Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wilczek dla Sport.pl: W Danii skończyły się żarty. Jest za to ciśnienie i respekt

Przed meczem w Warszawie Duńczykom dopisywały dobre humory, żartowali. Teraz żartów nie ma. Kiedy pytałem ich o nadchodzące spotkanie z Polską, nagle poważnieli - mówi Sport.pl Kami Wilczek, reprezentant Polski, napastnik duńskiego Br?ndby Kopenhaga.

Sebastian Staszewski: Dołączył pan już do sztabu analitycznego reprezentacji?

Kamil Wilczek: Nie ma takiej potrzeby. Myślę, że zespół Huberta Małowiejskiego wie o Danii wszystko. Jeśli ktoś kogoś mógłby czegoś nauczyć o rywalach, to raczej oni mnie.

Ale to pan jest naszym agentem w Danii.

Patrzę, słucham, informuję, haha. A tak całkiem serio to w lidze duńskiej gra dziś tylko dwóch reprezentantów powołanych przez trenera Åge Hareide na mecz z nami: bramkarz Frederik Rönnow, mój klubowy kolega, i William Kvist z FC København. Wcześniej tych chłopaków było więcej, ale powyjeżdżali na zachód.

Na wtorkowej konferencji prasowej Robert Lewandowski chwalił grę Danii w ataku pozycyjnym. Potwierdza pan?

Przede wszystkim to młody zespół, nieźle wyszkolony technicznie. Gra wysokim pressingiem. Jest skonsolidowany. Poza tym mam wrażenie, że zmierzymy się z inną reprezentacją, niż w Warszawie. Silniejszą. Duńczycy z każdym meczem zdobywają doświadczenie, uczą się siebie. Możliwe też, że zmienią taktykę. Na PGE Narodowym grali trójką obrońców, a teraz prawdopodobnie wystąpią czwórka. Ich największą gwiazdą jest Christian Eriksen z Tottenhamu. To duński Robert Lewandowski.

Duńczycy dużo mówią o meczu z Polską?

Żyją tym. Zainteresowanie jest spore. Ale duńskich gazet nie czytam, tamtejszej telewizji nie oglądam, więc niczego więcej nie mogę powiedzieć.

A pana koledzy? Przed meczem w Warszawie rozegrał pan z nimi małą polsko-duńską rywalizację którą pan przegrał, bo został pan oszukany. To przynajmniej pana wersja.

Tak było. Zagraliśmy z Frederikiem Rönnowem w naszą wersję turbokozaka, wkręcaliśmy piłki z rożnego, uderzaliśmy w poprzeczkę. Duńczycy stwierdzili, że wygrali 2:1, chociaż do teraz czuję się moralnym zwycięzcą. Wtedy dopisywały im dobre humory, żartowali. Tym razem żartów nie ma. Kiedy pytałem ich o nadchodzący mecz, nagle poważnieli.

Obawiają się nas?

Na pewno szanują. I mają spore ciśnienie. Są skoncentrowani. Trudno się dziwić. Jesteśmy doświadczonym zespołem, który umie wykorzystać swoje atuty. Danię paraliżować może też świadomość, że jeżeli zwyciężymy, to oni odpadną z walki o mistrzostwa świata.

Dla pana będzie to szczególne spotkanie?

Tak i to podwójnie. Bo po pierwsze gram w Danii, a po drugie – w Kopenhadze. Dodatkowo jestem w trudnym momencie kariery, więc lepszego czasu i miejsca na przełamanie nie będzie. Chciałbym pokazać się Duńczykom z jak najlepszej strony.

Wyobrażał pan sobie moment w którym pojawia się pan na murawie w drugiej połowie i zdobywa zwycięską bramkę?

Nie wierzycie, że zagram od początku?

A pan wierzy?

Po to tutaj jestem. Gdyby zadowalała mnie rola rezerwowego, zostałbym w Danii. Ale jestem realistą. Czekam na szansę. Jeśli ją dostanę, spróbuję ją wykorzystać.

Obecnie jest pan rezerwowym w Brøndby. Dziwne, bo rok temu należał pan do liderów zespołu. Sezon zakończył pan z dziewiętnastoma bramkami.

Mnie też to dziwi. Nie wiem czym spowodowany jest ten słabszy moment. Robię wszystko, by wrócić do starej dyspozycji, chociaż szczerze mówiąc nie czuję się gorzej, niż rok temu. Przecież się nie zmieniłem.

Jest pan bardziej opalony.

To sopockie słońce. Przybyło mi też kilka miesięcy, ale to wszystko. Nie chcę jednak narzekać. Muszę zacisnąć zęby, wrócić do rytmu meczowego i zacząć strzelać bramki. To jedyny sposób, aby przekonać do siebie trenera Alexandra Zornigera, który w tej chwili nie widzi mnie w podstawowym składzie. Walczę jednak, bo jestem ambitny. Nie lubię przegrywać, a na razie niestety przegrywam. Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja.

Do końca letniego okna transferowego zostały jeszcze dwa dni. Może pan zmienić klub?

Zobaczymy.

Prowadzi pan z kimś rozmowy?

Pomidor.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ