Trzecie Euro Karola Linettego. "Koniec rozczarowań. Czas na złoto!"

Już w piątek Karol Linetty po raz trzeci w karierze zagra w mistrzostwach Europy. W 2012 roku z reprezentacją U-17 doszedł do półfinału, a rok temu z kadrą Adama Nawałki - do ćwierćfinału. - To były dwa rozczarowania, bo w Słowenii mogliśmy pokonać Niemców, a we Francji Portugalczyków. Teraz czas na sukces! Do trzech razy sztuka - mówi Linetty w rozmowie ze Sport.pl.

Sebastian Staszewski: Pamięta pan swoje pierwsze spotkanie z Marcinem Dorną?

Karol Linetty: To był 2010 rok, zgrupowanie reprezentacji do lat 15. Zagrałem w sparingu z Łotwą, wygraliśmy 4:0. Szybko minęło te siedem lat.

Jak bardzo zmienił się trener Dorna?

- Na pewno nie zmieniły się jego odprawy przed treningami, haha.

A on, jako osoba?

- Stał się lepszym szkoleniowcem, bez dwóch zdań. Analizuje mecze, treningi i widać, że się rozwija. Pamiętam, że kiedyś był facetem, który potrafił być z zespołem. To bardzo ważne.

To właśnie w drużynie Dorny po raz pierwszy zagrał pan na mistrzostwach Europy. W 2012 roku w Słowenii reprezentacja Polski U-17 zajęła miejsca 3-4. Jak wspomina pan tamten turniej?

- Do dziś czuję niedosyt. Czasami wracają wspomnienia i ciągle mam w sobie złość, że nie udało się pokonać Niemców. Oskar Pogorzelec w bramce spisywał się wspaniale, co chwilę bronił sam na sam, ale my też mieliśmy sytuacje. I mogliśmy wygrać. Byliśmy o krok od medalu. W szatni po meczu płakałem. Zamiast krążka, zostały tylko wspomnienia.

Z podstawowego składu tamtej reprezentacji, który wybiegł na murawę stadionu Stožice w Lublanie, w kadrze U-21 został tylko pan, Mariusz Stępiński i Igor Łasicki. Kilku chłopaków w ogóle nie gra już w poważną piłkę.

- Wśród tych, którzy się przebili, wymieniłbym jeszcze Sebastiana Rudola, który regularnie był powoływany do kadry trenera Dorny. Wtedy na pewno wyróżniał się Stępiński, strzelał gola za golem. Właściwie to wystarczyło mu podać, a on zawsze coś wymyślił. Mieliśmy zgraną pakę, fajnych chłopaków. Horoszkiewisz, Cierpka, Rabiega. Ale o marzenia trzeba walczyć. Może niektórym zabrakło samozaparcia, może szczęścia?

Sampdoria nie robiła panu problemów, jakie Arkadiuszowi Milikowi i Piotrowi Zielińskiemu zrobiło Napoli? Tam zgody na grę Polaków na Euro 2017 nie wydał trener Maurizio Sarri.

- Nie było z tym żadnego kłopotu. Klub wiedział, że chce pomóc młodzieżówce, zgodził się od razu.

Co pana skusiło?

- Każdy zawodnik walczy o trofea. Skusił więc puchar. Przecież dla mnie to ostatnia szansa, aby zagrać w reprezentacji do lat 21. Przyjechałem, aby wygrać, bo na koniec liczy się to, co zostaje w gablotach.

Czuje się pan swobodnie w grupie młodzieżowców? Kiedy oni przez blisko dwa lata widzieli się niemal na każdym zgrupowaniu, pan był powoływany do drużyny Adama Nawałki.

- Z kadry U-17 znam Mariusza Stępińskiego i Igora Łasickiego, z czasów gry w Lechu Poznań moimi kolegami są Tomek Kędziora, Janek Bednarek i Dawid Kownacki, na pierwszej reprezentacji spotkałem Bartka Kapustkę. Połowę chłopaków więc znam, jeśli nie ze wspólnej gry, to z Ekstraklasy. A z resztą po prostu się zapoznałem. Atmosfera jest tu jednak znakomita, pełno jest żartów, nie brakuje śmiechów, więc od razu poczułem się jak wśród swoich.

Odczuwa pan już zmęczenie sezonem? Tylko w Serie A rozegrał pan aż 35 meczów!

- Zobaczymy, jak zregeneruję się po meczu ze Słowacją. Jeśli oczywiście wystąpię! Gramy co dwa dni, więc będę musiał odpoczywać szybko.

Patrząc na pana w meczu z Rumunią chyba nie musimy obawiać się o pana formę.

- W końcu zagrałem tak, że jestem z siebie zadowolony. Są rezerwy, pewne rzeczy będę musiał poprawić, ale było nieźle. Miałem luz i pewność siebie. Potrzebowałem takiego spotkania. Dodatkowo wygraliśmy, więc od razu człowiek dostaje energetycznego kopa.

Wracając jeszcze do mistrzostw Europy U-17. Porażka w półfinale z Niemcami była dla pana rozczarowaniem?

- Tak i to dużym.

A przegrany w rzutach karnych ćwierćfinał z Portugalią na Euro 2016?

- To kolejne rozczarowanie.

Do trzech razu sztuka?

- Byłoby idealnie! To będą moje trzecie mistrzostwa. I abym tym razem nie był rozczarowany, musielibyśmy zdobyć złoty medal. Jeśli dodamy nasze umiejętności do szczęścia to może nam się uda. Bo potencjał na pewno jest.

Jacek Magiera w "Wilkowicz Sam na Sam": Ktoś kto mówił, że nie mam charyzmy, nie wie co to charyzma. Ja po prostu nigdy nie udaję. I nie chodzę na skróty

Więcej o: