GRZEGORZ KRYCHOWIAK: Coraz więcej polskich piłkarzy gra w dobrych klubach, to bardzo cieszy. Razem musimy walczyć o stworzenie "marki polskiego piłkarza", tak aby zachodnie kluby nie bały się inwestować w Polaków, tak jak nie boją się zatrudniać Czechów, Chorwatów czy Serbów. Im lepiej grasz w klubie, tym większe masz szanse, aby błyszczeć w kadrze. Wiele było krytyki, że reprezentacja szwankuje, ale już pokazaliśmy, że potrafimy przełożyć formę na kadrę i że tworzy się zespół. W trakcie ostatniego zgrupowania zrobiliśmy duży krok w kierunku naszego celu, czyli awansu do Euro 2016. Głód sukcesu u piłkarzy jest równie wielki jak u kibiców.
- Na pewno liga francuska jest trochę niedoceniana w Europie. Wydaje mi się, że najważniejsza jest jednak wiara we własne umiejętności. Ja trafiłem do Sevilli z wielką wiarą w siebie. Ani przez moment nie zastanawiałem się, że coś może nie wyjść. Do nowego wyzwania podszedłem bardzo optymistycznie i bardzo poważnie, by nikt nie mógł mi nic zarzucić. Odkąd po rozmowie z trenerem Unaiem Emerym i dyrektorem Monchim stwierdziłem, że chcę tam trafić, byłem bardzo zdeterminowany, aby od początku pierwszego treningu i sparingu nie odpuścić, nie zawieść. A gdy już zaczęło się udawać, myślałem o tym, żeby nie popaść w samozachwyt. Tak mogę to wytłumaczyć. Dla mnie kariera piłkarska to piękny, 10-15-letni okres, który nie wszyscy mogą przeżyć. Dlatego podchodzę do wszystkiego profesjonalnie, aby ten czas przedłużyć. Dbam o odpowiednie sen i jedzenie. A gdy skończę karierę, będę wiedział, że wycisnąłem z niej tyle, ile mogłem.
- Na pewno zmiana Reims na Sevillę dodała mi pewności siebie. A potem zobaczyłem, że na wyższym poziomie też mogę dać radę. To taki stan, gdy dostajesz piłkę i ani przez pół sekundy nie myślisz, że możesz ją stracić. Myślisz o tym, że ona na pewno dojdzie do kolegi. Ale zawodnicy na najwyższym poziomie nie zadowalają się jednym miesiącem dobrej gry, rundą, sezonem. To widać w szatni, na boisku i po tym, jak się zachowują po meczach. Zawodnicy w wieku 35 lat są w stanie dalej grać na wysokim poziomie, wciąż sprawia im to przyjemność. Na głębszą analizę mojego transferu do Sevilli trzeba będzie poczekać pół roku, może rok.
- Największą są oklaski od publiczności na Ramón Sánchez Pizjuán. To specyficzna publika, która docenia czasami inne zdarzenia boiskowe niż w innych krajach. W jednym z meczów był moment, gdy remisowaliśmy 0:0, a piłka została wycofana do naszego bramkarza. Wszędzie w Europie słychać gwizdy, w Sevilli publiczność nagrodziła nas brawami, doceniając, że potrafiliśmy ją utrzymać. Nasi kibice są fanatyczni, dopingują z pasją, wiele dają od siebie, ale bardzo dużo wymagają. Zawsze trzeba grać na sto procent, serca do walki nie może brakować.
- I uważam, że robię postępy. Wałkuję choćby wyprowadzanie piłki czy orientację w środku pola, ale jak wspomniałem, nie podpalajmy się dziesięcioma meczami. Jestem dopiero na początku drogi.
- To na razie są dziennikarskie plotki, ja staram się skupić na Sevilli.
- Dla mnie najważniejsze są zadania otrzymane od trenera, ale oczywiście nie można się ograniczać do wybijania piłki na lewo i prawo, tylko też podawać ją do bardziej ofensywnych graczy. Robota defensywnego pomocnika to trudna sprawa. Dostrzegamy go, gdy zostaje zdjęty z boiska i powstaje dziura w środku pola. Ja nie zacznę grać bajecznej ofensywnej piłki, trzeba to wszystko zawsze robić z głową. Moja gra nie jest porywająca, miła dla oka, ale jest skuteczna. Staram się w jak najprostszy sposób wyprowadzić piłkę do linii ataku. Krychowiak w szesnastce rywala nie zagwarantuje więcej bramek, wręcz przeciwnie. Muszę pamiętać o tym, że gram na strategicznej pozycji. Napastnik może stracić osiem piłek, strzelić gola i zostać bohaterem. Ja nie. Każda moja strata może się skończyć nieszczęściem.
- W reprezentacji Polski często bazujemy na kontratakach, tak jak z Niemcami czy w pierwszej połowie meczu ze Szkocją. Ale ja w ataku i pozycyjnym, i szybkim czuję się dobrze.
- To będzie kompletnie inny mecz niż z Niemcami, mamy pomysł na to spotkanie. Zobaczymy, co pokażą Gruzini.
- Chciałem pokazać, że atmosfera w kadrze jest dobra. Mówiliśmy o tym za każdym razem i nikt nie wierzył, wplotłem dwa dziwne słowa w kontekst i uwierzyli wszyscy (śmiech ). Inna sprawa, że to wyniki tworzą atmosferę, a jak w Tbilisi wygramy, to bilans jesieni będzie bardzo dobry i będzie spokój przygotowań aż do marca.
Jeszcze niedawno Gruzini błyszczeli w Milanie, Ajaksie, Newcastle... [PAMIĘTACIE?]