Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Powoływali, zaskakiwali. Kiedyś był Kosznik i Gancarczyk. Czy ich los podzielą Pietrzak i Dźwigała? Brzęczek jak Nawałka ma polskie słabości

Kto pamięta Kosznika, Leszczyńskiego czy Gancarczyka? To wszystko piłkarze, którymi zaskakiwali w swych pierwszych powołaniach niedawni selekcjonerzy. Jerzy Brzęczek, stawiając swój stempel, zaprosił na kadrę Pietrzaka czy Dźwigałę. Pominął Grosickiego czy Pazdana. Czy pomysły Brzęczka okażą się trafniejsze od jego poprzedników.

Być może bardziej niż o logiczny wybór chodzi o wysłanie komunikatu. Niby banalnego i znanego ale jednak na początku pracy potrzebnego. „Droga do kadry jest otwarta dla wszystkich, którzy się wyróżniają” - wydają się mówić kolejni selekcjonerzy.

>> Pierwsze powołania Jerzego Brzęczka

Może mają też inne spojrzenie na zawodników lub widzą coś, czego nie widzieli ich poprzednicy. A „swoich niedawnych klubowych” graczy znają najlepiej. Czują, że trzeba kogoś sprawdzić, wynagrodzić, odkryć. Ale ostatnio takie zaskoczenia nie przynosiły przełomu w polskiej piłce. Po ochoczym podchwytywaniu kilku nazwisk przez media, świat piłki na poziomie reprezentacyjnym szybko o nich zapominał. Czy teraz inaczej będzie z graczami takimi jak Pietrzak, Dźwigała czy nawet Reca? Obok zaskoczeń, którymi często są debiutanci, mamy też zwykle wielkich nieobecnych. Kiedyś wśród nich był Kamil Glik, ale też Artur Boruc czy Mariusz Lewandowski. Teraz u Brzęczka to m.in. Kamil Grosicki.

Dźwigała, Pietrzak, Reca Szymański, Piątek i Kądzior. Kim są nowi kadrowicze?

Nawałkowy Kosznik, Leszczyński i Hołota

Nawałka miał najmniej czasu na kombinowanie ze swą pierwszą listą. Typy musiał przedstawić zaledwie kilka dni po tym, jak oficjalnie został trenerem. Chociaż bardziej niż prawdopodobne jest, że piłkarzom przyglądał się nieco wcześniej, kiedy tylko dostał wstępną propozycję pracy z kadrą. Tak czy inaczej, szybkość decyzji była wymagana. Zaskoczeń było kilka. Tak jak teraz w przypadku Brzęczka, głównie z ligi krajowej.

Nawałka już na początku swej pracy z orłem na piersi zaprosił na zgrupowanie dobrze znanych sobie ludzi z Górnika Zabrze. O ile po Pawła Olkowskiego sięgał jeszcze w późniejszych latach, o tyle szybko uznał, że Rafał Kosznik w reprezentacji szans mieć nie będzie. Obrońca przywitał się i pożegnał z kadrą meczem ze Słowacją (0:2). Niemal identyczny los spotkał wtedy też Adama Marciniaka (wówczas Cracovia), który zadebiutował na pierwszym zgrupowaniu Nawałki. Zagrał końcówkę meczu ze Słowacją, całe spotkanie z Irlandią (0:0) i na tym jego występy w reprezentacji się skończyły.

Najgłośniej dzięki Nawałce było wtedy o Rafale Leszczyńskim. Do kadrę nowy trener zaprosił bowiem piłkarza z 1. ligi. 21-letni golkiper Dolcanu Ząbki został wtedy nagrodzony za swoją dobra postawę, a selekcjoner, tłumacząc swój wybór, podkreślał, że sztab monitoruje też zaplecze ekstraklasy. Wydaje się, że było w tym trochę polityki. Może i perspektywiczny Leszczyński pojechał na obóz kadry, potrenował, podziękował za zaufanie i tyle. Pierwszy i ostatni mecz rozegrał w styczniu z Norwegią.

Na początku wydawało się, że Nawałka miał słabość do piłkarzy z krajowego podwórka. Na liście trenera byli był też przecież Tomasz Hołota ze Śląska (nie zagrał w kadrze ani minuty) czy Piotr Ćwielong, który z Wrocławia przeniósł się właśnie do VFL Bochum, ale w głównej reprezentacji wystąpił tylko z okazji pierwszego powołania. Na pierwszej liście Nawałki, z 26 nazwisk aż 11 było z polskiej ligi. Jak pokazała historia, w większości można było nazwać ich potem epizodystami.

Równie dużo co o debiutantach mówiło się też o sensacyjnej nieobecności, czyli braku Kamila Glika, wówczas kapitana Tornino.

Jerzy Brzęczek zaskoczył powołaniami. Dziwi brak konsekwencji, ale selekcjoner dostrzegł też dobrą formę

Fornalikowy spokój i Piech

Zupełnie inne podejście do krajowych graczy na początku swej pracy w kadrze miał Waldemar Fornalik. Na jego pierwszej liście tylko 5 z 19  zawodników grało w rodzimej lidze. Zresztą ten selekcjoner nie zapraszał na zgrupowanie wielkiej grupy. To nie znaczy jednak, że pochodzący z Myślenic szkoleniowiec nie miał swoich faworytów. Dał szansę na powtórna grę w kadrze Arkadiuszowi Piechowi z Ruchu Chorzów (6 minut z Estonią). Nie była to jednak przygoda długa. Napastnik Niebieskich wystąpił u niego potem jeszcze tylko dwa razy.

Selekcjoner na moment ożywił też w reprezentacji Waldemara Sobotę, który wcześniej zagrał w niej tylko raz. To były właściwie wszystkie ciekawostki Fornalika. Jego drużyna nie bardzo różniła się od tej Franciszka Smudy. Fornalik na początku nie eksperymentował z personaliami. Oczywiście, po kilku miesiącach też mocniej zaskoczył choćby zaproszeniem do gry bramkarza Jagiellonii Jakuba Słowika, ale jego wybory były raczej medialnie spokojne.

Jerzy Brzęczek powołał kadrę! "Odważne wybory" [REAKCJE DZIENNIKARZY]

Smudy Gancarczyk, odstawieni Boruc i Lewandowski

Odważniejszą wizję kadry miał za to Franciszek Smuda. Po jego pierwszych powołaniach więcej mówiło się jednak o tych, których w kadrze nie ma. Szczególnie rzucało się w oczy odstawienie Artura Boruca, ale jak pokazała późniejsza historia, obu panom było ze sobą mocno nie po drodze. Smuda pominął też na swej pierwszej liście Euzebiusza Smolarka i Mariusza Lewandowskiego, który u Leo Benhakkera był nawet kapitanem. Skorzystał za to z zawodników dobrze mu znanych. Przywrócił do łask Kamila Kosowskiego, z którym pracował w Wiśle Kraków, czy powołał Piotra Brożka, który przez Holendra sprawdzony był tylko raz. Piotr Brożek jednak w reprezentacji zagrał u Smudy tylko kilka razy.

Smuda miał też pomysł na ówczesnego gracza Śląska Wrocław Janusza Gancarczyka. Przygoda pomocnika z biało-czerwonymi zakończyła się właśnie po tym pierwszym powołaniu i 21 minutach w meczu z Kanadą. Smuda lubił jednak stawiać na graczy z rodzimej ligi. 10 z 22 piłkarzy pracowało wtedy właśnie w ekstraklasie. 

Kamil Grosicki na zakręcie. Skrzydłowy pominięty przez Jerzego Brzęczka. Pat transferowy nadal trwa

Brzęczka kompromis i serce do Wisły

Mimo że polskie kluby w tym sezonie w Europie zawiodły - Lech w lidze jest chimeryczny, Legia ciągle w dołku, Jagiellonia dobre mecze przeplata gorszymi - Brzęczek wśród 27 nazwisk zaproszonych na pierwsze zgrupowanie skorzystał z sześciu graczy Ekstraklasy. Można uznać, że jego słabością jest Wisła.

Wśród powołanych jest Damian Szymański. Tyle że 23-latkiem z Płocka już od pewnego czasu interesują się kluby z zagranicy. Na polskim tle młodzian na pewno się wyróżnia. Patrząc na jego szybkość, zwrotność, kreatywność i to, że sporo nauki jeszcze przed nim, raczej trudno zakładać, że Szymański w kadrze będzie epizodycznie. Tym bardziej, że już w poprzednim sezonie wzbudzał spore zainteresowanie sztabu Nawałki. Wydaje się, że u Brzęczka jego szansę na debiut z orłem na piersi (choćby w najbliższym towarzyskim meczu z Irlandią) są duże. Młody gracz wie, jak wygląda współpraca z nowym selekcjonerem, zna oczekiwania wobec siebie, wiec na zgrupowaniu może mieć łatwiejszy start.

Kolejnym piłkarzem, którego czeka ważny czas, jest drugi dobry znajomy Brzęczka, Adam Dźwigała. 22-latek z Wisły Płock w tym sezonie wystąpił w komplecie spotkań ekstraklasy. Ostatecznie przekonał do siebie selekcjonera niedzielnym meczem na Łazienkowskiej. W barwach Legii w tym spotkaniu zabrakło znajdującego się ostatnio w słabszej dyspozycji Michała Pazdana. Może zatem ten mecz był symbolicznym znakiem, że w najbliższym czasie w defensywie kadry mogą nastąpić zmiany.

Tym bardziej, że Brzęczek chce wypróbować też Rafała Pietrzaka (Wisła Kraków). Jeśli chodzi o występy w Ekstraklasie, nie jest to najbardziej doświadczony gracz, ale selekcjoner chciał uhonorować jego dobry start sezonu w barwach „Białej Gwiazdy”. Pietrzak jako lewy obrońca gra w lidze wszystko: asystuje i strzela gole. Identycznie jak Kosznik kilka lat temu. Czy historia z zatoczy koło?

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ