Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja. Umieć grać i umieć być. Łukasz Piszczek żegna się z reprezentacją Polski. Klasę miał na boisku i poza nim

Niewielu polskich piłkarzy tak pięknie łączyło klasę na boisku i poza nim. Łukasz Piszczek umiał grać i umiał być. Na koncie ma cztery wielkie turnieje i miłość kibiców dla których na długo stał się wzorem reprezentanta. Po 11 latach w kadrze Piszczek mówi jednak "żegnam".

To był rok 2015. Fasada była imponująca – na koncie Łukasz Piszczek miał dwa mistrzostwa, Puchar Niemiec i Superpuchar, grał też w finale Ligi Mistrzów. Był liderem klubu, który jest dla niego jak dom. W Dortmundzie jest „swój”, choć jako Polak musiał rozbić wiele murów. Ale to wszystko było za mało, aby odczuwać radość. Trzy lata temu Piszczek w samotności przeżył wielki kryzys. – Nie odczuwałem już frajdy z futbolu. Wiedział o tym mój menadżer Bartłomiej Bolek z którym ustaliłem, że czas spróbować czegoś nowego. Bartek zaprosił do Niemiec psychologa, spotkaliśmy się, porozmawialiśmy i złapaliśmy wspólne fale. Gdyby nie on, na pewno nie grałbym dziś na takim poziomie, na jakim wciąż jestem. Po problemach z biodrem dużo od siebie oczekiwałem, ludzie też czekali na to, aż wrócę i znów będę tak dobry jak kiedyś. To mnie wykańczało. Stres mnie zjadał. A ja nie mogłem znaleźć formy – mówił mi Piszczek, gdy kilka miesięcy temu spotkaliśmy się w Niemczech. Psychologiem, którego sprowadził do Dortmundu Bolek, był Kamil Wódka. Ten sam, który w przeszłości pomagał m.in. Kamilowi Stochowi, zawodnikom Cracovii czy siatkarzom Asseco Resovii Rzeszów. Swoją pracę wykonał wzorowo, bo od 2015 roku Łukasz zagrał na mistrzostwach Europy we Francji i mistrzostwach świata w Rosji. A w Bundeslidze dalej był wzorem prawego obrońcy.

>>> Łukasz Piszczek skomentował swój występ na mundialu

Trzy lata później nie był mu w stanie pomóc ani Wódka, z którym Piszczek współpracuje do dziś, ani selekcjoner Jerzy Brzęczek, który namawiał go na grę w reprezentacji, ani tysiące kibiców, którzy mieli nadzieję, że Piszczek jeszcze raz pomoże polskiej drużynie narodowej. Obrońca BVB podjął jednak decyzję i po kilku tygodniach wahań w końcu ogłosił, że jego kariera w biało-czerwonej koszulce dobiegła końca. Trwała 11 lat: Piszczek zagrał aż 65 meczów, wziął udział w czterech turniejach. Bagaż, który zabiera ze sobą, jest imponujący.

Pożegnanie z kadrą już teraz. A z piłką? Za dwa lata

Kluczowy wpływ na trudną decyzję miały kłopoty zdrowotne Piszczka. Przede wszystkim z biodrami, które doskwierają mu od dekady. Od dawna ból jest jego stałym towarzyszem. Pierwszą operację przeszedł w 2008 roku. Dwa lata później Polska grała towarzysko z Serbią. Przed meczem spadła ulewa, boisko przypominało to we Frankfurcie, gdzie „Orły” Górskiego straciły szansę na finał mundialu. W drugiej połowie Piszczek poślizgnął się, a jego biodra ucierpiały. Wydawało się, że znów trafi do szpitala, ale zabiegu udało się uniknąć. Najgorzej było po finale Ligi Mistrzów w 2013 roku. Wtedy wyjścia nie było. Operacja trwała cztery godziny. Zaraz po niej Piszczek znów wylądował u chirurgów, którzy leczyli jego pachwiny. Gdyby nie regularna pomoc fizjoterapeutów i masażystów, a także odpowiednia profilaktyka, obrońca już dawno musiałby pożegnać się z wyczynowym sportem. Ale i tak każdy mecz jest dla niego wyzwaniem. – Bez bólu nie ma gry. Nie chcę się nad sobą użalać. Są lepsze i gorsze dni, ale staram się tak dbać o siebie, aby być gotowym – tłumaczył Sport.pl pół roku temu.

>>> Piszczek rezygnuje z kadry. Bosacki dla Sport.pl: Mam tylko nadzieję, że to jego decyzja

KUBA ATYS

Piszczek nie kryje, że jego kariera dobiega końca. Swój ostatni mecz w reprezentacji rozegrał na mundialu. Swój ostatni w ogóle zagra niemal na pewno latem 2020 roku w Borussii.– Jeśli zdrowie pozwoli, pogram jeszcze dwa lata. Zdania raczej nie zmienię – deklaruje „Piszczu”.

Papużki nierozłączki

W reprezentacji Piszczek stworzył duet z Jakubem Błaszczykowskim. Nawet bardziej, niż na boisku – poza nim. Poznali się jeszcze w młodzieżowej kadrze Andrzeja Zamilskiego, później mieszkali w tym samym internacie w Zabrzu, gdzie stacjonowali piłkarze Gwarka i Górnika. Łukasz był tym z Gwarka, Kuba z Górnika. Mówili sobie tylko „cześć”. Przyjaźń na dobre rozwinęła się dopiero w Dortmundzie, gdzie Piszczek trafił trzy lata po Błaszczykowskim. To Kuba nauczył go grać w kości, gdy rywalizowali o pompki i wejścia do lodowatego basenu. Wspólny język znalazły też partnerki kadrowiczów: Agata i Ewa. Relacje piłkarzy i ich rodzin były tak silne, że trener BVB Jurgen Klopp nazywał ich „papużkami nierozłączkami”. I to on jako pierwszy, a nie jak sugerują niektóre media agent Cezary Kucharski, podpowiedział Robertowi Lewandowskiemu by ten odseparował się nieco od duetu, który – zdaniem Kloppa – mimowolnie przeszkadzał snajperowi w szybszej integracji z kolegami innej narodowości.

>>> Łukasz Piszczek zakończył reprezentacyjną karierę. Zbigniew Boniek skomentował decyzję naszego obrońcy

Trzy Euro i mundial

11 lat Piszczka w kadrze obfitowało w wiele trudnych chwil. A Kuba zawsze był gdzieś obok. Zaczęło się od pechowej kontuzji Błaszczykowskiego przez którą Leo Beenhakker tuż przed Euro 2008 odesłał pomocnika Wisły Kraków do domu. Interweniować u Holendra próbował nawet Jerzy Brzęczek, ale decyzja została podjęta. W tym samym czasie swoje greckie wakacje kończył Piszczek, który za Kubę został powołany do reprezentacji w trybie pilnym. Dzięki temu Łukasz został jedynym polskim piłkarzem, obok Jakuba Wawrzyniaka, który był na wszystkich mistrzostwach Europy na których wystąpiła nasza reprezentacja. Na koniec przygody w kadrze udało mu się zagrać także na mistrzostwach świata. Pierwszy i ostatni raz.

Jakub Błaszczykowski i Łukasz PiszczekJakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek FOT. KUBA ATYS

Największym sukcesem Łukasza w reprezentacji jest ćwierćfinał Euro w 2016 roku. We Francji piłkarze Adama Nawałki przegrali w ćwierćfinale z Portugalczykami po nietrafionym rzucie karnym Błaszczykowskiego. W książce „Tajemnice kadry” Łukasz wspominał trudne chwile jego przyjaciela: „Czułem rozczarowanie tym meczem i tym, że akurat Kuba nie trafił. Przecież mogło to spotkać każdego z chłopaków. Próbowałem go podtrzymać na duchu, ale znam go i wiem nie od dziś, że on pocieszania nie lubi. W takim momencie trzeba być gdzieś obok, ale nie ma co przesadzać. Później Kuba mądrze powiedział, że są na świecie gorsze rzeczy z którymi sobie poradził, więc poradzi sobie także i z tym. I poradził sobie”. Ostatni raz zagrali razem w meczu z Senegalem, który Polacy na inaugurację mundialu przegrali 1:2.

>>> Łukasz Piszczek skomentował decyzję o zakończeniu kariery reprezentacyjnej. 'Nie jestem jak Ronaldo'

Spór dortmundzkiego tria o kanapkę

Jednym z najdłuższych seriali ostatnich lat z reprezentantami Polski w rolach głównych był ten o relacjach polskiego tria w Dortmundzie. Tajemnicą poliszynela było to, że Piszczek z Błaszczykowskim niezbyt przepadają za Lewandowskim. A on za nimi. Nie zawsze jednak tak było. Pierwsze wspólne miesiące w Niemczech przebiegały co najmniej poprawnie. Lewandowski po przejściu do Borussii z Lecha Poznań mógł liczyć na pomoc mieszkającego wówczas za Odrą Kuby i mówiącego swobodnie po niemiecku Łukasza (wcześniej grał trzy lata w Herhcie Berlin). Agata, żona Błaszczykowskiego, pomimo zaawansowanej ciąży pomagała Lewandowskiemu i jego dziewczynie Annie w urządzeniu domu; para regularnie bywała także na kolacjach u Ewy i Łukasza Piszczków. Wszyscy razem spędzili także święta.

Pierwsze rysy na pozornie kryształowej koalicji pojawiły się po słowach Roberta, który w jednym z wywiadów poskarżył się, że po przeprowadzce musiał dawać sobie radę sam, a w kolejnym stwierdził – ku zaskoczeniu rodaków – że jego najlepszymi kolegami w zespole są Niemcy, na czele z Mario Gotze. Kolejne sygnały wskazywały na koniec dobrych stosunków. Kiedy w szatni na Lewandowskiego rzucił się z pięściami Paragwajczyk Lucas Barrios, w jego obronie nie stanął ani Kuba, ani Łukasz. Albo sytuacja z lotniska w Pireusie, gdzie piłkarze Borussii oczekiwali na samolot powrotny po przegranym meczu Ligi Mistrzów z Olympiakosem. – Zjemy coś? – zapytał Błaszczykowski i wskazał na Lewandowskiego, by ten poszedł po prowiant. Robert ruszył ociężale i wrócił z dwiema przekąskami – jedną dla Kuby i drugą dla siebie. – A co wziąłeś dla „Piszcza”? – zapytał Kuba. Nastała krępująca cisza. Po kilku miesiącach relacje Polaków ograniczyły się tylko do podawania sobie ręki.

>>> Transfery. Sergej Milinković-Savić opuści Lazio?

Piszczek: Byliśmy młodzi i głupi

O chłodnych relacjach z kapitanem kadry rozmawiałem z Piszczkiem na początku roku w dortmundzkiej restauracji Vida. – Jak określiłbyś relacje między tobą, a Robertem? – Bardzo poprawne. – Polepszyły się w ostatnim roku? – Nigdy nie było między nami zatargów. Raczej niedomówienia. Byliśmy młodzi i głupi. Każdy z nas obrał sobie swoją drogę. Dziś kontakty z Robertem są normalne. Bardzo szanuję to, co osiągnął w sporcie i poza nim. Długo w Polsce nie będzie piłkarza, który zrobi tyle, co Robert i do tego na takim poziomie. – Ale nie jest tajemnicą fakt, że za sobą nie przepadaliście. – Na początku dogadywaliśmy się fajnie. Później każdy poszedł w swoją stronę. Ale nie mamy o to pretensji. Bardziej ludzie oceniali to negatywnie, bo skoro jest trzech Polaków w klubie, to powinni się trzymać. – Punktem kulminacyjnym był incydent na lotnisku w Pireusie. – Wtedy wyszła głupia sytuacja, która mi się nie spodobała. Robert odebrał ją inaczej. Niektóre zachowania za bardzo brałem do siebie. Dojrzałem jednak i gdyby się to powtórzyło jeszcze raz to zareagowałbym w inny sposób”.

Łukasz PiszczekŁukasz Piszczek FOT. KUBA ATYS

Inaczej zachowałby się pewnie także Lewandowski, który w sobotę pożegnał swojego kolegę z kadry emocjonalnym wpisem na Instagramie: „Twoje zaangażowanie i poświęcenie, które pokazałeś podczas gry w drużynie narodowej, wzbudziły mój podziw i na zawsze zostaną zapamiętane przez fanów. Dziękuję Łukasz za wszystkie lata razem i za nasze zwycięstwa”.

>>> Grzegorz Krychowiak zaliczył debiut w barwach Lokomotiwu Moskwa

Pan dyrektor Łukasz Piszczek?

Co dalej? Dwa lata Piszczek planuje poświęcić na grę w BVB. Później z rodziną chce wrócić do Polski. Być może do Warszawy albo do Katowic, a może do rodzinnych Goczałkowic, gdzie i tak jest częstym gościem. Kilka lat temu dzięki kanałowi „Łączy nas piłka” kibice w całym kraju dowiedzieli się o wyjątkowej więzi łączącej Łukasza z Goczałkowicami. Przed meczem z Kazachstanem „Piszczu” na ekranie smartfona oglądał derby ligi okręgowej, a wraz z nim inni kadrowicze. LKS Goczałkowice-Zdrój to pierwszy klub w karierze 33-latka.

Niekiedy obrońca Borussii przejmuje tam nawet obowiązki trenera. Kiedy rehabilitował na Śląsku kontuzjowaną nogę, przyjechał na mecz i wymachując kulami ortopedycznymi dawał uwagi kolegom z ukochanej drużyny. Kim chce zostać po zakończeniu kariery? Menedżerem? Trenerem? Może zasiądzie za biurkiem prezesa i jak prezes położy na nim nogi? – Przyjaźnię się z Arturem Wichniarkiem, który mówił mi, jak trudno odnaleźć się w życiu po zakończeniu gry w piłkę – mówił mi Piszczek. – Dlatego pomagam w prowadzeniu LKS-u, zajmuję się sprawami administracyjnymi. To wprawka, kapitał, który gromadzę – tłumaczył z przejęciem.

I choć 65 meczów w kadrze nie pozwoliło mu wejść do Klubu Wybitnego Reprezentanta, to kimkolwiek w LKS-ie nie będzie, to nad drzwiami swojego gabinetu i tak może powiesić tabliczkę z napisem „Wybitny”. Bo przez te lata wybitny Piszczek bez wątpienia był.

>>> Piast Gliwice - Zagłębie Lubin 2:1. Piłkarze Waldemara Fornalika wciąż niepokonani!

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ