Euro 2016. Polska - Irlandia Północna. Ulster wymarzył mistrzostwa Europy

Irlandia Płn. przyjechała do Francji nie dlatego, że mistrzostwa Europy rozdęto do 24 zespołów, ale dlatego, że nauczyła się być małą. Wiedzy szukała nawet w Urugwaju.

Wyspiarze zamieszkali we Francji pośrodku niczego. Położony 70 km od Lyonu średniowieczny zamek Château de Pizay otoczony jest winnicami, w których powstaje beaujolais. Na treningi rywale Polaków dojeżdżają do ledwie czterotysięcznego Saint-Georges-de--Reneins. Gdyby nie kilka rozwieszonych w miasteczku północnoirlandzkich flag, trudno byłoby się zorientować, że jesteśmy w kraju, w którym dziś zaczynają się mistrzostwa Europy. Dopiero centrum treningowe udowadnia, że właśnie tu Irlandia Płn. przygotowuje się do pierwszego wielkiego turnieju od 30 lat.

Przyjezdnych witają zdjęcia piłkarzy wraz z nazwami sześciu hrabstw Ulsteru, z których składa się Irlandia Płn., oraz fotografia fetującej awans na ME drużyny z hasłem: "Mamy odwagę marzyć".

Północnoirlandzki sukces nie został jednak wymarzony, tylko wypracowany. To dobrze wymyślona drużyna, zdająca sobie sprawę ze swoich ograniczeń, wyciskająca z małego potencjału wszystko.

Irlandia Płn. tylko na pierwszy rzut oka nie pasuje do mistrzostw kontynentu. W Château de Pizay mieszka ośmiu drugoligowców, czterech trzecioligowców i jeden czwartoligowiec. Trenerem jest były doradca finansowy, a napastnikiem - były listonosz. Wydaje się, że wyspiarze są po prostu beneficjentem idei Michela Platiniego, który zaprosił na imprezę we Francji blisko połowę reprezentacji zrzeszonych w UEFA.

Gdy dokładniej się przyjrzymy, okaże się, że wyspiarze przyjechaliby także na Euro szesnastozespołowe. Nikt niczego im nie dał. Do losowania eliminacji przystępowali z piątego koszyka, teoretycznie faworytem byli tylko w meczach z Wyspami Owczymi. Grupę skończyli jednak na pierwszym miejscu, z dziesięciu meczów przegrali jeden. Z pół amatorskiej ligi i 38 tys. zarejestrowanych piłkarzy stworzyli zespół zdolny wyprzedzić Rumunię, Węgry i Finlandię. Mają coś, czego wcześniej nie mieli - eliminacje MŚ w Brazylii skończyli tylko nad Luksemburgiem.

To "coś" wniósł do reprezentacji selekcjoner Michael O'Neill. Był doradcą finansowym. Dekadę temu dniami pracował w Ernst & Young, a wieczorami - za 25 funtów tygodniowo - pomagał trenerowi trzecioligowego szkockiego Cowdenbeath. W 2011 r. wprowadził do fazy grupowej Ligi Europy Shamrock Rovers - pierwszy raz irlandzki klub dobił tak daleko. Już wtedy było widać, że potrafi pracować z maleństwami, Shamrock miało wówczas tylko 600 tys. euro budżetu.

Gdy O'Neill został selekcjonerem, po nauki wybrał się do Ameryki Płd. Umówił sparing z Urugwajem (porażka 0:1), w Nacionalu Montevideo podpatrywał, jak ledwie trzymilionowy kraj szkoli piłkarzy, którzy pięć razy dochodzili do półfinału mundialu, dwukrotnie zostawali mistrzami. - To niesamowite. Wychowują klasowych zawodników, choć nie mają nawet takich baz jak my w Belfaście - mówił.

Tylko co ma Urugwaj do Irlandii Płn.? Od pisarza Eduardo Galeano wiemy, że piłkarski idol rodzi się dzięki pocałunkowi bogini wiatru. Galeano mieszkał w okolicy, którą bogini upodobała sobie wyjątkowo. Irlandię Płn. natomiast ignoruje. W Belfaście była raz, gdy rodził się George Best.

O'Neill zdaje sobie sprawę z różnic, ale skupia się na uniwersalnych naukach płynących z urugwajskiego sukcesu. Małego nie stać na luksus udawania kogoś, kim nie jest. Całą energię musi przeznaczyć w uwypuklanie zalet. Północnoirlandzki selekcjoner nie odwołuje się zatem do Barcelon i Reali, drogę wskazują mu Atlético i Leicester. W jego drużynie nie chodzi o to, by było ładnie i efektownie, tylko żeby było skutecznie. Skoro najlepszą markę mają północnoirlandzcy obrońcy, to reprezentacja skupia się na defensywie. W niedzielnym meczu z Polską zagra ich pewnie aż pięciu. Do tego selekcjoner dołożył kontry, rzuty rożne i wolne. Niby oczywistość, ale przed przybyciem O'Neilla wyspiarze mieli bardzo mało okazji do strzelenia gola po stałych fragmentach. Przerywali im sędziowie, odgwizdujący faule, które w niższych ligach angielskich uchodzą piłkarzom na sucho. Selekcjoner pokazał podwładnym, jakich zachowań unikać, czym różni się ligowa młócka od eliminacji wielkiego turnieju. I w kwalifikacjach Euro 2016 jego piłkarze strzelili po stałych fragmentach gry dziewięć z 16 goli.

Dziś Irlandia Płn. szykuje się do turnieju życia. O'Neill kilku zawodników wystrzelił w kosmos - napastnik Conor Washington naprawdę był listonoszem. Jeszcze w trakcie poprzednich ME budził się o piątej rano. A kiedy jego St Ives Town grało mecz wyjazdowy i trzeba było śpieszyć się na autobus, oddawał przesyłki koledze. Sam przyznaje, że niejeden list nie doszedł przez to do adresata.

Choć wyspiarze uchodzą za najsłabszą drużynę grupy C, mają jedną przewagę nad wszystkimi rywalami - nikt nie oczekuje od nich awansu do 1/8 finału. Oni polubili tę atmosferę, przecież przed eliminacjami też niczego od nich nie wymagano.

Zobacz wideo

Pamiętacie kiks Boruca z meczu Polska - Irlandia Północna? Z wyspiarzami nigdy nie było łatwo...[WIDEO]

Więcej o: