Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Chłopak z Poznania nie do poznania. Bartosz Bereszyński zdał kolejny ważny egzamin

Napastnik, który nie dał rady w pomocy, a karierę zrobił w obronie. To o Bartoszu Bereszyńskim, który w Armenii zdał wielki test. I to grając nie na swojej pozycji! Jego droga to reprezentacyjnego debiutu w meczu o punkty była długa i wyboista - nie zabrakło w niej obelg, gróźb i transferu-widmo. Czy w niedzielę z Czarnogórą (godz. 18) Adam Nawałka znów na niego postawi?

Jego transfer z Lecha do Legii wzbudził olbrzymie emocje. I niestety – wyłącznie złe. Nie chodziło nawet o klasę piłkarską, jak w przypadku Kaspra Hämäläinena, bo w dniu wyjazdu z Wielkopolski Bereszyński miał rozegranych zaledwie trzynaście ligowych meczów, ale o nazwisko. Ojciec, Przemysław Bereszyński, to przecież legenda Lecha, trzykrotny mistrz Polski z Kolejorzem. Syn Bartek, urodzony w Poznaniu, wychowany przy Bułgarskiej, postanowił się „sprzedać” – jak związanie się ze stolicą oceniali kibice – i przyodziać barwy największego wroga kolejowego niegdyś klubu. Jak pokazał czas, 20-latek ze wszystkich możliwych złych decyzji, podjął tą najlepszą.

Być jak Piszczek

Wybór Bereszyńskiego z początku 2013 roku, okupiony dziesiątkami wiadomości z wyzwiskami a nawet z groźbami, okazał się jego futbolowym zbawieniem. Na Łazienkowskiej w niezbyt utalentowanym napastniku, który bez powodzenia grywał też na boku pomocy, postanowiono znaleźć gen obrońcy. Drogą, którą niegdyś z sukcesem obrał trener Herthy Berlin Lucien Favre, podążył wówczas Jan Urban. I tak jak Szwajcar z Łukasza Piszczka zrobił prawego defensora, tak on postanowił cofnąć do tyłów kupionego za 100 tys. euro Bereszyńskiego. Tym samym Legia rozbiła bank, otwierając przed „Beresiem” wrota poważnej kariery.

Przez pięć ostatnich lat Bartek zdobył cztery mistrzostwa Polski, za 2 mln euro wyjechał do Serie A, a w czwartek zagrał w podstawowym składzie reprezentacji, która jest o krok od awansu na mistrzostwa świata w Rosji. Piłkarz Sampdorii Genua nie wystąpił co prawda na prawym, a na lewym boku obrony, gdzie zastąpił Macieja Rybusa (który zmagał się z kontuzją mięśnia) i nieobecnego na zgrupowaniu Artura Jędrzejczyka. I choć w karierze Bartka zdarzały się incydentalne mecze na tej pozycji, to dopiero w Erywaniu zdał olbrzymi test zaufania Adama Nawałki.

– Ten mecz faktycznie trzeba nazwać debiutem. I na dodatek nie na nominalnej pozycji. Myślę, że z tego spotkania mogę być zadowolony – powiedział nam po meczu Bereszyński.

Debiut o punkty

Benfika Lizbona. Te dwa słowa zestawione ze sobą sprawiają, że z jednej strony Bereszyńskiemu chce się śmiać, z drugiej – staje się nerwowy. Zaledwie sześć miesięcy po transferze do Legii stołecznemu klubowi ofertę złożyła ta legendarna portugalska drużyna. Benfika chciała Bereszyńskiego za którego oferowała 2 mln euro. Czyli dwadzieścia razy więcej, niż Legia zapłaciła za niego Lechowi! Piłkarz i jego agent szybko ustalili warunki kontraktu. I czekali. Czekali tak długo, aż się nie doczekali. Telefonu z Portugalii nie było, transferu – też nie. Okazało się, że fundusz inwestycyjny, który miał dołożyć się do kwoty zakupu, wycofał się z transakcji i Polak musiał zostać w Warszawie. Przez kolejne tygodnie temat rzekomego wyjazdu do Lizbony wkurzał piłkarza. I wielu kibiców korzystało z tego pytając dzień w dzień w internetowych komentarzach: „To wyjechał Bereszyński do tej Portugalii, czy jeszcze nie?”.

Na upragniony wyjazd do zachodniej ligi Bereszyński musiał poczekać kolejne trzy i pół roku. Wtedy te same 2 mln, które miała zapłacić Benfika, na konto mistrzów Polski przelała Sampdoria Genua. Wcześniej Włosi sprowadzili z Lecha Poznań Karola Linettego, który zrobił naszym rodakom dobrą reklamę. Reklamę zrobił także Bereszyński i latem tego roku Sampdoria sprowadziła trzeciego reprezentanta Polski (na razie tylko młodzieżówki do lat 21) Dawida Kownackiego.

„Bereś” szybko odnalazł się w mieście Krzysztofa Kolumba. W rundzie wiosennej Serie A w nowej drużynie wystąpił trzynastokrotnie. W tym sezonie, mimo trudnego początku rozgrywek, też wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. W trzech ostatnich kolejkach Polak grał po 90 minut (z Hellas Werona, Milanem i Udinese). Dobrą formę 25-latka dostrzega Nawałka, który regularnie powołuje go na zgrupowania reprezentacji. Na prawej obronie prym wiedzie jednak wciąż Łukasz Piszczek, więc Bartek na treningach mógł jedynie podpatrywać starszego i bardziej doświadczonego kolegę. W biało-czerwonej koszulce zagrał do czwartku trzykrotnie. I to trzykrotnie towarzysko. Tylko raz u Adama Nawałki (ze Słowenią). Dla Bereszyńskiego starcie z Armenią było więc niezwykle istotne w kontekście jego przyszłości w kadrze. Sam piłkarz pół-żartem pół-serio na pytanie, czy do końca kariery Piszczka mógłby grać na lewej obronie odpowiedział: „tak”.

Prawa noga lewa strona

Selekcjoner bardzo liczył na Macieja Rybusa, który ponad dwa tygodnie temu naderwał mięsień dwugłowy uda. Mimo pracy sztabu medycznego piłkarza Lokomotivu Moskwa nie udało się przygotować do wyjazdowego meczu. Trener wahał się więc, kto powinien zastąpić nieobecnego Jędrzejczyka i kontuzjowanego „Rybę”. Wybór szybko ograniczył się do dwóch nazwisk: Bereszyńskiego i Thiago Cionka. Ten drugi to żołnierz Nawałki, jeden z jego ulubieńców. Kiedy w trakcie meczu z Danią urazu nabawił się Piszczek, Nawałka posłał w bój Cionka, chociaż na ławce miał kapitana kadry U-21 Tomasza Kędziorę. Wcześniej Nawałka zabrał Cionka na Euro 2016 kosztem Łukasza Szukały, który był podstawowym obrońcą w całej kampanii eliminacyjnej przed francuskimi mistrzostwami. Przekonanie trenera, aby tym razem postawił właśnie na „Beresia”, było nie lada wyczynem. A jednak udało się, bo na stadionie Hanrapetakan Bereszyński wyszedł w podstawowym składzie. I zagrał dobrze. Nie popełnił poważnych błędów, w ofensywie starał się wspierać skrzydłowych skutecznie zabezpieczając tyły. Na jego plus działa to, że wystąpił na obcej dla siebie pozycji.

W niedzielnym meczu z Czarnogórą, który zadecyduje o tym, która reprezentacja, wygra grupę i wywalczy bezpośredni awans do mundialu w Rosji, Bereszyński znów może dostać szansę od Nawałki.

Kiedyś podobną drogę – z prawej na lewą stronę – przeszedł Artur Jędrzejczyk, również zawodnik prawonożny. On zdał swój sprawdzian na stałe wpisując się w reprezentacyjny pejzaż. W Erywaniu egzamin zaliczył też Bereszyński. I to u srogiego belfra, jakim jest Nawałka.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ