Zbigniew Boniek dla Sport.pl: To było szczęśliwe zwycięstwo, ale drużyna na to szczęście zapracowała

- Jechałem na mecz z Niemcami, mijając pochód kibiców na Narodowy. I myślałem sobie: cholera, niech oni wreszcie wrócą do domu szczęśliwi. Bo już się smutni do domu po meczach piłkarskich nawracali - mówi Sport.pl prezes PZPN Zbigniew Boniek po zwycięstwie 2:0 z Niemcami.

Zagłosuj na aplikację Sport.pl LIVE!

Paweł Wilkowicz: Nie było pana widać po zwycięstwie z Niemcami. Cisza medialna?

Zbigniew Boniek: Nie, dlaczego? Nie chowam się, ale też przecież się nie będę teraz na siłę pchał do kamer, bo dopiero byłoby śmiesznie. Niemców pokonali trener Nawałka i jego piłkarze, nie ja. A już żyjemy następnym meczem. Szkocja jest mocna i trzeba z nią zagrać w ten jeden sposób, który polskiemu piłkarzowi gwarantuje powodzenie: z żołądkiem przyklejonym do pleców. Z pełną koncentracją. To piłkarze chcą się teraz wyciszyć medialnie i my jesteśmy za tym.

Dyskusje jeszcze nie ucichły: cud czy dobry plan?

Zawsze będą różne szkoły. Szkoła warszawska, szkoła otwocka. Szkoła odpuszczania Niemcom, żeby zdobyć trzy punkty na Szkotach.

Piłka nie jest sportem logicznym. Wiele czynników wpływa na wynik. Graliśmy z drużyną lepszą od nas, pełną indywidualności. I oni się z nami męczyli. Bardzo. Wojtek Szczęsny tę swoją codzienną pewność siebie przeniósł na boisko od początku do końca. Biła od niego. Niemcy mieli mnóstwo sytuacji. Ale stuprocentowych ile mieli? Trudno znaleźć.

My mieliśmy szczęście, bo wyprowadziliśmy ze trzy, cztery kontry, a były dwie bramki. Chłopcy przeszli do historii. My, jako związek, dostaliśmy ładunek dobrej energii do działania. Piłkarze sobie z tego jeszcze do końca nie zdają sprawy, ale do tego meczu będziemy wracali przez lata.

Atmosfera była wspaniała. Bardzo mi się podobało, jak reagowali kibice. Bez sztucznego nakręcenia. Jak w teatrze, dobra publika wiedziała, co zrobić w danym momencie przedstawienia. Kilku piłkarzy zagrało świetnie, pozostali dobrze. A Adam Nawałka przeszedł do historii.

Tak, to było szczęśliwe zwycięstwo. Ale drużyna na to szczęście zapracowała. Ono było zwieńczeniem dobrej roboty. Ale nie cudem. To my tak dyskutujemy o futbolu. Zawsze powtarzam, że gdyby futbol robiło się w mediach, a nie na boisku, to najlepszym trenerem dla Polski byłby David Copperfield. Bo nie mówi po polsku i robi cuda. A Adam się skupia na robocie, a nie na cudach. Śmiać mi się chciało, gdy niektórzy pytali, po co ten Milik gra z Gibraltarem, skoro w meczu z Niemcami i tak nie zagra, bo to za odważny wariant. A gdyby go nie było w tamtym meczu i na tamtym zgrupowaniu, to by z Niemcami gola nie strzelił. Bo musiał poznać swoje miejsce w planach trenera, przyzwyczaić się, odnaleźć w tym. U Niemców debiutował Karim Bellarabi. Zagrał świetny mecz, i niedługo zacznie strzelać gole. Teraz się nie udało, bo jeszcze potrzebował czasu na odnalezienie się w drużynie.

Piłkarze mówią: żeby to zwycięstwo z Niemcami nabrało prawdziwej wartości, musimy pokonać Szkocję.

Dlatego my po tym zwycięstwie latamy nisko, nie tracimy kontaktu z ziemią. Naszym celem nie było pokonanie Niemców. Naszym celem jest awans na mistrzostwa. Dopiero dobry wynik ze Szkocją da nam prawo, by spoglądać w stronę francuskich mistrzostw Europy. Cieszę się z tej zmiany tonu, z dobrej energii. Zyskają na tym wszystkie nasze reprezentacje. Bo nam nie wolno myśleć tylko o pierwszej.

Najbardziej imponujący jest na razie bilans bramek: dziewięć strzelonych, zero straconych.

Na pewno się to zero z tyłu nie utrzyma, ale cieszy. Choć wolę, żeby nasza drużyna myślała do przodu, bo zero z tyłu nic nie daje. Trener sprawdzał w obronie różne warianty, wybrał sprawdzony, ale ćwiczy też inne, żeby móc z nich skorzystać gdy sytuacja będzie tego wymagała. Siłą tej drużyny nie jest jedenastu, którzy wychodzą na boisko, tylko cała kadra. Tu wszyscy przeżywają za wszystkich. To już nie jest reprezentacja, na której zgrupowanie się przyjeżdża odfajkować obowiązek. Tu przyjeżdża grupa kumpli, która chce coś razem pokazać. Liderami tej grupy nie są piłkarze, którzy się specjalizują w robieniu atmosfery. To są ludzie, którzy są kimś w piłce i chcą też być kimś, gdy zakładają strój polski. Oni tu nadają ton i to jest znakomita informacja. Jechałem na mecz, mijając kibiców idących na Narodowy. I myślałem: cholera, żeby oni wracali po meczu uśmiechnięci, szczęśliwi. Bo już się smutni z meczów piłkarskich nawracali.

Może do tej drużyny po prostu wraca szczęście, którego nie miała w poprzednich eliminacjach.

Nie, jej wtedy nie brakowało szczęścia. Ona po prostu na awans nie była wtedy gotowa. Nie była poukładana, odpowiednio nastawiona. Teraz jest, i to jest zasługa trenera i jego liderów.

Zobacz wideo

Najlepsze reakcje Internautów po Polska - Niemcy (2:0) [MEMY]

Więcej o: