Polska - Chile. Sparing, który dał powody do niepokoju

Sparing Polaków z Chile wcale nie uspokoił i nie dał wielu pozytywnych odpowiedzi, a bardziej powody do niepokoju na 11 dni przed inauguracją mundialu.

Piątkowy sparing z Chile miał dać odpowiedzi na pytania o formę poszczególnych piłkarzy po ciężkim sezonie, jak i dyspozycję całego zespołu, który w ostatnich dwóch tygodniach przygotowywał się do mundialu podczas zgrupowań w Juracie i Arłamowie. Odpowiedzi, które na niespełna dwa tygodnie przed meczem z Senegalem, miały nas uspokoić. Miały, ale nie uspokoiły.

Bo o ile przed przerwą Polacy zasługiwali na pochwały, o tyle w drugiej połowie gra zespołu Adama Nawałki mogła tylko martwić.

Przed przerwą na plus

Chociaż sparing w Poznaniu lepiej zaczęli Chilijczycy, którzy zaskakująco często zagrażali bramce Wojciecha Szczęsnego, to wraz z upływem każdej minuty Polacy stawali się coraz groźniejsi. Imponować mógł zwłaszcza okres między 20 a 35 minutą, kiedy piłkarze Adama Nawałki wbili rywalom dwa gole.

W 30. minucie potężną bombą popisał się Robert Lewandowski, cztery minuty później piłkę z bliska do pustej bramki wbił Piotr Zieliński. Inteligencją i odbiorami imponował Grzegorz Krychowiak, na skrzydłach szaleli też Kamil Grosicki i Jakub Błaszczykowski. Ale to niestety tyle, jeśli chodzi o plusy.

System z trójką obrońców na minus

Jeszcze przed przerwą drugi raz w pierwszej połowie pomylił się Michał Pazdan, który tak niefortunnie wybijał piłkę, że omal nie skończyło się to bramką kontaktową dla Chile. Ta padła kilka chwil później, kiedy legioniście w defensywie nie pomógł Jan Bednarek, a akcji rywali biernie przyglądał się też Karol Linetty.

Niestety była to tylko zapowiedź złej postawy Polaków w drugiej połowie. W przerwie Nawałka zdecydował się na trzy zmiany personalne i przejście z ustawienia 4-2-3-1 na 3-4-3. I trzeba przyznać, że nasza reprezentacja w systemie z trójką obrońców ponownie nie zachwyciła.

Obawy przed mundialem

Przestaliśmy istnieć w ofensywie, równie słabo wyglądaliśmy w obronie. W drugiej połowie Polacy tak naprawdę nie stworzyli sobie dogodnej okazji do zdobycia bramki. Jedyną poważną szansę do strzelenia gola miał Łukasz Teodorczyk, który jednak nie wykorzystał błędu chilijskiego obrońcy.

Brakowało nam pomysłu, tempa, zrozumienia. Słabo funkcjonował środek pola, nie najlepiej funkcjonowali wahadłowi, w ataku - mimo obecności Grosickiego i Arkadiusza Milika - osamotniony był Lewandowski.

W defensywie nie obyło się bez indywidualnych błędów. Po jednym z nich - popełnionym przez Thiago Cionka - gola na 2:2 strzelił Miiko Albornoz. W trójce stoperów - Pazdan, Bednarek, Cionek - brakowało komunikacji. Brakowało też odpowiedniego wsparcia ze strony wahadłowych.

Stąd duża liczba okazji po stronie Chilijczyków i spora ilość pracy Łukasza Fabiańskiego. Stąd też obawy, bo piątkowy sparing wcale nie uspokoił i nie dał wielu pozytywnych odpowiedzi, a bardziej powody do niepokoju na 11 dni przed inauguracją mundialu. Oby więcej optymizmu dał nam wtorkowy, ostatni test, czyli spotkanie z Litwą.

Więcej o: