Eliminacje mistrzostw Europy 2016. Dudek: Różnicę zrobił kapitan

- Kadra Adama Nawałki ma potencjał, by zostać czarnym koniem francuskich mistrzostw Europy. Ale nie stawiajmy tych chłopaków pod ścianą zbyt wygórowanych oczekiwań - mówi ?Wyborczej? były bramkarz Liverpoolu i Realu Madryt

Rozmowa z Jerzym Dudkiem, byłym reprezentantem Polski

Dariusz Wołowski: Wielu z nas miało wątpliwości, gdy Adam Nawałka postanowił, że kapitanem jego drużyny zostanie Robert Lewandowski. Sytuacja z odebraniem opaski wracającemu po ciężkiej kontuzji Kubie Błaszczykowskiemu była niezręczna, ale w końcu okazała się jednak strzałem w dziesiątkę.

Jerzy Dudek: - Trener bierze pod uwagę uczucia i zdanie każdego z piłkarzy, ale ma obowiązek podejmować decyzje dobre dla ogółu. Drużyna jest wartością nadrzędną, wszyscy muszą to akceptować. Bez względu na to, czy komuś jest przykro, zyskiwać musi zespół. A naturalnym liderem u Nawałki jest Lewandowski, on ma wpływ na ogół, największy autorytet, on jest przykładem dla reszty. To czuje się poza boiskiem i na nim. To już nie jest ten zdolny napastnik z Borussii Dortmund wspinający się po szczeblach kariery w Bundeslidze. To jeden z najlepszych napastników na świecie, twarz Bayernu Monachium, piłkarz dojrzały, świadomy swojej klasy i pozycji. I co najważniejsze Robert nie próbuje rządzić zespołem z wysokości swojego gwiazdorskiego statusu, pokazując innym palcem, co mają wykonać. On przemawia własnym przykładem, na boisku tyra najwięcej ze wszystkich. W ten sposób emanuje na resztę. W meczach ze Szkocją i Irlandią to znowu on zrobił różnicę. Poza tym jest otwarty, woli łączyć niż dzielić, potrafi wprowadzić do zespołu nowicjuszy. Dać im sygnał, że nie przyjechali na zgrupowanie, by grzecznie stać pod ścianą, ale przez ciężką pracę spełnić swoje marzenia. Tak jak on je spełnia.

Strach pomyśleć, co by było, gdyby drużynie tego kapitana zabrakło, choćby w jednym meczu.

Polska kadra to nie tylko Lewandowski. Nawałka stworzył fundament drużyny. Postawił na Łukasza Fabiańskiego w bramce, który w kluczowych chwilach się odwzajemnił selekcjonerowi. Dobrze, że Nawałka nie wykonywał w bramce nerwowych ruchów. Obroną kieruje Kamil Glik, w pomocy mamy gracza światowej klasy - Grzegorza Krychowiaka. W ataku niezastąpiony wydawał się Arkadiusz Milik, ale z Irlandią to się udało. Kiedy szedłem na mecz, wyczuwałem wśród kibiców niepokój, czy Linetty, Olkowski i Wawrzyniak, którzy weszli do składu, by zagrać o wszystko, sprostają presji. Dla Polaków to był bardziej egzamin charakteru niż umiejętności. O awans zabiegali kilkanaście miesięcy, w meczu z Irlandią mógł zaprzepaścić to jeden błąd. Nerwy były ekstremalne, chwilami nasi dali sobie narzucić styl bokserski gości. Zapominali o grze, zapamiętywali się w walce. Na szczęście o wyniku zdecydowały wyższe umiejętności Polaków.

Za zwrot uważa się zwycięstwo nad Niemcami. Słusznie?

- Tak. Jeszcze niedawno myślałem, że oddałbym triumf nad mistrzami świata za zwycięstwa nad Szkocją i Irlandią. Ale chyba jednak był nie oddał, to złe myślenie. Bo tamten mecz przejdzie do legendy. Niemoc, kompleksy i wszystko, co złego spotkało kadrę w ostatnich latach, zostało złamane, przezwyciężone. Kibice uwierzyli w piłkarzy, piłkarze uwierzyli kibicom, powstała pozytywna chemia, którą udało się ocalić do końca. Nikt nie zwątpił w awans nawet przez chwilę. A tak poza wszystkim: to dopiero byłby paradoks, gdybyśmy po pierwszym w historii triumfie nad Niemcami przegrali eliminacje. Na szczęście je wygraliśmy.

Ale był jeszcze inny zwrot, mniej namacalny niż zwycięstwo z Niemcami. W ostatnich latach w kadrze było tak, że po kolejnych porażkach obwiniano trenera i wszystko było OK. Reprezentanci czuli się zwolnieni z odpowiedzialności, a kibice mieli kozła ofiarnego. W prywatnych rozmowach przekonywałem piłkarzy, że jeśli chcą osiągnąć coś z kadrą, muszą wziąć na siebie część odpowiedzialności za atmosferę w drużynie i wyniki. To wymaga dojrzałości, ale przynosi efekt. Teraz liderzy, a nawet gracze drugoplanowi nie chowali się za plecy selekcjonera. Czuło się, że ta grupa emanowała pozytywną energią.

Bilans występów reprezentacji Polski w finałach mistrzostw Europy to trzy remisy i trzy porażki. Poznamy smak zwycięstwa we Francji?

- Ta drużyna ma spory potencjał, wielu z tych piłkarzy może grać lepiej. Gdyby się rozwijali, za 10 miesięcy mogą zostać czarnym koniem mistrzostw. Ale nie chodzi o to, by wywierać na nich presję, stawiać pod ścianą wygórowanych oczekiwań. Spokojnie: przed nami wielki, ciężki turniej i nie umniejsza tego fakt, że awans wywalczyła Walia czy Albania. Nawałka dysponuje sporym kapitałem, jeśli uda się mu go pomnożyć, nie powinno być źle. Ja czuję, że ta grupa, przede wszystkim jej liderzy, są świadomi celów. A celem nie jest samo powołanie, sam awans na Euro, ale dokonanie czegoś na nim. O czym zresztą miałby marzyć piłkarz klasy Lewandowskiego? Wierzę, że świadomość tej drużyny może zaowocować. To nie jest zbiór słabo powiązanych jednostek, które nie bardzo wiedzą, czego chcą. Ale do francuskich mistrzostw liderzy kadry rozegrają jeszcze po 40 meczów, więc przewidywanie przyszłości to wróżenie z fusów.

Co pamiętasz z meczu Polska - Irlandia? [QUIZ]

Więcej o: