym czasie zwiększyli liczbę sprintów o 25 procent. Zredukowaliśmy liczbę szybkich wbiegnięć do przodu o dwanaście procent. Wpadaliśmy w tercję przeciwnika niemal trzykrotnie rzadziej niż w eliminacjach - tłumaczył przyczyny porażki Joachim Loew. Nie da się dobitniej pokazać różnicy między polskim, a niemieckim futbolem.

Ten raport postawił pod wielkim znakiem zapytania profesjonalizm całej ekipy Adama Nawałki. Trudno nie odnieść wrażenia, że powstał tylko dlatego, że musiał powstać. W pośpiechu, na kolanie, czego dowodem są liczne błędy. Wygląda to tak, jakby nikt nie planował jego upublicznienia. PZPN ugiął się pod presją kibiców i dziennikarzy. Nie znaleźliśmy odpowiedzi na żadne z kluczowych pytań. To powinien być jedynie wstęp do prawdziwego raportu. Raportu, który już nigdy nie powstanie.

Reprezentacja Polski. Lewandowski o nowej kadrze: Potrzebowaliśmy zmian. Świeża krew na pewno się przyda

Reprezentacja Polski. Jerzy Brzęczek tłumaczy brak powołania dla Grosickiego

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ