Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niemcy - Polska. Grosickiego głód goli. "Nie chcę być Grosikiem, z którym można się pośmiać"

U Adama Nawałki podoba mi się konsekwencja. Nie zmienia pomysłu co mecz, nie ładuje nagle do jedenastki sześciu obrońców, nie wprowadza chaosu - mówi Kamil Grosicki przed piątkowym meczem z Niemcami w eliminacjach Euro 2016. Relacja na żywo o 20.45 w Sport.pl

Michał Szadkowski, Michał Zachodny: Czujesz, że w piątkowym meczu z Niemcami możesz być kluczowym zawodnikiem?

Kamil Grosicki: Zawodnik w formie może być kluczowym w każdym spotkaniu. Ten mecz to dla mnie szansa. Niemcy będą dominować i stwarzać sytuację na gole. My poszukamy sposobów, by jak najszybciej odebrać piłkę i zaskoczyć ich z kontry. I tu pojawia się szansa dla skrzydłowych.

Chodzi też o to, że w drużynie Joachima Löwa najsłabsze są właśnie boki obrony. Tam nie ma piłkarzy z czołówki klasyfikacji "Złotej Piłki". Ty zagrasz przeciwko Jonasowi Hectorowi z Köln.

- Zobaczymy, jakim zagramy systemem i w jakim składzie. Mogę też przecież biegać po lewej stronie. Musimy wykorzystać to, że Niemcy nie na każdej pozycji mają najlepszych piłkarzy na świecie.

Rok temu w Warszawie rywalizowałeś z Erikiem Durmem, którego teraz wyeliminowała kontuzja.

- Z nim nie było większego kłopotu. Ale gdy go minąłem, od razu doskakiwał Mats Hummels lub defensywny pomocnik. Podwajanie wychodzi Niemcom bardzo dobrze. Jeden na jeden mogę sobie poradzić z każdym obrońcą, ale później trzeba być czujnym, mieć piłkę blisko przy nodze.

Czujesz się mocnym punktem reprezentacji?

- Tak, w przeciwieństwie do poprzedników czuję duże zaufanie od selekcjonera. Staram mu się odwzajemnić każdym treningiem i meczem.

Na czym polega to wsparcie?

- Trener utrzymuje regularny kontakt z zawodnikami, raz na miesiąc dzwoni on albo jego asystenci. Po golu, którego strzeliłem niedawno Montpellier, wysłał mi SMS-a. Czuję się potrzebny.

Wszedłem do reprezentacji późno, bo w ostatnim sparingu przed eliminacjami z Litwą. I później zagrałem w każdym meczu oprócz tego w Dublinie, gdy byłem kontuzjowany. Wszystkie spotkania wygraliśmy, tylko ze Szkocją zremisowaliśmy. Dlatego czuję pewność. Chcę grać w pierwszym składzie we Frankfurcie. Myślę, że trener na mnie postawi, jeśli wszystko będzie w porządku w kolejnych dniach. Trener ma koncepcję na każdy mecz, ale nie zmienia jej, jeśli drużynie idzie.

System Nawałki bardzo mi się podoba. Gramy klasycznym 4-4-2, choć niewiele drużyn już z tego ustawienia korzysta. A trener nie boi się, nie wystawia nagle sześciu obrońców. Jest konsekwentny, nie wprowadza chaosu.

Na prawym skrzydle kadry od lat grał Jakub Błaszczykowski. Myślisz, że gdyby nie kontuzja skrzydłowego Borussii, też wskoczyłbyś do składu?

- Gdy Kuba doznał kontuzji, jeszcze mnie w kadrze nie było, sprawdzani byli inni zawodnicy. Z Litwą wykorzystałem szansę. Na pewno kontuzja do dziś mu się odbija. Wiemy, jak wartościowym jest zawodnikiem. Rywalizacja jest bardzo zdrowa i decyzja należy do trenera.

W którym momencie poczułeś tę pewność?

- Bardzo ważna była rozmowa przed meczem z Litwą z Adamem Nawałką i jego asystentem Bogdanem Zającem. Trenerom spodobała się moja osobowość. Powiedziałem, że chcę być ważnym zawodnikiem, a nie tylko tym od atmosfery. Nie chcę być tylko "Grosikiem", z którym można się pośmiać.

Wcześniej czułeś się tak traktowany?

- Inaczej: nie czułem się potrzebny. To media się o mnie upominały. Teraz jest inaczej. Mam bardzo dobry kontakt z trenerem. Wszyscy wiedzą, jakim jestem człowiekiem: nie kalkuluję, zawsze mówię, jak jest, głośno mówię, czego oczekuję od siebie i co chcę dać drużynie. Czuję się częścią reprezentacji, która może odnieść sukces.

Właśnie odwagę i bezpośredniość docenił selekcjoner?

- Tak. Rozmowa była bardzo poważna. Najpierw rozmawialiśmy przez telefon, a potem się spotkaliśmy. Trener powiedział jasno: pokaż, co potrafisz na boisku.

Twoi koledzy często podkreślają, że w kadrze jest świetna atmosfera. Co to właściwie znaczy?

- Atmosfera zawsze była dobra, tylko wyników nie było. Staraliśmy się tworzyć fajną grupę, teraz doszły zwycięstwa. Pewności siebie dodała nam wygrana z Niemcami. Wygraliśmy mecz z niczego - nikt nie spodziewał się, że jesteśmy w stanie zremisować, a my pokonaliśmy mistrzów świata 2:0. Kolejne wyniki napędzają kibiców i media, wszyscy będą oczekiwali od nas coraz więcej, aż w końcu dopniemy celu.

Kamil Glik mówi, że nie obrazi się na remis we Frankfurcie.

- Jedziemy tam po punkty. Każde będą bardzo cenne.

Niedawno strzeliłeś gola Montpellier. Było to twoje pierwsze ligowe trafienie od 993 dni. W kadrze zagrałeś już 29 meczów i zdobyłeś tylko dwie bramki - z Gibraltarem. Trenerzy w klubie i kadrze dają ci do zrozumienia, że to za mało?

- Oczywiście, że goli powinno być więcej, bo dochodzę do sytuacji strzeleckich. Cały czas nad tym pracuję, często rozmawiam przez Skype'a i telefon z trenerem mentalnym. Gdzieś to się zacięło, bo w Sivassporze zdarzyło mi się skończyć sezon z siedmioma bramkami.

Wpływ miało także to, że w pewnym momencie bardzo chciałem odejść z Turcji, a władze nie chciały mnie puścić. Dwa razy zablokowały transfer. Wciąż starałem się grać jak najlepiej, ale to już nie było to. Brakowało mi mocy, którą miałem na początku. Ostatnie półtora roku w Turcji były już słabe. Zdarzały się asysty, brakowało bramek. Po odejściu spadł ze mnie ciężar, w Rennes mam kolejne cele. Mogę sobie wyobrazić, w jakim klubie bym grał, gdybym trafiał częściej.

Dochodzenie do sytuacji bramkowych to też sztuka. Są piłkarze, którzy tego nie potrafią. Ja potrafię.

Pracujesz nad skutecznością na treningach?

- Tak, staram się. Jestem jednak pomocnikiem, koncentruję się na akcjach z boku, wrzutkach, dograniach do kolegów. Piłkarz nigdy nie wie, w jakiej sytuacji na boisku się znajdzie. Dlatego trudno to trenować. Przed meczem z Gruzją nie wpadłbym na to, że będę miał szansę zdobyć bramkę po strzale głową.

Z drugiej strony, mało mi brakuje, czasami wystarczyłoby więcej szczęścia. Piłka odbija się od słupków, poprzeczki... Z Gruzją miałem jeszcze jedną szansę, uderzyłem z pierwszej piłki, nie dało się tego zrobić lepiej, a mimo to piłka minęła bramkę. A czuję, że gdyby wpadła, to strzeliłbym jeszcze dwa gole i tak jak Robert Lewandowski skończyłbym z hat-trickiem.

Gole dają pewność siebie. Mnie jej nie brakuje, ale po zmarnowanych szansach czuję się mniej pewnie. Z tego biorą się czasami nonszalanckie straty.

Rozmowy z trenerem mentalnym pomagają?

- Przed listopadowym meczem z Gruzją nie miałem gola i asysty w lidze, w reprezentacji też marnowałem szanse. W Tbilisi złamałem rękę, było mi ciężko. Trener powiedział mi wówczas, że wszystko przyjdzie, a praca popłaca. I w ostatnich sześciu meczach w lidze miałem trzy asysty, a mogłem mieć siedem, powinienem też strzelić dwa-trzy gole. Ktoś może też powiedzieć, że nie mam wielu asyst w kadrze, ale przecież wypracowuję szanse kolegom. Gdyby wszystko wpadało, byłbym oceniany zdecydowanie lepiej.

Mówiłeś, że byłeś zmęczony Sivassporem w trzecim sezonie w Turcji. Teraz rozpoczynasz trzeci sezon we Francji...

- Do końca sezonu chcę grać we Francji, tam odbędą się mistrzostwa Europy. Jeśli awansujemy, a ja zachowam miejsce w jedenastce, poprawię markę. Będę rozpoznawalny jako jedyny reprezentant Polski występujący w Ligue 1. Pamiętam jednak, że piłkarz musi być gotowy na wszystko, zimą jest przecież kolejne okno transferowe.

Liga francuska jest bardzo dokładnie badana przez skautów klubów Premier League. Można się tam wypromować.

- Pełno tam talentów. Za mojego kolegę Abdoulaye Doucouré Watford ma zapłacić 12 mln euro. W poprzednim sezonie Francuz strzelił cztery gole i miał trzy asysty. Jeśli on kosztuje 12 mln, wyobrażam sobie, ile trzeba będzie zapłacić za Paula-Georgesa Ntepa. Już teraz oferowano za niego 20 mln euro, ale Rennes propozycje odrzuciło, bo wie, że Kameruńczyk może wyrosnąć na gracza klasy światowej.

Nie brakuje ci wieczorów w europejskich pucharach?

- Wciąż za mną chodzi, że nie gram w pucharach. Z Jagiellonią występowałem tylko w eliminacjach Ligi Europy. Marzę, by usłyszeć hymn Ligi Mistrzów, choć nie wiem, czy będzie mi to dane. W czerwcu skończyłem 27 lat, wydaje mi się, że najlepsze lata przede mną. Czekam na Euro, uważam, że występuję w zespole, który zasługuje na grę w Lidze Europy.

Zobacz wideo

Supertrafienia w stylu Zlatana, gol brata Ribery'ego! [STADIONY Z CZUBA]

Polska z Niemcami...
Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ