Szkocja - Polska 2:2. Jazda rollercoasterem po Hampden Park [KOMENTARZ]

To była szalona podróż w nieznane. I niepotrzebna. Nie starczyło polskim piłkarzom zimnej krwi, rozsądku i doświadczenia, by wykorzystać wspaniały początek meczu ze Szkocją. W ostatnim kontakcie z piłką Robert Lewandowski ocalił remis. Niewiarygodnie ważny, bo do awansu na Euro 2016 starczy punkt z Irlandią. Ale remisy muszą brzmieć 0:0, lub 1:1, co daje jednak Polakom spory komfort

Po 140 sekundach w Glasgow stało się coś, co uczyniło rozsądkowi zadość. Rozpędzony w Bayernie najlepszy napastnik świata tego sezonu rozszerzył serię z klubu na reprezentację. Korzystając z większej ogłady, wyższej indywidualnej klasy, Polacy opanowali sytuację na boisku. Dobrze grali wszyscy, niektórzy nawet świetnie, wśród nich ten najbardziej kwestionowany Krzysztof Mączyński. Razem z Grzegorzem Krychowiakiem dominowali w środku boiska. Polacy byli szybsi, inteligentniejsi, zdawali się panować nad sytuacją. I gdy oczekiwaliśmy na drugą, może rozstrzygającą mecz bramkę, piłkarze Adama Nawałki zaczęli ciążyć ku prostej wymianie ciosów. Całkowicie niepotrzebnie.

W chaosie wyższe umiejętności gości się zagubiły. Wyglądało to tak, jakby z dwóch bokserów w ringu jeden był lepszy technicznie, mógł wygrać na punkty, ale postawił sobie za główny cel, że konfrontacji się nie przestraszy. I pokaże wszystkim swoją moc. Polacy nie chcieli wygrać sprytem, ale za pomocą walki wręcz, co było może rozwiązaniem romantycznym, ale jednak po prostu głupim. I już po godzinie tej szarpaniny, dwóch wspaniałych strzałach gospodarzy, teoretycznie lepsza drużyna znalazła się pod kreską. Przegrywała.

Gracze Nawałki sami sobie zafundowali trudną lekcję. Trzeba było się podnieść, przegrywając, w meczu na Hampden Park kopiowano scenariusz z pierwszego starcia tych drużyn w Warszawie. Polacy znów stracili prowadzenie, musieli gonić. Kibiców pocieszało to, że mecz w Szkocji nie był z gatunku tych ostatniej szansy. Sytuacja stała się jednak skomplikowana. Szczególnie gdy Niemcy stracili gola w Dublinie.

Drużyna Nawałki wymyśliła sobie egzamin. Aby go zdać, mogło zabraknąć ogłady i doświadczenia. Porażka ze Szkocją sprawiłaby, że w niedzielę na Stadionie Narodowym Polacy musieliby wygrać z Irlandią. Trzeba byłoby się błyskawicznie otrząsnąć, skupić, wylizać rany fizyczne, a przede wszystkim psychiczne, by odrobić to, co zostało stracone.

Czwartkowy wieczór zaczął się wspaniale, by potem otrzeć się o czarny scenariusz. Ale się on nie wypełnił. Dzięki kapitanowi. W ostatniej akcji, gdy pod bramkę pobiegł nawet bramkarz Fabiański, Lewandowski wygrał wślizg z obrońcą do piłki toczącej się po szkockiej linii bramkowej. Remis! Szkoci wypadli z gry o Euro we Francji. Sędzia nawet nie pozwolił im wznowić gry.

Lewandowski wraca na swoją planetę? Wcześniej udowodnił coś Szkotom [MEMY]

Czy Lewandowski miałby szansę zostać królem strzelców Euro 2016?
Więcej o: