Polska - Niemcy. W polskiej piłce są do odniesienia ważniejsze zwycięstwa niż z Niemcami [FELIETON]

Trudno znaleźć w polskim sporcie porażkę bardziej spodziewaną niż dzisiejsza z Niemcami. Czas nie miał szans zatrzeć wspomnień z brazylijskiego mundialu, gdzie drużyna Löwa zdobyła złoty medal, okraszając go bezprecedensowym 7:1 z gospodarzami w półfinale. Polscy piłkarze, jak pospolici kibice, oglądali mundial w telewizji. Sami przepadli w grupie eliminacyjnej, wyprzedzając tylko Mołdawię i San Marino. Jeśli przez 81 lat rywalizacji nie dało się wygrać z Niemcami ani razu, nawet w szczytowym okresie naszej piłki, dlaczego miałoby się udać teraz, gdy różnica w rankingu FIFA jest przepaścią 69 pozycji?

Zagłosuj na aplikację Sport.pl LIVE!

Thiago Cionek zaapelował do kibiców i dziennikarzy: "Pozwólcie nam marzyć". Nie byłoby w sporcie nic bardziej nonsensownego niż pozbawianie się złudzeń. Rozumiem doskonale, że gracze Nawałki nie chcą popełniać harakiri, zanim wyjdą na murawę Stadionu Narodowego. Zobaczymy jednak, ile wiary przetrwa w nich do chwili, gdy pod presją wielkiego rywala poczują piekący ból w płucach, ścięgnach i mięśniach?

Rywalizacja polskich piłkarzy z Niemcami tylko incydentalnie nosiła znamiona równości. Przez pokolenia wspominaliśmy frankfurckie błoto, w którym utopiła się polska finezja w mundialu 1974 roku. Pytanie: "Co by było, gdyby...?", zastępowało nam debaty nad teraźniejszością drużyny narodowej osuwającej się w kierunku dna. Między 1982 a 2006 rokiem reprezentacja zagrała z Niemcami zaledwie raz, co świadczy między innymi o tym, że stała się dla sąsiadów rywalem z półki tak niskiej, że nie warto do niej sięgać. Pojedynczo Furtok, Wałdoch, Hajto czy Juskowiak, grając w Bundeslidze, wciąż przypominali, że polska piłka nie wyzionęła ducha. Nasza kadra przestała jednak mieć atrybuty drużyny. Krok po kroku przeobrażała się w zbieraninę, która na boisku nie potrafi stanowić całości, znaleźć wspólnego języka. Z polskiej myśli szkoleniowej śmiali się już sami piłkarze, twierdząc, że ten, kto chce ratować karierę, powinien jak najwcześniej uciekać z kraju. Mówi o tym Grzegorz Krychowiak - Polskę opuścił jako 16-latek, a i tak musiał nadrobić wiele zaległości, by dziś grać w Sevilli. Robert Lewandowski podkreśla, że sukces odniósł nie dzięki, ale wbrew systemowi panującemu w Polsce, już nawet nie wracając do traumatycznej chwili, gdy mając 18 lat, dowiedział się, że trenerzy Legii uznali go za odpad futbolowy.

Przygotowania do meczu z Niemcami zagłuszyły fakt, że jeden z najbardziej znanych selekcjonerów reprezentacji został skazany za korupcję. Jeśli więc przez ostatnie 25 lat Polska jako kraj dążyła do normalności, jeśli kilka dyscyplin sportu - siatkówka, tenis, skoki narciarskie, piłka ręczna, kolarstwo - osiągnęło sukcesy nienotowane wcześniej, nasz futbol najdłużej tkwi w czarnej dziurze. Jeszcze wyraźniej widać to w piłce klubowej. Kilkanaście miesięcy temu na Wembley rozegrano pierwszy niemiecki finał Ligi Mistrzów z udziałem naszego trio z Borussii. W tym czasie kibice urodzeni w roku, w którym ostatni mistrz Polski awansował do najważniejszych rozgrywek, szykowali się do świętowania pełnoletności.

"Z punktu widzenia Niemców stoczyliśmy się do poziomu Gibraltaru" - powiedział jeden z dziennikarzy i jest w tym sporo racji, mimo że gracze Löwa, choćby z szacunku dla Piszczka, Błaszczykowskiego i Lewandowskiego, zaprotestowaliby pewnie zgodnym chórem. Nie znaczy to, że dzisiejszy mecz jest z góry przegrany. Kadra Nawałki musi poszukiwać punktów, ale także przełomu. Od dekady kadrowicze potrafili wygrywać tylko z rywalami klasy Mołdawii, dziś muszą się porwać na mistrza świata. Skoro jednak w czwartek Słowacy pobili Hiszpanów, dlaczego nasi piłkarze mieliby zaprzepaścić okazję, by przejść samych siebie?

Ale nie ma sensu robić fetysza z meczu z Niemcami. Jest ważny, prestiżowy, każdy punkt wyszarpany mistrzom świata to byłaby wielka sprawa. Ruszając w pogoń za czołówką, trzeba jednak pokonać w polskiej piłce wiele innych barier. Nawet dobry wynik z najlepszą drużyną jej nie zbawi. "Problem naszej piłki jest znacznie bardziej skomplikowany niż postawa jedenastu ludzi w biało-czerwonych strojach biegających po zielonej murawie" - mówi Lewandowski i trudno to uznać za wykręt albo wymówkę. Boisko weryfikuje wiele, ale nie wszystko.

Więcej o: