Gruzja - Polska. Krychowiak: Stworzyć markę

Coraz więcej polskich piłkarzy gra w dobrych klubach, to bardzo cieszy. Razem musimy walczyć o stworzenie ?marki polskiego piłkarza?, tak aby zachodnie kluby nie bały się inwestować w Polaków, tak jak nie boją się zatrudniać Czechów, Chorwatów czy Serbów - mówi Grzegorz Krychowiak przed meczem z Gruzją. Relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl w piątek od godziny 18.

PRZEMYSŁAW ZYCH: Napastnicy reprezentacji - Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik - strzelają w swoich drużynach, ty zbierasz pochwały w Sevilli. Nawet rezerwowy kadry Paweł Olkowski z Köln wylądował w paru zagranicznych gazetach w jedenastkach weekendu całej Europy. Dobrze się dzieje w polskiej piłce?

GRZEGORZ KRYCHOWIAK: Coraz więcej polskich piłkarzy gra w dobrych klubach, to bardzo cieszy. Razem musimy walczyć o stworzenie "marki polskiego piłkarza", tak aby zachodnie kluby nie bały się inwestować w Polaków, tak jak nie boją się zatrudniać Czechów, Chorwatów czy Serbów. Im lepiej grasz w klubie, tym większe masz szanse, aby błyszczeć w kadrze. Wiele było krytyki, że reprezentacja szwankuje, ale już pokazaliśmy, że potrafimy przełożyć formę na kadrę i że tworzy się zespół. W trakcie ostatniego zgrupowania zrobiliśmy duży krok w kierunku naszego celu, czyli awansu do Euro 2016. Głód sukcesu u piłkarzy jest równie wielki jak u kibiców.

Szczególnie zadziwia twoja szybka adaptacja w Sevilli. To kwestia nie tylko umiejętności, lecz także osobowości, jak twierdzą hiszpańscy dziennikarze? A może jest coś w tym, że liga francuska zapewnia świetne przygotowanie do gry w Sevilli? Kilku środkowych pomocników Ligue 1 stawało się gwiazdami w Andaluzji.

- Na pewno liga francuska jest trochę niedoceniana w Europie. Wydaje mi się, że najważniejsza jest jednak wiara we własne umiejętności. Ja trafiłem do Sevilli z wielką wiarą w siebie. Ani przez moment nie zastanawiałem się, że coś może nie wyjść. Do nowego wyzwania podszedłem bardzo optymistycznie i bardzo poważnie, by nikt nie mógł mi nic zarzucić. Odkąd po rozmowie z trenerem Unaiem Emerym i dyrektorem Monchim stwierdziłem, że chcę tam trafić, byłem bardzo zdeterminowany, aby od początku pierwszego treningu i sparingu nie odpuścić, nie zawieść. A gdy już zaczęło się udawać, myślałem o tym, żeby nie popaść w samozachwyt. Tak mogę to wytłumaczyć. Dla mnie kariera piłkarska to piękny, 10-15-letni okres, który nie wszyscy mogą przeżyć. Dlatego podchodzę do wszystkiego profesjonalnie, aby ten czas przedłużyć. Dbam o odpowiednie sen i jedzenie. A gdy skończę karierę, będę wiedział, że wycisnąłem z niej tyle, ile mogłem.

Nigdy nie byłeś tak pewny siebie?

- Na pewno zmiana Reims na Sevillę dodała mi pewności siebie. A potem zobaczyłem, że na wyższym poziomie też mogę dać radę. To taki stan, gdy dostajesz piłkę i ani przez pół sekundy nie myślisz, że możesz ją stracić. Myślisz o tym, że ona na pewno dojdzie do kolegi. Ale zawodnicy na najwyższym poziomie nie zadowalają się jednym miesiącem dobrej gry, rundą, sezonem. To widać w szatni, na boisku i po tym, jak się zachowują po meczach. Zawodnicy w wieku 35 lat są w stanie dalej grać na wysokim poziomie, wciąż sprawia im to przyjemność. Na głębszą analizę mojego transferu do Sevilli trzeba będzie poczekać pół roku, może rok.

Pochwał jest dużo.

- Największą są oklaski od publiczności na Ramón Sánchez Pizjuán. To specyficzna publika, która docenia czasami inne zdarzenia boiskowe niż w innych krajach. W jednym z meczów był moment, gdy remisowaliśmy 0:0, a piłka została wycofana do naszego bramkarza. Wszędzie w Europie słychać gwizdy, w Sevilli publiczność nagrodziła nas brawami, doceniając, że potrafiliśmy ją utrzymać. Nasi kibice są fanatyczni, dopingują z pasją, wiele dają od siebie, ale bardzo dużo wymagają. Zawsze trzeba grać na sto procent, serca do walki nie może brakować.

Mówiłeś, że wybrałeś Sevillę, bo liga hiszpańska to najlepsze miejsce do nauki ofensywnej gry.

- I uważam, że robię postępy. Wałkuję choćby wyprowadzanie piłki czy orientację w środku pola, ale jak wspomniałem, nie podpalajmy się dziesięcioma meczami. Jestem dopiero na początku drogi.

Udaje się, skoro już obserwują cię skauci Arsenalu.

- To na razie są dziennikarskie plotki, ja staram się skupić na Sevilli.

Szufladkujemy cię w Polsce jako defensywnego pomocnika. Niektórzy uważają jednak, że masz ambicje, aby prowadzić grę kadry. Na razie do mających wymierny efekt prób zaliczymy w meczu ze Szkocją przerzut do Artura Jędrzejczyka, który dograł do strzelca gola Arkadiusza Milika.

- Dla mnie najważniejsze są zadania otrzymane od trenera, ale oczywiście nie można się ograniczać do wybijania piłki na lewo i prawo, tylko też podawać ją do bardziej ofensywnych graczy. Robota defensywnego pomocnika to trudna sprawa. Dostrzegamy go, gdy zostaje zdjęty z boiska i powstaje dziura w środku pola. Ja nie zacznę grać bajecznej ofensywnej piłki, trzeba to wszystko zawsze robić z głową. Moja gra nie jest porywająca, miła dla oka, ale jest skuteczna. Staram się w jak najprostszy sposób wyprowadzić piłkę do linii ataku. Krychowiak w szesnastce rywala nie zagwarantuje więcej bramek, wręcz przeciwnie. Muszę pamiętać o tym, że gram na strategicznej pozycji. Napastnik może stracić osiem piłek, strzelić gola i zostać bohaterem. Ja nie. Każda moja strata może się skończyć nieszczęściem.

Gdzie gra się łatwiej piłkarzowi takiemu jak ty - w Sevilli czy w kadrze?

- W reprezentacji Polski często bazujemy na kontratakach, tak jak z Niemcami czy w pierwszej połowie meczu ze Szkocją. Ale ja w ataku i pozycyjnym, i szybkim czuję się dobrze.

W meczu z Gruzją częściej będziemy patrzeć na twoje atuty ofensywne. To Polska będzie prowadzić grę.

- To będzie kompletnie inny mecz niż z Niemcami, mamy pomysł na to spotkanie. Zobaczymy, co pokażą Gruzini.

Twoja boiskowa pewność siebie chyba przekłada się na zachowanie w trakcie zgrupowań. Przed meczem z Niemcami na konferencji umówiliście się z Wojciechem Szczęsnym, że będziesz wplatał w swoje wypowiedzi nazwiska emerytowanych zagranicznych piłkarzy.

- Chciałem pokazać, że atmosfera w kadrze jest dobra. Mówiliśmy o tym za każdym razem i nikt nie wierzył, wplotłem dwa dziwne słowa w kontekst i uwierzyli wszyscy (śmiech ). Inna sprawa, że to wyniki tworzą atmosferę, a jak w Tbilisi wygramy, to bilans jesieni będzie bardzo dobry i będzie spokój przygotowań aż do marca.

Zobacz wideo

Jeszcze niedawno Gruzini błyszczeli w Milanie, Ajaksie, Newcastle... [PAMIĘTACIE?]

Więcej o: