Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lewandowski: Kadra czeka na Kubę

Rok temu Bayern przegrał półfinał Ligi Mistrzów z Realem 0:5, więc chęć rewanżu jest naprawdę bardzo duża. Tutaj nie chodzi o to, by być blisko szczytu, tutaj celem zawsze jest szczyt - mówi Robert Lewandowski w wywiadzie dla Sport.pl

MICHAŁ SZADKOWSKI: Zdziwiło cię, gdy zobaczyłeś, że wśród powołanych na mecz z Irlandią nie ma Jakuba Błaszczykowskiego?

ROBERT LEWANDOWSKI: Taka była decyzja trenera. Spodziewaliśmy się, że w Dublinie będzie dużo walki, a Kuba po kontuzji zagrał tylko kilka meczów. Nie wiem, jaka jest jego sytuacja, nie rozmawialiśmy, spotkał się z nim trener.

Kuba może wrócić do kadry już na czerwcowy mecz z Gruzją, z nim będziemy mocniejsi. Uraz wyleczy też Łukasz Piszczek, z którym Kuba bardzo dobrze się rozumie. Zwiększy się rywalizacja, a to może wyjść reprezentacji tylko na dobre.

A może selekcjoner powinien zabrać na zgrupowanie Błaszczykowskiego, by pokazać, że mu na nim zależy?

- Nie wydaje mi się, by miało to znaczenie. Kuba jest ambitny, chciałby grać. Trener zdecydował inaczej, trzeba uszanować jego decyzję. Teraz Kuba ma dwa miesiące na powrót do formy.

Znasz Błaszczykowskiego od lat. Czy brak powołania nie zniechęci go do gry w kadrze?

- Zdecydowanie nie. Po powrocie na pewno będzie chciał pomóc reprezentacji, a my czekamy i liczymy na niego.

W niedzielę Polska zremisowała w Irlandii 1:1, w drugiej połowie głównie się broniąc. Nie było momentu, w którym pomyślałeś, że za bardzo się cofnęliście?

- Wiedzieliśmy, że 1:0 to za mało, by w Dublinie grać spokojnie. Zabrakło jednak ryzyka, powinniśmy spróbować przycisnąć rywala i strzelić drugiego gola. Po przerwie nie stworzyliśmy żadnej szansy na zdobycie bramki, zostawiliśmy Irlandii za dużo miejsca do rozgrywania piłki. To się zemściło, gospodarze próbowali i w końcu im się udało.

Musimy wyciągnąć wnioski, ale pamiętajmy też, że w Irlandii przez 90 minut bardzo dobrze graliśmy w obronie. Gospodarze nie stwarzali sobie klarownych sytuacji na gole, bardziej polegało to na przebitkach, rzutach rożnych i wolnych.

W Dublinie nie miałeś okazji, by wykorzystać umiejętności ofensywne, częściej walczyłeś w środku pola. Nie wolałbyś, żeby to Polska decydowała, jak wygląda mecz, skupiła się na kreowaniu, a nie przeszkadzaniu?

- Nie jesteśmy drużyną, która niezależnie od tego, z kim i gdzie gra, zawsze będzie decydowała, jak wygląda mecz. Zdarzą się spotkania, w których nie zaprezentujemy techniki, piękna futbolu i mnóstwa akcji ofensywnych. Nie zawsze będziemy mogli pokazać wszystko, co mamy najlepszego w ataku. Czasami wynik trzeba będzie wywalczyć i wybiegać. Styl nie ma znaczenia, chodzi o to, by drużyna zdobywała punkty i pojechała na mistrzostwa Europy.

Pamiętajmy też, że w Dublinie nie graliśmy w najmocniejszym składzie, kilku piłkarzy wyeliminowały kontuzje. Mam nadzieję, że przed kolejnymi meczami wszyscy będą zdrowi, a rywalizacja w kadrze - większa. Na półmetku eliminacji prowadzimy w grupie, ale stać nas na jeszcze lepszą grę.

Trudniejszym rywalem będzie Szkocja czy Irlandia?

- Obie grają na podobnym poziomie, mają problem z konstruowaniem akcji, często do napastników podają obrońcy. Wcześniej mówiłem, że będzie z nimi trudno, ale bez przesady - Szkoci i Irlandczycy są do ogrania.

Grzegorz Krychowiak przestrzegał przed meczem z Gruzją, przypominał, że dwa lata temu w podobnym terminie Polska tylko zremisowała w Mołdawii.

- Jestem przekonany, że łatwo nie będzie. W Tbilisi wygraliśmy 4:0, ale pierwszego gola strzeliliśmy dopiero po przerwie. W Warszawie Gruzini pewnie się cofną, nastawią się na kontry, może być tak, że nie stworzymy sobie w tym meczu wielu okazji do strzelenia gola. Dopóki nie pokonamy bramkarza gości, będzie naprawdę trudno.

Beenhakker, Majewski, Smuda, Fornalik, Nawałka. Grałeś u pięciu selekcjonerów, do przyjścia tego ostatniego w kadrze przeżyłeś więcej chwil złych niż dobrych. Ciężko się przyjeżdżało na zgrupowania?

- Jechałem na nie z uśmiechem na twarzy. Atmosfera w kadrze zawsze była dobra, ale aż takiej jak teraz to jednak dawno nie było. Dzięki niej jeszcze bardziej chce się przyjeżdżać. Tworzymy fajny zespół, widać to i w czasie posiłków, i na treningach, i na meczach. Zdążyliśmy się poznać, dobrze się rozumiemy, idziemy w tym samym kierunku. Gdy jestem na zgrupowaniu, czuję, że w drużynie dzieje się coś pozytywnego.

Pomogły nam wyniki, ale ja już od pierwszego dnia zgrupowania przed meczem z Gibraltarem czułem, że coś się ruszyło.

Z czego wzięła się ta zmiana?

- To zasługa zarówno trenera, jak i zawodników. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy zespołem, który będzie się liczył w eliminacjach, a nie ma się co oszukiwać - jeśli brakuje spokoju i pozytywnego myślenia, na dłuższą metę nie masz szans, by coś osiągnąć. Nie możemy być zdołowani i smutni, nie możemy zastanawiać się, co będzie, jeśli nam nie wyjdzie.

W sobotę pierwszy raz w lidze zagrasz w Dortmundzie jako piłkarz Bayernu. Mario Götze został wygwizdany, gdy po transferze wrócił na Signal Iduna Park. Jakiego przyjęcia się spodziewasz?

- Na koniec poprzedniego sezonu kibice pożegnali mnie owacją na stojąco, nie wydaje mi się, by potem stało się coś, co drastycznie zmieniłoby ich nastawienie. W Dortmundzie grałem cztery lata, zawsze dobrze się tam czułem, sprawiłem dużo radości kibicom i oni to doceniają.

Martwiłeś się jesienią, gdy Borussia leżała na dnie tabeli, czy było ci to obojętne?

- Wiedziałem, że prędzej czy później pójdzie w górę i się nie pomyliłem. Dziś niewiele ją dzieli od miejsca gwarantującego udział w europejskich pucharach. A za rok może znów być największym rywalem Bayernu. Ten sezon długo miała słaby, ale nie sądzę, by to się powtórzyło. W zależności od tego, jakie przeprowadzi transfery, może znów liczyć się w walce o mistrzostwo.

Twój kolega z drużyny Arjen Robben mówi, że dzięki trenerowi Pepowi Guardioli lepiej się ustawia, stał się bardziej uniwersalnym zawodnikiem. W tobie Hiszpan coś zmienił?

- Wciąż mnie zmienia, uczy, jak zachowywać się na różnych pozycjach, jak najlepiej się ustawiać. Robię postępy, ale to proces, który trwa. Wchodzimy w kluczowy moment sezonu, mam nadzieję, że najwyższa forma przyjdzie właśnie na najważniejsze mecze.

Po transferze mówiłeś, że priorytetem jest dla ciebie Puchar Europy, bo jeszcze go nie zdobyłeś. Tacy piłkarze jak ty, Mehdi Benatia czy Juan Bernat sprawiają, że drużyna wciąż jest głodna sukcesu?

- Rok temu Bayern przegrał półfinał z Realem Madryt 0:5, więc chęć rewanżu jest naprawdę bardzo duża. I to niezależnie od tego, czy ktoś już cieszył się ze zwycięstwa w Lidze Mistrzów, czy nie. To Bayern, tutaj nie chodzi o to, by być blisko szczytu, tutaj celem zawsze jest szczyt. Na tym poziomie nie istnieje zadowolenie z samego siebie, wszyscy chcą powtarzać sukcesy.

Niemiecka prasa długo się zastanawiała, dlaczego nie jesteś tak skuteczny jak w Borussii. Były kapitan Bayernu Stefan Effenberg odpowiadał, że w Bayernie możesz nigdy nie strzelić 25 goli w sezonie, ale nie będzie to oznaczało, że nie wniesiesz dużo do drużyny.

- W tym sezonie zagrałem 36 meczów, strzeliłem 17 goli. W poprzednim do początku kwietnia miałem 38 meczów i 23 bramki. Różnica nie jest duża. Pamiętajmy też, że Bayern ma większy potencjał w ofensywie niż Borussia. Regularnie trafia u nas pięciu zawodników.

W tym sezonie Robben zdobył 19 goli, Müller - 18, Lewandowski - 17, Götze - 15, Ribery - 9.

- Nie ma drugiego czołowego klubu w Europie, w którym pięciu zawodników skończy sezon z dwucyfrową liczbą bramek. A u nas aż czterech może zdobyć ponad 20! W Bayernie nie jest tak, że ktoś odpowiada za gole, a ktoś inny za asysty. Być może zdobędę mniej bramek niż rok temu, ale wcale nie musi tak być. Jako zespół jesteśmy bardzo skuteczni, więc też jeszcze kilka razy trafię do bramki. Najważniejsze są jednak zwycięstwa.

Zamieniając Borussię na Bayern, zrezygnowałeś z części ambicji indywidualnych, by zwiększyć szansę na trofea?

- W Dortmundzie zdobyłem mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Niemiec. Zabrakło triumfu w Lidze Mistrzów. Ale nie zmieniłem klubu tylko dlatego, by sięgnąć po to trofeum, chciałem zrobić krok naprzód, wciąż się rozwijać, zobaczyć coś nowego i grać w jednym z najlepszych klubów na świecie.

Jesteś zadowolony z wylosowania Porto w ćwierćfinale Ligi Mistrzów?

- Zawsze można było trafić gorzej, ale zadowolony będę dopiero wtedy, gdy awansujemy do półfinału. Teoretycznie może się wydawać, że to słabszy przeciwnik, w praktyce często wygląda to inaczej. Każdy szczegół jest ważny, nie da się awansować do półfinału bez stuprocentowego zaangażowania.

Kto będzie największym rywalem Bayernu w Champions League?

- Jest za wcześnie, finał zaplanowano dopiero na czerwiec. Dwa miesiące to naprawdę mnóstwo czasu, forma zespołów może rosnąć, a może spadać. Dziś interesuje nas dyspozycja Porto, z którym gramy 15 kwietnia. Najpierw trzeba przejść Portugalczyków, potem zastanowimy się, co dalej.

Mecz z Gruzją jest tydzień po finale Ligi Mistrzów...

- Spokojnie, nie przyjadę na zgrupowanie zmęczony. Wręcz przeciwnie (śmiech).

Zobacz wideo
Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ